0 obserwujących
31 notek
21k odsłon
863 odsłony

Ucieczki z niewoli

Bronisław Malinowski.
Bronisław Malinowski.
Wykop Skomentuj

 

Ósmego września 1943 roku 302. Dywizjon Myśliwski stoczył dramatyczną walkę w okolicach Lille w obronie Marauderów. Po powrocie do bazy okazało się, że dwóch pilotów nie wróciło z wyprawy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że obaj zestrzeleni piloci – Bronisław Malinowski i Czesław Śnieć – różnymi drogami wkrótce powrócili do Anglii.

Ofensywa powietrzna Aliantów nad Europą jesienią 1943 roku niemalże codziennie angażowała w walkę coraz większe siły. Nie mogło oczywiście w tych akcjach zabraknąć i Polaków. Jak zacięte i dramatyczne były to loty, najlepiej oddaje to list Czesława Śniecia do Artura Adamusa: „Przedwczoraj choćby, mając okazję zestrzelić 30 – 40 Fockewulfów zestrzeliłem jednego, a uszkodziłem drugiego sam ledwo wynosząc d.. cało, gdyż przywiozłem klika dziur od pocisków wroga, na szczęście, ale w tym wypadku strzelającego. Nie ! Żarty, żartami, ale muszę Ci donieść o tym, że dwa dni temu dywizjon nasz miał strasznie ciężka walkę z nieprzyjacielskimi myśliwcami. Wyobraź sobie, że my w dziesięciu walczyliśmy w ciągu 20 – 3- minut z 30 albo nawet więcej ich było.. Nic nie straciliśmy t.zn. nie licząc naszych postrzelanych, a zestrzeliliśmy 4 F.W.190 na pewno, 2 prawdopodobnie i 2 uszkodziliśmy.  Uratowaliśmy też życie załodze jednego angielskiego bombowca, którego osłanialiśmy Az do Anglii. Ja osobiście przeżyłem najbardziej ciężką walkę powietrzną w swej karierze, myślałem chwilami, że ...koniec, że już nic, a nic mi nie pomoże. Jednak ten „łut” szczęścia zaważył na fali. Nie dałem się. [..] sprawa, że jeszcze w tej chwili czuję ciarki przechadzające się po mym krzyżu, że jeszcze nie mogę sobie uprzytomnić, że żyję.., że piszę do Ciebie w tej chwili o tym; że jeszcze będę latał.  To było coś okropnego… pamiętam niedużo…, pamiętam, że gdzie spojrzałem to widziałem krzyże i ogień ziejący z niemieckich samolotów. Pamiętam, że widziałem spadochrony, palących się Anglików i Niemców – pamiętam, a, tak, to najlepiej widzę, strzelałem i szwab się zadymił, a potem rozleciał się. Artur! Ty nie uwierzysz w to, ale to było piekło – wróciłem z niego blady, trzęsący się i spocony do koszuli. Wróciłem![..]

20 minut spędzonych pośrodku 30 Niemców, strzelających do Ciebie bez przerwy, atakujących Cię bez ustanku, tych paru minut, kiedy śmierć zagląda Ci w oczy i zdaje Ci się, że to już, już... Nie! Za to nie ma nagrody[..]. To jest bezcenne!”[1]

Ósmego września 302. DM, pełniąc osłonę bezpośrednią bombowców, rozpoczął walkę z atakującymi myśliwcami nieprzyjaciela około godziny 9.00. W/O Bronisław Malinowski podczas walki zestrzelił dwa Messerschmitty Bf109G, nim jego samolot został trafiony.[2]

Pierwsze serie uszkodziły kadłub i zbiornik tlenu, który eksplodując poparzył pilota. Następne serie unieruchomiły silnik samolotu Polaka, jednocześnie powodując wyciek oleju na wiatrochron. Na skok było już za późno, więc pilot lądował przed siebie.[3]

W raporcie ze swojej niebezpiecznej eskapady pilot napisał m. in.:

Wylądowałem około 9.50 trzy mile na południowy-wschód od Zallebreke. Natychmiast schowałem się w pobliskiej winnicy i odpoczywając usunąłem swoje insygnia. Nie mogłem oddalić się bardziej od mojego samolotu, ponieważ zostałem zraniony w prawą nogę ogniem z działka, a to było bardzo bolesne. Po krótkim czasie zbliżyłem się do farmy, gdzie farmer natychmiast zabrał mnie do środka i dał mi cywilne ubranie. W tym czasie trzech Niemców przejechało obok farmy w drodze do mojego samolotu, więc chwyciłem wiązkę kijów i wróciłem do winnicy. Przebywałem w ukryciu w winnicy przez następnych pięć dni, ponieważ Niemcy znaleźli moją mae-westkę z moim nazwiskiem i poszukiwali mnie w okolicy. W tym czasie farmer dostarczał mi jedzenie.

Piątej nocy farmer przyprowadził człowieka na spotkanie ze mną, a ten powiedział mi, żebym został tu gdzie jestem dopóki nie zorganizuje pomocy. Do tego czasu rozchorowałem się wskutek tego, że moje rany nie były poddane opiece medycznej. Tej samej nocy (14 września) o godz. 20.00, przybyło trzech ludzi żeby zabrać mnie na farmę niedaleko Ypres. Posadzili mnie na rower, ponieważ nie mogłem chodzić, a kiedy dotarliśmy do farmy, przybył doktor by mnie zobaczyć. Niewiele mógł dla mnie zrobić, ponieważ miałem wciąż w nogach odłamki, więc zostałem przewieziony do szpitala Ypres i umieszczony w kostnicy. Spędziłem tam piętnaście dni po operacji, pielęgnowany wyłącznie przez doktora i jedną pielęgniarkę.

Około 29 września przybyło dwóch mężczyzn z rowerem i przewieźli mnie do Langemark. Jeszcze w szpitalu zrobiono mi zdjęcia i zaopatrzono w dowód tożsamości. Z Langermark pojechaliśmy pociągiem do Liege, gdzie przekazali mnie dwu innym mężczyznom, którzy zaprowadzili mnie do kościoła. Zostałem na noc w domu księdza, a następnego dnia otrzymałem kontakt z organizacją. Od tego momentu moja podróż była już dla mnie przygotowana.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura