Doktor Jędrzejewski w prokuraturze. Wokół Kacprzyka mnożą się faktury

Redakcja Redakcja Śledztwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 140
Były ordynator chirurgii Szpitala Południowego doktor Emil Jędrzejewski ponownie stawił się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Tym razem ma zostać przesłuchany w obecności pełnomocnika i złożyć zeznania dotyczące głośnej afery wokół Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Wcześniej lekarz publicznie mówił o śmierci pacjentów, błędach medycznych oraz masowym fałszowaniu dokumentacji.

Z artykułu dowiesz się: 

  • Dlaczego dr Emil Jędrzejewski ponownie został wezwany do prokuratury
  • Jakie zarzuty wobec funkcjonowania SOR-u stawia były ordynator
  • Jak na oskarżenia odpowiedział Dawid Kacprzyk
  • Jakie kontrole i śledztwa prowadzone są w związku z aferą w Szpitalu Południowym

Emil Jędrzejewski z pełnomocnikiem w prokuraturze

W poniedziałek 29 czerwca o godz. 9 rozpoczęło się kolejne przesłuchanie dr. Emila Jędrzejewskiego w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Były ordynator oddziału chirurgii Szpitala Południowego pojawił się w prokuraturze wraz z pełnomocnikiem.

To drugie przesłuchanie lekarza w tej sprawie. Podczas pierwszego, które odbyło się 24 czerwca, odmówił składania wyjaśnień bez obecności swojego pełnomocnika i nie odpowiadał na pytania śledczych, którzy zignorowali to, że medyk domagał się udziału adwokata w czynnościach. Po tamtym przesłuchaniu minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek przyznał, że postawa lekarza była dla niego niezrozumiała.

– Jeżeli ktoś wychodzi z taką informacją w mediach, to zakładam, że ma wiedzę, którą powinien później przekazać prokuraturze. Zakładam, że być może jak pojawi się z pełnomocnikiem, powie więcej – mówił Żurek. Podobnie postawę sygnalisty ocenił Donald Tusk, który podważał jego wiarygodność. Politycy Koalicji Obywatelskiej kpili, że Jędrzejewski miał więcej do powiedzenia w Kanale Zero, niż przed prokuratorem. Naczelna Izba Lekarska informowała, że zgłaszają się kolejni lekarze, potwierdzający nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. 

Szokujące zarzuty wobec Szpitala Południowego

Afera nabrała ogromnego rozgłosu po rozmowie dr. Jędrzejewskiego z Krzysztofem Stanowskim w Kanale Zero. Były ordynator przedstawił serię bardzo poważnych oskarżeń dotyczących funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – komentował chirurg.

Według jego relacji błędy medyczne miały prowadzić do ciężkich powikłań, a nawet śmierci pacjentów. Jędrzejewski twierdził, że dochodziło między innymi do nieprawidłowo wykonywanych procedur medycznych, w tym intubacji.

Jeszcze poważniejsze są jego relacje dotyczące organizacji pracy SOR-u. Jak przekonywał, zdarzało się, że pacjenci przez wiele godzin pozostawali bez odpowiedniej opieki, a personel odnajdywał ich już po śmierci.

Według lekarza po takich zdarzeniach miało dochodzić do wykonywania badań diagnostycznych, w tym tomografii komputerowej, już po zgonie pacjentów, aby uzupełnić dokumentację medyczną. Jędrzejewski mówił również o rzekomym fałszowaniu dokumentacji oraz licznych nieprawidłowościach przy prowadzeniu leczenia. Były ordynator wskazywał, że odpowiedzialność za funkcjonowanie oddziału ponosił ówczesny koordynator SOR Dawid Kacprzyk. Twierdził również, że młody lekarz miał powoływać się na swoje polityczne kontakty z władzami Warszawy, używając w rozmowach imion "Rafał" i "Renata", odnosząc się – jak twierdził – do Rafała Trzaskowskiego i Renaty Kaznowskiej.

Jędrzejewski nie ukrywał, że jego zdaniem Kacprzyk powinien ponieść odpowiedzialność zawodową i karną. To również ten sygnalista ujawnił portalowi zero.pl, że w Szpitalu Południowym istniał wydzielony pokój dla polityków KO, do którego klucz miał zarządzający SOR-em 28-letni radny.  


Dawid Kacprzyk odpiera zarzuty. Za pośrednictwem Dubois

Były koordynator SOR wydał obszerne oświadczenie, w którym stanowczo zaprzeczył oskarżeniom. Reprezentuje go mecenas Jacek Dubois, były współpracownik Romana Giertycha. Według Kacprzaka dr Jędrzejewski bezpodstawnie łączy go z wydarzeniami, z którymi nie miał nic wspólnego.

28-latek napisał, że nie jest stroną postępowania dotyczącego śmierci pacjenta odnalezionego w szpitalnej łazience. Odniósł się także do zarzutów dotyczących wykonania tomografii komputerowej po śmierci pacjenta. "Druga sprawa – o ile w ogóle miała miejsce – nie dotyczy okresu mojego zatrudnienia w Szpitalu Południowym" – napisał.

Kolejne kontrole wokół Dawida Kacprzyka

Wysokie zarobki i wpływy byłego radnego Koalicji Obywatelskiej nie ograniczają się już wyłącznie do Szpitala Południowego. Mazowiecki Szpital Bródnowski rozpoczął kontrolę dotyczącą czasu pracy lekarza. Według ustaleń Radia Zet dokumentacja wskazuje, że Kacprzyk miał przepracować tam ponad 700 godzin. Szpital sprawdza obecnie, czy wszystkie wykazane dyżury rzeczywiście zostały zrealizowane.

To kolejne postępowanie dotyczące aktywności zawodowej lekarza. Wcześniej ujawniono, że w 2025 roku w Szpitalu Południowym miał przepracować blisko 4 tys. godzin, co oznaczałoby średnio niemal 11 godzin pracy każdego dnia przez cały rok, bez dni wolnych. Po nagłośnieniu tego faktu Kacprzyk rozwiązał umowy ze Szpitalem Południowym i wystąpił z Koalicji Obywatelskiej. Następnie "skorygował" 33 faktury i przelał na konto szpitala ok. pół miliona złotych. Lecznica z przyczyn proceduralnych odesłała pieniądze Kacprzykowi.  

 

Wątpliwości wokół Dawida Kacprzyka są coraz większe i nie ograniczają się już wyłącznie do Warszawskiego Szpitala Południowego. Kontrolę dotyczącą pracy 28-letniego lekarza przeprowadza Mazowiecki Szpital Bródnowski. Podczas nadzwyczajnej sesji sejmiku województwa mazowieckiego przedstawiono raport dotyczący jego zatrudnienia w tej placówce. Jak poinformował marszałek województwa Adam Struzik, Kacprzyk w okresie od lutego do kwietnia 2026 roku wystawił faktury na łączną kwotę 360 tys. zł. Po ujawnieniu informacji o kontrowersjach związanych z jego rozliczeniami w Szpitalu Południowym lekarz złożył jednak fakturę korygującą, obniżając należność o 100 tys. zł. 

Szpital Bródnowski i faktury od Kacprzyka 

Z dokumentów wynika, że Dawid Kacprzyk był zatrudniony w Szpitalu Bródnowskim od 5 lutego do 10 czerwca 2026 roku jako zastępca koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Według przedstawionej dokumentacji w tym czasie miał przepracować 732 godziny. Sama liczba przepracowanych godzin wzbudziła jednak pytania, ponieważ równolegle pełnił funkcję koordynatora SOR w Szpitalu Południowym. Aby wypracować taki wynik w ciągu 124 dni, młody lekarz bez specjalizacji musiałby niemal codziennie spędzać w Bródnowskim około siedmiu godzin, nie licząc obowiązków wykonywanych w drugiej placówce.

To właśnie dlatego kierownictwo szpitala zdecydowało o szczegółowej weryfikacji dokumentacji i porównaniu wykazywanego czasu pracy z rzeczywistą obecnością lekarza na dyżurach.

To kolejna odsłona afery, która wybuchła po publikacjach portalu Zero.pl. Dziennikarze ujawnili, że jako koordynator SOR w Szpitalu Południowym oraz radny Koalicji Obywatelskiej w warszawskim Ursusie Dawid Kacprzyk miał w 2025 roku zarobić około 1,6 mln zł. Później okazało się, że część wystawionych przez niego faktur była zawyżona. Lekarz skorygował 33 dokumenty rozliczeniowe i zwrócił Szpitalowi Południowemu około pół miliona złotych.

Wątpliwości dotyczą jednak nie tylko rozliczeń finansowych. Naczelna Izba Lekarska skierowała zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w związku z podejrzeniem opuszczania dyżurów. Równolegle sprawę bada prokuratura, a kontrole prowadzą również Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Państwowa Inspekcja Pracy. Dodatkowo po doniesieniach medialnych prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zdecydował o zmianach w radzie nadzorczej Szpitala Południowego oraz zapowiedział usunięcie polityków z rad nadzorczych miejskich spółek medycznych. Kontrola w Szpitalu Bródnowskim ma odpowiedzieć na pytanie, czy wykazywany przez Dawida Kacprzyka czas pracy odpowiadał rzeczywiście wykonanym obowiązkom i czy sposób rozliczania jego kontraktu był zgodny z obowiązującymi zasadami.

12 śmierci, 20 sfałszowanych kart zgonów

Afera szpitalna wybuchła w czerwcu po publikacjach portalu Zero.pl, który opisał zarówno bardzo wysokie zarobki Dawida Kacprzyka, jak i zarzuty dotyczące przyjmowania polityków Koalicji Obywatelskiej poza kolejnością na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

W następstwie tych doniesień prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zdecydował o wymianie rady nadzorczej Warszawskiego Szpitala Południowego oraz zapowiedział usunięcie polityków z rad nadzorczych miejskich spółek medycznych. Sprawą zajmuje się obecnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Kontrole prowadzą również Narodowy Fundusz Zdrowia, Państwowa Inspekcja Pracy oraz stołeczny ratusz. Naczelna Izba Lekarska skierowała natomiast zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w związku z podejrzeniem opuszczania dyżurów przez lekarza.

Prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział ponadto, że śledczy sprawdzą, czy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski posiadał wiedzę o nieprawidłowościach, do których – według zawiadomień i medialnych doniesień – miało dochodzić w Szpitalu Południowym. Śledczy prowadzą m.in. śledztwa, mające wyjaśnić przyczyny 12 przypadków zgonów w Szpitalu Południowym w okresie kilku tygodni z ub. roku, a także to, jak doszło do sfałszowania 20 kart pacjentów.   


Fot. Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj140 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (140)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo