Dziś pod sam wieczór w większości mediów pojawiła się informacja, iż Józef Michalik zarejestrowany został jako tajny współpracownik komunistycznych służb bezpieczeństwa.
Tym razem nie doszło jednak do medialnej nagonki prawicowych szczekaczy w stylu sprawy Wielgusa. Informacja został w specjalny sposób przygotowana medialnie przed ogłoszeniem, aby nie powiedzieć spreparowana. Obróbka przeprowadzona została w ten sposób, aby publika nie miała wątpliwości, iż abp Michalik w rzeczywistości z SB nie współpracował, a rejestracja nastąpiła bez jego wiedzy o zgody.
Nie na fakt ewentualnej rejestracji i współpracy (bądź jej braku) pragnę tu zwrócić uwagę, lecz na sposób jej medialnej prezentacji.
Jak wynika z pierwszych przekazów sprawą tą w pierwszej kolejności zajeli się historycy. Fakt godny pochwały. W końcu lustracją zajmują się ludzie najbardziej ku temu predestynowani, a nie żarliwcy w postaci publicystów Gazety Polskiej czy Rzeczpospolitej.
Następnie z ustaleniami poczynionymi w pracach historycznej komisji zapoznać mógł się sam najbardziej zainteresowany. Też słusznie, że w końcu oskarżony może zapoznać się z aktem oskarżenia i przedstawić linię obrony. Nie było to dane np. bp Wielgusowi, któremu Gazeta Polska przedstawiła zarzuty bez poparcia ich żadnymi dowodami.
No i po trzecie najważniejsze media publiczne, w szczególności pierwszy program TVP, specjalnie aby przedstawić całokształt tej sprawy zmieniają wcześniej ustalony program i dają głos historykom oraz samemu zainteresowanemu. TVP 1 w porze największej oglądalności o 20.00 puszcza wywiad z abp Michalikiem przeprowadzony przez swoją gwiazdę jednego z braci Karnowskich (już lepiej rozróżniam Kaczyńskich).
Wszystko godne pochwały i aż gotów jestem krzyknąć z zachwytu, że w końcu Wildstein i spółka się ucywilizowali i porzucili zasadę, że „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą”.
Szkoda tylko, że jakoś brak mi wiary w tą przemianę. A dlaczego?
Otóż, dwa dni temu podano informacje, iż abp Kowalczyk przedstawił papieżowi trzy nowe kandydatury na stanowisko metropolity warszawskiego. Tak naprawdę abp Michalik jest z całej trójki kandydatem najbardziej konserwatywnym, żeby nie powiedzieć wrzucającym w polskim kościele bieg wsteczny. Najbardziej konserwatywne media były by więc wielce usatysfakcjonowane gdyby papieski wybór padł właśnie na ta kandydaturę. Czy przypadkiem nie dla tego abp Michalik mógł liczyć na względy publicznych mediów?
Pytanie to jest szczególnie uzasadnione, kiedy spojrzy się na kontrast jaki tworzy ta sprawa z nieodległą sprawą abp Życińskiego. Podejście środowisk katolicko-narodowych do metropolity lubelskiego jest powszechnie znane. Dlaczego w czasie kiedy oskarżenia spotkały hierarchę uważanego za kapłana liberalnego, otwartego na świat i zachodzące w nim zmiany TVP nie skupiła swojej uwagi na wyjaśnieniu tych zarzutów. Czyżby uznała, iż w obrona Życińskiego nie jest gry warta? Co innego „Zefir”.
Sprawa Wielgusa pokazała, że w dzisiejszych czasach głos opinii publicznej ma wpływ nawet na tak konserwatywne instytucje jak Kościół Katolicki. Warto więc już dziś rozpocząć wyborczą kampanię i wyprowadzić wyprzedzający atak mogący w przyszłości zaszkodzić „naszemu” kandydatowi.
Osobiście sam wierzę, że abp Michalik z SB nie współpracował. Osobiście cieszę się, że oszczędzono godność i honor człowieka, nie stawiając go pod pręgierzem. W brak współpracy wierzę bardziej, niż wielu medialnych obrońców abp Michalika, od razu wskazujących, że jak papiery nie wystarcza do przekonania niedowiarków to oficer prowadzący wciąż żyje. Przypuszczalnie w tym wypadku zeznania esbeka będą bardziej znaczące niż w przypadku choćby Elżbiety Niezabitowskiej.
Jestem jednak też przekonany,bardziej niż wierzę w niewinność abp Michalika, iż cywilizowane zakończenie jego sprawy nastąpiło z powodu wskazanych powyżej przesłanek i w przyszłości raczej się nie powtórzy w stosunku do inaczej zapatrującego się na niektóre sprawy duchownego.


Komentarze
Pokaż komentarze