7 obserwujących
94 notki
15k odsłon
  84   1

Koleje losu

Kiedy wrócił do domu z podróży zauważył, że poczuł się inaczej. Pomimo tęsknoty za rodziną, kiedy był daleko od domu czuł się... lżej. Tu, z powrotem u siebie, pochylił się pod tajemniczym ciężarem. Tak, jakby na jego plecach nagle usiadł niedźwiedź – przygniótł go i jeszcze drapał pazurami. W pierwszym odruchu chciał niezwłocznie wyjść z domu, uciec. Jednak doskonale wiedział, że nie może tego zrobić. Nigdy nie będzie mógł tego zrobić.

Po krótkiej przerwie, w której zaznał lekkości bytu, musiał znów wziąć na siebie to, co stanowiło jego świat. Świat ma swój ciężar.


Jego żona od kilku lat zmagała się z nowotworem, nie bardzo groźną bestią, ale nieprzewidywalną. Była też przewrażliwiona na swoim punkcie. Pomimo, że wyniki badań dawały dużo nadziei na wyzdrowienie, ona zbyt często myślała o śmierci. Była słaba psychicznie i zbyt łatwo zsuwała się w dół.

Nieustannie wspierał ją na duchu. Rozśmieszał, gdy trzeba było, podsuwał lekkie filmy, mądre książki i modlitwy, zabierał na spacery, do kościoła, pomagał jej we wszystkim i starał się, żeby ich życie toczyło się normalnie. Rodzice w pracy, dzieci w szkole. Poważne badania wpisali w rytm życia i odczarowali je z powagi – badania, jak każde inne.

Nie pokazywał po sobie, że chwilami sam się bał. Zdarzało się, że myślał o tym, co zrobi, jeśli zostanie z dziećmi sam. Jednak odsuwał te myśli jednym mocnym ruchem. Jedną decyzją przeganiał mrok. Żona jednak nie umiała panować nad swoimi myślami. Tłumaczył jej, że nie wszystkie myśli pochodzą od niej, że niektóre z nich to tylko straszydła, strachy na lachy, że podsuwa je mrok. Kiwała głową, ale czy rozumiała, co miał na myśli?


Opadał z sił. Zdarzało mu się coraz częściej rozglądać za innymi kobietami. Nieraz nie chciało mu się wracać do domu i dłużej zostawał w pracy. Przezwyciężał to, ale dużym wysiłkiem woli. Bił się ze swoim przemęczeniem, zniechęceniem i z poczuciem winy. Gdyby ona chociaż doceniania jego starania, gdyby tylko była w stanie go zobaczyć... Niestety, cała była skupiona na swojej chorobie i swojej walce z lękami.


Obydwoje toczyli bitwy, ale każdy swoją w samotności. Obydwoje dużo się modlili i szukali Boga, prawdopodobnie był to ich jedyny punkt styczności. Na ten temat potrafili rozmawiać bez końca. Poza tym, byli ranni i wyczerpani, ale nie umieli znaleźć do siebie drogi. Nawet nie wiedzieli, że zgubili drogę.


Pewnego zimowego dnia żona przyszła i powiedziała: „Jestem w ciąży”. 

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości