Rada nadzorcza TVP zakończyła serial związany z odwołaniem prezesa TVP Bronisława Wildsteina. O przewidywanej zmianie na stanowisku media zaczęły spekulować już od ostatniego weekendu słusznie wskazując nawet nazwisko następcy Andrzeja Urbańskiego.
Jak to już bywa za obecnych rządów zmian dokonała się pod osłoną nocy. Zapewne jest to wynikiem jakieś przemyślanej PR-owskiej analizy zgodnie z którą kontrowersyjne decyzje podejmować należy, na tyle późno, aby nie tylko nie znalazły się w wieczornych dziennikach.
Na pierwsze komentarze w tej sprawie nie trzeba było oczywiście długo czekać. Ich ton, przynajmniej tych z którymi zdążyłem się zapoznać, wydaje się być jednakowo zgodny i można go streścić w słowach „Koniec niezależności TVP”. Do dziś nie wiedziałem jednak, iż coś co raz się skończyło, może się skończyć ponownie.
Przyglądając się karierze dziennikarskiej i publicystyce Bronisława Wildsteina pomimo całej mojej niechęci do niego nie tylko jako dziennikarza, ale również jako człowieka, przyznać muszę, iż jego niezależność jest niepodważalna. To jednak nie ta cecha charakteru zadecydowała o tym, że Jarosław Kaczyński zdecydował się powołać go na stanowisko prezesa TVP. Decydujące znaczenie maiły tu bowiem poglądy prezentowane przez Wildstaina, które on sam uważał za jedynie słuszne. W ich głoszeniu prezentował rzadko spotykaną zajadłość i można powiedzieć fanatyzm. Poglądy te w nie odbiegały znacząco od poglądów prezentowanych przez prezesa PiS. Jarosław Kaczyński dokonując takiego a nie innego wyboru prezesa TVP uzyskiwał pewność, iż telewizja publiczna może i będzie niezależna, ale przede wszystkim nie będzie obiektywna i to ten czynnik przesądził.
Odtąd w TVP nie miało być miejsca na jakiekolwiek zwątpienie w wizję „IV RP”, a wszelkie odchylenia od tej jedynie słusznej wizji świata miały być na antenie publicznej telewizji tępione. W telewizji pod kierownictwem Wieldstaina zapanować mieli dziennikarze nie skażeni przeszłością, a optymistycznie patrzący w przyszłość.
No i powiedzieć trzeba jasno, iż Wieldstain powierzone mu zadanie wykonywał z pasją. Wierzę, że robił to z pasją i z przekonaniem w słuszność swoich działań. I to właśnie z tego przekonania stworzył jedno z najbardziej nieobiektywnych polskich mediów. Tyle tylko, że próbował cały czas dokonać tego pod płaszczykiem telewizji publicznej, a więc telewizji wszystkich obywateli, również tych którzy jego wizji świata nie podzielali.
Mając na uwadze powyższe powiedzieć mogę, że dawno żadna informacja i decyzja Jarosława Kaczyńskiego nie ucieszyła mnie tak bardzo jak ta. Wieldstain na prezesa się nie nadawał. Brak mu było tak merytorycznego przygotowania do kierowania tak dużym przedsiębiorstwem, jak i przymiotu obiektywizmu w kierowaniu instytucją publiczną, żeby nie powiedzieć zaufania publicznego. O jego osiągnięciach niech świadczą choćby niekorzystne dla TVP wyniki badań oglądalności oraz badań dotyczących obiektywizmu w prezentowaniu poglądów politycznych.
Tak więc gotów bym był do zmieszczenia pierwszej chyba w życiu pochwały działania Jarosława Kaczyńskiego, gdyby nie fakt, że każdy kij ma dwa końce, a w tym wypadku drugim końcem jest Andrzej Urbański. Nowemu prezesowi brakuje więc już jakichkolwiek przymiotów predystynujących go do zajęcia tego stanowiska, nawet tych ekonomiczno-biznesowych (Expressu Wieczornego w kioskach się nie uświadczy).
Można się spodziewać, że część komentatorów z zasady Kaczyńskim nie przychylna i w tym przypadku stwierdzi ich działania potępi dla samej zasady, choćby nawet sami mieli krytyczny stosunek do Wieldstaiana. Wypowiedzi tych komentatorów spotkają się na pewno z reakcją wszelkiego rodzaju prawych prostych i innych. Ja chciałbym zwrócić uwagę, na wypowiedzi tej grupy dziennikarz dotychczas przychylnych kadrowej polityce Jarosława Kaczyńskiego prowadzonej w publicznych mediach.
Po komentarzach tych wyraźnie widać żal, zawód i złość jaką wywołał Jarosław Kaczyński decyzją o odwołaniu Bronisława Wieldstaina.
Igor Janke w komentarzu w Salonie24 pisze, iż jest zasmucony faktem ciągłego wpływu polityków na media publiczne. Stwierdza, iż po powołaniu Wieldstaina na stanowisko prezesa TVP był pełen szacunku dla Jarosława Kaczyńskiego. Czy w opinii Pana redaktora tamta decyzja nie była wyrazem politycznego wpływu i jasnej deklaracji, w jakim kierunku ma nastąpić przechył w TVP? Czy wtedy nie był Pan zawiedziony wpływem polityków? Czy dopiero odwołanie Bronka spowodowało, że zauważył Pan ten problem? Dla mnie powołanie Wieldstaina nie było decyzją godną szacunku. Na taką zasługiwałaby decyzja np. o pozostawieniu na stanowisku Jana Dworaka.
Igor Janke pisze, że zarzuty w stosunku do PiS-TV były głupie i niesprawiedliwe, a Wieldstain przełamał panujący ponoć w telewizji monopol jednej opcji. Ten pogląd zbiega się z komentarzem zamieszczonym przez Pawła Lisickiego w dzisiejszej Rzeczpospolitej, który wprost wskazuje, iż za tą opcją stoją Gazeta, Polityka i Newsweek. Obaj Panowie pomijają jednak fakt, iż znosząc rzekomy monopol jednej opcji, wprowadził faktyczny monopol drugiej opcji, wpisując się w tendencję wspólną również dla publicznego radia. W publicznych mediach m.in. pod skrzydłami Wieldstaina zaczął bowiem funkcjonować swoisty konglomerat dziennikarzy wymieniających się jedynie porami emisji. Ci sami dziennikarze najpierw występują w PR, potem w TVP, a na koniec swoje komentarze zamieszczają w Rzeczpospolitej, bądź Dzienniku. Zaiste godna pochwały niezależność – niezależność od innych poglądów niż własne.
Osobiście podzielam obawy co do tego, iż telewizja publiczna stanie się jeszcze bardziej upolityczniona i jednokierunkowa, niż jest dzisiaj. Na miejscu Igora Janke nie obawiałbym się jednak zdjęcia programu z anteny tylko z powodu odwołania Wieldstaina. Chyba, że część dziennikarzy ponownie zdecyduje się podzielić los Wildsteina i sama z TVP odejdzie. Zarówno przywołany przeze mnie konglomerat dziennikarski, jak i politycy PiS-u są na siebie skazani. A ci drudzy na tych pierwszych nawet bardziej. Nowych kadr musieli by już chyba poszukiwać w fundacji Lux Veritatis.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)