oleandro oleandro
133
BLOG

O honorze zapomnianym

oleandro oleandro Społeczeństwo Obserwuj notkę 4
pośród elaboratów pełnych domysłów, insynuacji i cytatów z własnej wyobraźni

Niektórzy piszą, jakby nigdy nie słyszeli o Boziewiczu. Jakby nigdy nie musieli za słowo odpowiadać – ani przed kimś, ani przed sobą. Bystrzy blogerzy i ich blogowe bystre blogerki, zdają się właśnie z tego świata (bez) honoru pochodzić. Z rzeczywistości, w której insynuacja ma wartość argumentu, a sugestia – dowodu. Rzeczywistości, w której rzucone publicznie oskarżenie jest jak żart: nie musi być prawdziwe, by się dobrze niosło.

Gdyby jednak świat działał według zasad Władysława Boziewicza – autora Kodeksu honorowego, człowieka, który wiedział, że słowo waży więcej niż kula armatnia – musieliby sporo zmienić w stylu i tonie, a i zmierzyć się z kimś wczesnym rankiem, w milczeniu, na ich ubogiej, moralnie wyjałowionej polance, gdzie jedynym świadkiem byłby wiatr, a jedynym orężem... wstyd, na który dziś ich nie stać.

Bo co mówi kodeks?

Że człowiek honoru nie kłamie. Nie rzuca słów na wiatr. Że oskarżenie bez pokrycia to coś więcej niż błąd – to hańba. Że język ma być godny, a krytyka – jeśli już – ubrana w formę uprzejmą, acz stanowczą. Że użycie słów pogardliwych lub ironicznych w obecności osób trzecich może być wystarczającym powodem do wezwania na pojedynek.

Dziś pojedynek, niestety – lub na szczęście dla niektórych – jest zakazany. Honor przestał być kategorią prawną, a zaczął być anachronizmem. I to właśnie dlatego tacy blogerzy i ich blogowe bystre blogerki mogą insynuować, że ktoś włamał, czy wyłamał. To dlatego blogowe blogerki, bystrzejszych blogerów mogą dziś 'trzepać rzęsami' nad kolejnymi manipulacjami, nie postrzegając własnej burleski, jako groteski.

Prowokacja to tania technika, subtelna, niczym argumentacyjna pałka w dyskusji filozoficznej.

Boziewicz pisał, że dane słowo jest równe podpisowi, ja bym dodał: dzisiaj coraz częściej słowo jest tylko dźwiękiem wydanym z bezdennej ignorancji. I być może dlatego właśnie pojedynków zakazano... nie dlatego, że były zbyt brutalne, lecz dlatego, że stawały się zbyt niewygodne dla tych, którzy bali się honoru bardziej niż odpowiedzialności.

Więc może i dobrze, że nie ma już świtów zakończonych uczciwą puent, może i dobrze, że nie ma już świtu, sekundantów i pistoletów, bo blogerzy i ich blogowe bystre blogerki, znając życie myliliby lufę z fejsbukien, a satysfakcję z followersem. Zamiast stanąć do pojedynku w imię honoru, ci wybrali pisać elaboraty pełne domysłów, insynuacji i cytatów z własnej wyobraźni, licząc, że echo internetu zagłuszy te prawdy.

Bo gdyby przyszło naprawdę odpowiadać za słowo, ale nie lajkiem, nie ripostą, lecz własną twarzą i postawą, cóż... wielu z nich zamilkłoby natychmiast. I być może byłaby to najdojrzalsza wypowiedź blogera i bystrej blogowej blogerki.

Jakże to znamienne... ci, którzy nie potrafili dotąd sklecić choćby jednego sensownego komentarza, pierwsi podnoszą lament, gdy w grę wchodzi honor, przeszkadza im prawość, drażni zasada i kłuje w oczy odpowiedzialność za słowo. Bo gdzie wartości są stałe, tam nie da się lawirować,  może dlatego, że tam gdzie obowiązuje kodeks, tam kończy się swoboda insynuacji.

Dla takich osób honor nie jest drogowskazem, jest zawadą, niestetu nie da się jednocześnie mówić prawdy, a żyć z fałszu.

Do tej bystrości pustki stosownie zagrajmy, zagrajmy jednak... nie jak wypada, a jak należy...







Nasz bohater, bohater wojownika serce ma.
Powiadam, powiadam, że Dragonborn nadchodzi.
Z Pełną Mocą głosu starożytnych Nordów.
Wierz mi, uwierz, że Dragonborn nadchodzi.
Już nastał koniec  zła, wróg Skyrim przegrywa.
Biada, biada ci, oto Dragonborn nadchodzi.
Ponieważ mrok minął, a legenda wciąż żyje.
Dowiesz się, pierwszy się dowiesz się że Dragonborn nadchodzi.

Aaach...

Dovahkiin! Dovahkiin!
Naal ok zin los vahriin
wah dein vokul
mahfaeraak ahst vaal,
ahrk fin norok paal graan
Fod nust hon zindro zaan.
Dovahkiin, fah hin
kogaan mu draal.

---

oleandro@dżon

oleandro
O mnie oleandro

Rozgość się, ale nie licz na... taryfę ulgową. Gdy cisza sprzyja wygodzie, mój głos zawsze powoduje niepokój. Głos budzacy niepokój, to często głos, który przypomina o sumieniu. Jeśli komuś jest niewygodny... a tak może być, to zwykle jest prawdziwy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo