diplomatique diplomatique
26
BLOG

I balon pękł - kto odpowie za likwidację WSI?

diplomatique diplomatique Polityka Obserwuj notkę 1

W ubiegłym tygodniu w końcu ku uciesze prawicowej gawiedzi doszło do ujawnienia największych zbrodni III RP i tajemnic największej przestępczej organizacji tego minionego okresu nazywanych Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Zawartość raportu Macierewicza zawiodła. Nie mnie jednak lecz przede wszystkim jego mocodawców i prawicowych publicystów, którzy z takim podnieceniem go wyczekiwali. Wielu z nich w dniu wyjawienia raportu przypominało małe dzieci wyczekujące w Wigilię pierwszej gwiazdki i prezentów pod choinką. Rosnąca euforia i emocje, aż tu nagle pod choinką zamiast wymarzonych zabawek ciepłe skarpety. W pierwszej chwili dziennikarscy piewcy IV RP nie mogli ukryć zawodu z zawartości prezentu jakim był raport o WSI. Jak to nie ma żadnego dziennikarza z Wyborczej albo TVN, a z Polityki to tylko jedno nazwisko? I jeszcze na dodatek ujawniono jednego z naszych z Wprost. 

No ale cóż jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Jak się wcześniej podżyrowało władzę braci Kaczyńskich to trzeba teraz wszystko zrobić żeby długu nie stał się wymagalny. I piewcy braci bliźniaków pieją dalej jak piali. Nie dostrzegają jednak, balon w który dmuchają już pękł i że  coraz mniejsza część społeczeństwa ich słucha, a coraz większa jest już zmęczona tym całym biciem piany.

Wszystkie bowiem afery w raporcie opisane zostały już uprzednio szczegółowo opisane w prasie. Nazwiska dziennikarzy i publicystów w raporcie powołane w większości nic nikomu nie mówią, a też nikt nikomu nie wmówi, że dziennikarze fachowych czasopism o wojskowości wpływali na poglądy szerokiej opinii publicznej. W raporcie brak jest też dowodów, iż ich współpraca polegała na publikowaniu artykułów określonej treści, a nie na konsultowania i analizowaniu zagadnień i problemów co do których byli oni specjalistami. Raport nie przekona też nikogo, że przestępstwem jest wykonywanie przez dyplomatów zadań wywiadowczych. A co do prowadzenia przez polskie służby specjalne działalności wywiadowczej pod przykrywką działalności gospodarczej stwierdzić można jedynie, iż pomysł ten był wręcz genialny w swej prostocie.   

Raport został ujawniony i mleko się rozlało. Cała historia związana z ujawnieniem raportu pokazała dobitnie, iż ani prezydent, ani inni związani z tym dokumentem politycy specjalnie nie zaprzątali sobie głowy, aby zapoznać się z ustawą na podstawie której do całego tego cyrku mogło dojść. Sami napisali ustawę, a Lech Kaczyński sam ją podpisał. Nasuwa mi się w tym wypadku myśl, że pewnie przyznanie orderu gen. Jaruzelskiemu nie było jedynym przypadkiem w którym prezydent nie czytał tego co podpisywał. Najpierw prezydent wskazał, iż raport ujawniony zostanie już pierwszego lutego. Dopiero potem ktoś inteligentniejszy wskazał prezydentowi, że ustawa na to nie pozwala, a procedura nią przewidziana jest bardziej skomplikowana. Ogłoszenie raportu trzeba było przełożyć o dwa tygodnie.  

Jak pokazała następna historia w prace nad raportem wkradł się pośpiech i umieszczono w nim nazwiska osób, które ze względu na interes obecnie rządzących znaleźć się w nim nie powinny. W takim razie już po przekazaniu raportu prezydentowi, premierowi, wiece premierą oraz marszałkom, część raportu uległa zmianie. Jaka dokładnie część i jakie dokładnie nazwiska, tego jeszcze nie wiemy, ale patrząc na walkę buldogów pod dywanem stwierdzić można, iż niedługo się dowiemy. Poza sporem jest tu fakt, że do zmian w treści raportu po jego przekazaniu przez likwidatora WSI nie mogło dojść. Ustawa z 09 czerwca 2006r. dawała prezydentowi jedynie możliwość ujawnienia całości raportu, a nie jego wybranych fragmentów, nie mówiąc już o jakichkolwiek zmianach w jego treści. Doszło tu więc do bezsprzecznego złamania prawa. No i znowu wyszło na to, że aktualnie rządzący nie przestrzegali prawa, które sami na własne potrzeby napisali. I teraz już drugi dzień od poniedziałkowego artykułu w Dzienniku trwa zawierucha związana z poszukiwaniem winnego tego uchybienia. Wszystko wskazuje, że podejrzanych jest tylko dwóch: Lech Kaczyński i Antoni Macierewicz. Częściowo próbowali jeszcze część winy przerzucić na Bogdana Borusewicza, wskazując, że zmiany nastąpiły na jego wniosek. W mojej opinii odpowiedzialność ponowi tu Lech Kaczyński. To on bowiem samodzielnie decydował o odtajnieniu raportu, a nie Macierewicz, który sam niewiele mógł zrobić.  

Poza samym naruszeniem przepisów procedury ujawniania raportu o WSI stwierdzić trzeba, iż istnieją jeszcze inne okoliczności z nim związane, a mogące również stanowić przesłanką odpowiedzialności osób za jego treść odpowiedzialnych. Bo ktoś musi odpowiedzieć za takie sprawy jak ujawnienie wrażliwych danych osobowych bez wiedzy i zgody osób, które te dane dotyczą, za pomówienia i nieprawdy, dotyczące działalności wielu z osób w raporcie wymienionych, za rozkład polskich służb specjalnych, czy za ewentualne zagrożenie zdrowia i życia konkretnych ludzi wykonujących pracę i zadania wywiadowcze na rzecz państwa polskiego? Oczywiście odpowiedzialność cywilną poniesiemy my wszyscy. Odszkodowania za działania organów władzy publicznej wypłacane będą bowiem z budżetu państwa. O tyle jest to słuszne, że w pewien sposób powoduje, iż wyborcy też ponoszą pewną odpowiedzialność za wybór którego dokonali przy urnie. 

Już dziś jednak można zacząć się zastanawiać kto poniesie odpowiedzialność indywidualną. Osobiście dziwię się opozycji (może nie PO która swoje trzy grosze do całego cyrku dołożyła, ale lewicy na pewno), że już dziś nie zapowie wprost, że po odsunięciu od władzy obecnego układu w sprawie likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych wprowadzona zostanie procedura odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Powodów jest, aż nadto.                    

Miłośnik wolności, rówieśnik „Solidarności”,

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka