6 obserwujących
65 notek
8413 odsłon
84 odsłony

dostrzeganie obecności Boga w codziennym życiu

Wykop Skomentuj3

Jeszcze kilka lat temu niewiele zauważałam "śladów" Bożej obecności, a już kompletnie nie dostrzegałam Jego działania, czy działania i wpływu modlitwy na moje zwykłe banalne życie. Dzisiaj jednak zauważam trochę więcej, daje mi to też chwilami pocieszenie, którego wcześniej nie znałam, nie doświadczałam.


Zmiana, która we mnie zaszła działa się, i nadal się dzieje, powoli i w niełatwych okolicznościach. Punktem startowym była trudna do przyjęcia diagnoza w moim domu. Borykanie się z diagnozą, z zagubieniem, z operacją, badaniami, i w końcu z lękiem o przyszłość, która nagle okazała się krucha, niepewna. Przewartościowanie. Koniec z rozważaniem kredytu, przeprowadzki "za kilka lat" itp.


Pojawiły się pytania: o co może Bogu chodzić? Czemu tak się wydarzyło? Pytania, na które nie ma szybkiej ani łatwej odpowiedzi. Raczej nasłuchiwanie, obserwowanie, czekanie. I ufność, ciągłe szukanie w sobie ufności, że Bóg wie co robi, i wie co dla mnie  jest i będzie najlepsze. Przynajmniej nie musiałam się zastanawiać, czy w ogóle Bóg JEST - chociaż tyle wiary już w sobie miałam. Niewiele, ale zawsze coś.


Dziś moja wiara jest zupełnie inna. Dzisiaj zdaje mi się, że płynę statkiem, który przecieka, ale nie do mnie należy panowanie nad tym. Taki statek, jak i każdy inny, podlega Bożej Opatrzności. Z Bogiem nawet i dziurawy - dopłynie tam gdzie trzeba.


Ale czemu o tym piszę..? Wydaje mi się, że gdyby nie to, że dzisiaj już bardziej ufam Bogu, nauczyłam się szukać tej ufności pomimo niepokoju, lęku i poczucia absurdu - gdyby nie to "przeszkolenie", to zmaganie się z cierpieniem, które na mnie spadło - to nie umiałabym dzisiaj wytrzymać tych "wichrów i burz". Całe to zawirowanie społeczne i epidemiczne byłoby dla mnie kataklizmem, jak na moją psychikę, ponad siły. Tymczasem wydaje mi się, że Bóg przybliżył mnie do Siebie, niejako zmuszając do pogłębienia wiary, i dzięki temu mogę dzisiaj pocieszyć się, że jestem pod obroną Najwyższego. Bo sama się o Jego osłonę proszę już od kilku lat...


Kazał mi iść ciemną doliną, żebym potem mogła przetrwać wojnę. Być może w ciemnej dolinie nie będą leciały kule.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości