Niecały miesiąc temu niemałe zamieszanie wywołał zamieszczony w Newsweeku tekst w którym przyrównano sposób sprawowania władzy przez Jarosława Kaczyńskiego do stylu Władymira Putina. Ileż wtedy było krzyku i lamentu. Ile wyzwisk spotkało autorów artykułu i redakcję Newsweeka. Sam bohater artykułu kwestionował jego treść poprzez groźby w stosunku do zachodniego kapitału inwestującego w rynek medialny w Polsce, nie zauważając nawet, że obnosząc się ze swoimi wynurzeniami intelektualnymi jedynie potwierdził główne tezy artykułu.
Nie minęło dużo czasu i już można pokusić się o dopisanie kolejnych akapitów do artykułu Newsweeka, wskazujących, iż Polska powoli, acz systematycznie wkracza na drogę demokracji w stylu rosyjskim.
W ostatnim tygodniu Jarosław Kaczyński w odpowiedzi na pytanie Pawła Wrońskiego postanowił podzielić się ze społeczeństwem swoją wizją roli dziennikarzy w życiu społeczno-politycznym. Zgodnie z sugestiami premiera media w IV RP ograniczyć się powinny jedynie do przedstawiania biuletynu informacyjnego z działań władz państwowych. Jakiekolwiek komentarze, sugestie i opinie na temat osób rządzących i podejmowanych przez nie działań stanowią bowiem przekroczenie roli dziennikarskiej. Wykroczenie to jest tym bardziej niedopuszczalne, jeżeli popełnione zostało przez dziennikarza pracującego w medium, którego premier nie darzy szacunkiem. Po takich przemyśleniach spodziewać się można, iż w kontaktach z mediami członkowie rady ministrów ograniczą się jedynie do spotkań z dziennikarzami i redakcjami im przychylnymi. Na konferencje prasowe zapraszani będą tylko dziennikarze, a raczej sprawozdawcy, wyselekcjonowani i zaopatrzeni w listę pytań uprzednio już przez organizatorów konferencji przygotowaną. Dodatkowo organizowane będą również coroczne spotkania z wyborcami zebranymi na placach polskich miast i miasteczek, w trakcie których „każdy” zainteresowany będzie mógł zadać „dowolne” pytanie.
De facto gdy spojrzeć na prerogatywy rządzących w stosunku do mediów Wildsteina i Rydzyka, widać wyraźnie, że polityka taka w pewnym stopniu jest już realizowana. Nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć, kiedy ostatni któryś z braci Kaczyńskich udzielił znaczącego wywiadu redakcji nie związanej z obozem rządzącej koalicji.
Pytanie który z europejskich polityków ogranicza swoje kontakty jedynie do mediów mu przychylnych, a jak się już trafi niewygodne pytanie to rozpoczyna atak i połajanki?
W dniu dzisiejszym na tle sporu o budowę obwodnicy Augustowa przez dolinę Rospudy, państwo polskie pokazało jaki ma stosunek do społeczeństwa obywatelskiego i organizacji społecznych, szczególnie tych ośmielających się w jakimkolwiek stopniu kwestionować politykę rządu. Jak podaje Dziennik na polecenie komendanta głównego policji prokuratora Konrada Kornatowskiego służby ścigania zająć się mają rozpracowywaniem działających na terenie całej Polski organizacjami ekologicznymi. Jak podaje Dziennik inwigilacja ma obejmować działaczy i organizacje „zagrażające rządowemu programowi obwodnicy w Dolinie Rospudy”. Trzeba więc powiedzieć, iż polski rząd wprowadza nowe standardy w prowadzeniu dyskusji z organizacjami pozarządowymi, które przedstawiały by odmienny pogląd na różne kwestie.
Czy jednak rzeczywiście jest to nowy standard? Czy w naszym sąsiedztwie jest może kraj słynący ze znacznej podejrzliwości w stosunku do organizacji od rządu niezależnych ze szczególnym uwzględnieniem tych finansowanych z zagranicy (Greenpeace to nie brzmi polsko)? Tłumaczenia rzecznika KGP budzą („Pismo, wysłane do komend, nie dotyczy organizacji ekologicznych ani ekologów. Zbieramy informacje o zagrożeniach, które mogą wystąpić w związku z protestem dwóch grup - przeciwników i zwolenników inwestycji w dolinie Rospudy. Chodzi nam jedynie o bezpieczeństwo protestujących osób.”) budzą ten sam uśmiech na twarzy, co tłumaczenia służb państwa naszej „modelowej demokracji” odnośnie powodów prześladowań.
Od czasów rzymskich wiadomo, że aby utrzymać się u władzy trzeba obywatelom dać dwie rzeczy – igrzysk i chleba. No i od dwóch tygodni w Polsce mamy igrzyska, prawie jak w Koloseum. Tylko w tym wypadku chrześcijanie zastąpieni zostali przez lekarzy (tak jak wcześniej przez adwokatów, służbę cywilną, służby wojskowe etc.), a lwy przez tabloidy i inne zbliżone do nich media. Za arenę obrano konferencje prasowe, programy telewizyjne i operacyjne nagranie, ze szczególnym uwzględnieniem tych ostatnich. I tylko decydującego o życiu i śmierci cesarza jakoś się jeszcze nie ugruntowała, bo na razie nie znaleziono sposobu, żeby prokuratorski akt oskarżenia zastępował wyrok sądowy. Ale przedstawienie ze skuwaniem w kajdanki (oczywiście z naruszeniem prawa) zawsze urządzić można.
A czy za naszą wschodnią granicą nie ma kraju w którym w aresztowania ludzi ze świecznika odbywałby się w równie spektakularny i medialny sposób?
O ileż bogatszy w treści byłby dziś artykuł Newsweeka. Oczywiście w porównaniu zauważam skalę, ale nie przesłania mi ona tendencji. Wzrostowej tendencji.


Komentarze
Pokaż komentarze