Obudź się Polsko!
Spójrz za siebie
Nim zegniesz kark przed cudzym prawem
Pamiętaj, że za Twoją sprawę
Rosły przy drogach lasy krwawe
Na łzach i pocie, krwi i bólu
Na grobach świętych oraz królów
Co dziś z przeszłości patrzą hardo
W twarze i oczy naszych wrogów
I którzy zawsze Bogu składali los i naszą wiarę
Niech zatem przykazania stare
Prowadzą nas do jutra z Bogiem
Co będzie Królem przed narodem
I będzie stawiał swoje stopy
Wśród barbarzyńskiej Europy
...
Obudź się Polsko!
Idą dni i blaskiem prawdy zorza lśni
Obudź się, powstań, bat sumienia
Niech chłoszcze aż po róże krwi
Obudź się Polsko!
Mocą wiary, która podnosi swe sztandary
Ponad redutę Dekalogu
Ponad niewierny tłum jarmarczny
Stojąc pod murem Częstochowy
Z modlitwy dźwiga dom odnowy
Składając Matce troski swoje
A Ona dażąc nas pokojem
Podnosi z kolan w sens cierpienia
I pochylając swą koronę
Bierze nas czule pod obronę
W najświętszym miejscu naszej wiary
Gdzie Bóg otacza nas cudami
By nam pokazać, że jest z nami
Kazimierz Józef Węgrzyn
Dzisiaj oderwiemy się trochę od ziemi, aby nabrać odpowiedniego dystansu do otaczającej nas polskiej rzeczywistości. Impulsem do tych rozważań była dla mnie książka p. Clive’a Staples’a Lewisa p.t. „Chrześcijaństwo po prostu”, co można by odczytać jako ‘same podstawy chrześcijaństwa’.
Potrafimy pięknie narzekać, głównie na nich. To prawda, że oni są winni. Ale to wcale nie znaczy, że my jesteśmy zupełnie bez winy. Przecież to my przekazaliśmy im władzę, albo głosując na nich, albo nie biorąc w ogóle udziału w wyborach. Wielu z nas, chociaż ciągle jeszcze jest nas zbyt mało, widzi już swój błąd, i wtedy natychmiast zabiera się za krytykę tych, którym wydaje się, że nami rządzą. Wysuwa postulaty, żąda zmian, stara się wpływać na nich, aby się zmienili. Oczywiście wszystkie te działania są potrzebne i nie można ich zaniechać. Ale przecież równie dobrze widać, że nie przynoszą one żadnych pozytywnych rezultatów.
Dla mnie jedno jest pewne – ci, którym się wydaje, że nami rządzą, nigdy się nie zmienią, nawet gdybyśmy ich o to bardzo prosili. Stąd można wyprowadzić 2 wnioski. Pierwszy, aby władza w naszym kraju uległa zmianie, trzeba tę władzę wymienić na inną, lepszą. Ale to jeszcze za mało. Ponadto, aby w naszym kraju działo się lepiej, to i my sami musimy się zmienić. I to jest bodajże jeszcze trudniejsze zadanie dla nas, niż zmiana władzy. Bo jak zauważył już przed laty wielki pisarz rosyjski, Lew Tołstoj – Każdy myśli o tym, jak zmienić świat, ale mało kto myśli o tym, jak zmienić samego siebie.
Więc, może zostawmy narazie ich na boku, a zajmijmy się sobą.
Patrzymy na otaczającą nas rzeczywistość; na Węgry i na Polskę. Patrzymy na to co się dzieje na świecie; w Hiszpanii, we Francji, w Rosji. Poznajemy historię państw i narodów. Kończę właśnie czytać „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego; ile tam ważnych refleksji o Polsce i Polakach, o Niemcach, o Ruskich i o Francuzach. Zagłębiamy się w historię Polski.
Tyle było pięknych, szlachetnych idei, tylu było wspaniałych wodzów i myślicieli. Powołano do życia wiele instytucji, które przynajmniej w zamyśle ich twórców, miały doprowadzić do stworzenia, prędzej czy później, raju na ziemi.
A dzisiaj, patrząc na to co się dzieje na świecie, do jakiego raju doszliśmy, nie można nie postawić pytania – dlaczego to wszystko, te wszystkie piękne koncepcje i szlachetne zamiary, nie doprowadziły jednak do raju na tym świecie? Czy temu winni byli i są tylko władzcy, królowie, sekretarze partii?
Popatrzmy jak widzi te problemy C. S. Lewis, zaczynając od samych podstaw:
„ Bóg nas stworzył – wymyślił nas, tak jak człowiek wymyśla silnik. Samochód został tak wymyślony, że działa na benzynę i nie będzie dobrze działał na nic innego. Otóż Bóg wymyślił ‘maszynę ludzką’ tak, że napędzana jest przez Niego. To On jest paliwem, którym ma płonąć nasz duch, pokarmem, którym nasz duch ma się karmić. Innego nie ma. Dlatego nie ma co prosić Boga, aby nas uszczęśliwiał na nasz własny sposób, bez zawracania sobie głowy religią. Bóg nie może nam dać pokoju ani szczęścia poza sobą samym, bo ani pokoju, ani szczęścia poza Nim nie ma.
To niemożliwość.
Oto klucz do historii. Włożony zostaje niezmierny wysiłek, powstają cywilizacje, wymyśla się znakomite instytucje, ale za każdym razem coś szwankuje. Za każdym razem jakiś fatalny defekt wynosi na szczyty ludzi okrutnych i samolubnych, i wszystko zsuwa się w nędzę i ruinę. Silnik zapala, pojazd pokonuje kilka metrów i psuje się. Ludzie wlewają do baku nie to, co trzeba.
Oto, co szatan zrobił nam, ludziom”.
A więc, po pierwsze, człowiek bez Boga jest niewiele wart, bo sam niewiele potrafi. I to widać bardzo wyraźnie, zarówno w odniesieniu do władców bez Boga, jak i do narodu, który o Bogu zapomniał. To w przypadku Polski i Polaków. Ale u Węgrów już coś dobrego się dzieje, oni już coś zrozumieli, więc może i my też to coś zrozumiemy wreszcie.
Naród potrzebuje wodza, potrzebuje przewodnika, potrzebuje programu.
Oto refleksja p. Lewisa na ten dylemat:
„Ludzie mówią:’Kościół powinien nas poprowadzić’. Jest to stwierdzenie słuszne, jeśli je dobrze zrozumiemy, a niesłuszne, jeśli zrozumiemy je źle. Mówiąc o Kościele, ludzie ci powinni mieć na myśli wszystkich praktykujących chrześcijan. A kiedy twierdzą, że Kościół powinien nas poprowadzić, winni mieć na myśli to, że niektórzy chrześcijanie – ci, którzy akurat mają odpowiednie talenty – powinni być ekonomistami i politykami oraz że wszyscy ekonomiści i politycy powinni być chrześcijanami, jak i to, że cały ich wysiłek gospodarczy i polityczny powinien zmierzać do realizacji zasady – Czyńcie innym tak, jakbyście chcieli, aby i wam czyniono!
Gdyby tak się stało i gdybyśmy wszyscy byli gotowi na to przystać, wówczas dosyć szybko znaleźlibyśmy chrześcijańskie rozwiązanie dla naszych problemów.
Jednak większość tych, którzy twierdzą, że powinien nas poprowadzić Kościół, domaga się od duchowieństwa ogłoszenia programu politycznego. To głupota.
Duchowni to szczególni ludzie spośród całego Kościoła, którzy zostali specjalnie wybrani i przygotowani, aby troszczyć się o rzeczy dotyczące nas, to jest istot obdarzonych wiecznym życiem – jeśli domagamy się od nich programu politycznego, każemy im spełniać zupełnie inne zadanie niż to, do którego zostali przygotowani.
To zadanie spoczywa na świeckich.
Zastosowanie zasad chrześcijaństwa do związków zawodowych czy edukacji musi wyjść od chrześcijańskich związkowców i chrześcijańskich nauczycieli – tak jak chrześcijańską literaturę tworzą chrześcijańscy pisarze, a nie kongregacja biskupów, którzy spotykają się, żeby w wolnej chwili pisać powieści czy sztuki teatralne”.
Mam nadzieję, że te wywody są jasne. Tak jak nie możemy za wszystko winić tych, którym opacznie powierzyliśmy władzę w kraju, tak i nie możemy całej pracy mobilizującej naród do obrony wszelkiego dobra i do walki ze złem, przerzucić na barki Kościoła, czyli na barki duchowieństwa. To zadanie, jak czytamy wyżej, spoczywać musi na nas, świeckich członkach Kościoła.
W naszym życiu poliycznym, społecznym i gospodarczym odsunięto na bok podstawową zasadę współżycia między ludźmi – Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe – lub w innym ujęciu – Czyńcie innym tak, jakbyście chcieli , aby i wam czyniono!
Jest to, jak pisze Lewis:”Złota zasada Nowego Testamentu – która - stanowi podsumowanie tego, co w głębi serca każdy uznawał za słuszne od zawsze. Prawdziwie wielcy nauczyciele moralności nigdy nie wprowadzają nowej moralności – tak czynią tylko szarlatani i oszuści”.
Niestety, naszym aktualnym władcom w Polsce myśli te są zupełnie obce. W naszej polskiej rzeczywistości obowiązuje od dłuższego już czasu, zasada sformułowana i forsowana przez nowych mędrców i nauczycieli moralności indywidualnej i społecznej – Róbta, co chceta!
I jeszcze jeden dylemat człowieka wierzącego – troska o życie wieczne i troska o życie doczesne. Oto, co na ten temat pisze p. Lewis:
„Z kart historii przekonujemy się, że chrześcijanie, którzy najwięcej czynili dla obecnego świata, należeli zarazem do tych, którzy najwięcej myśleli o świecie przyszłym.
Sami apostołowie, którzy pieszo wyruszyli nawracać cesarstwo rzymskie, wielcy ludzie, którzy zbudowali średniowiecze, angielscy ewangelicy, którzy doprowadzili do zniesienia handlu niewolnikami – wszyscy oni pozostawili swój ślad na ziemi właśnie dlatego, że myśleli o niebie.
Dopiero odkąd chrześcijanie przestali myśleć o świecie przyszłym, stali się tak nieskuteczni w obecnym.
Zmierzaj do nieba, a zdobędziesz i ziemię – mierz w ziemię, a nie zdobędziesz ani ziemi, ani nieba”.
Życie tylko sprawami tego świata, bez perspektywy życia wiecznego, życie bez Boga, jest dla człowieka, istoty stworzonej przez Boga, życiem bardzo ubogim, prymitywnym, bo brakuje w nim Bożej mocy. Nic więc dziwnego, że taki człowieka boryka się z wieloma problemami, których sam nie jest w stanie rozwiązać, a które są do rozwiązania, ale z Bożą pomocą.
Wniosek. Nawet najpiękniejsze koncepcje i programy są nie do zrealizowania bez Bożej pomocy. A nawet niewiarygodne idee i marzenia z Bożą pomocą stają się rzeczywistością. Inaczej jeszcze mówiąc – to nie pomoc tej, czy innej partii jest gwarancją sukcesu, czy dobrobytu, to Boże błogosławieństwo czyni cuda.
My, Polacy, właściwie dobrze o tym wiemy, począwszy od hymnu ‘Bogurodzica’ aż po ‘Boże coś Polskę’ przez tak liczne wieki ... Tylko musimy odświeżyć sobie pamięć i paść na kolana przed Bogiem, Ojcem narodów i przed Matką Bożą a naszą Królową. Musimy przypomnieć sobie, co jako naród ślubowaliśmy w Jasnogórskich Ślubach, bo to są Jasnogórskie Śluby Narodu. Nie Prymasa Wyszyńskiego, nie naszych władców, prezydentów, czy sekretarzy partii. To są, ciągle jeszcze nie zrealizowane Śluby Narodu polskiego.
Zatem droga do wolnej Polski, do Polski naszych marzeń, do Polski Bogiem silnej, wyznaczona została już wiele lat temu przez Sł. B. kardynała Stefana Wyszyńskiego i przez Bł. Jana Pawła II, tylko my jeszcze nie potrafimy iść tą drogą.
I jeszcze jedna refleksja p. Lewisa, podsumowująca, na zakończenie tych rozważań.
„Chrystus nigdy nie snuł mglistej, sentymentalnej mowy-trawy. Kiedy powiedział ‘Bądźcie doskonali’, dokładnie wiedział co mówi. To trudne. Jednak kompromis, na który tęsknie liczymy, jest jeszcze trudniejszy – wręcz niemożliwy.
Być może jaju niełatwo jest zmienić się w ptaka – jednak czekałaby je trudność nie lada, gdyby zechciało się nauczyć latać, pozostając jajem. Obecnie każdy z nas przypomina ptasie jajo, a nie da się wiecznie pozostać zwyczajnym, porządnym jajem i niczym więcej.
Albo się wyklujemy, albo zepsujemy...
Łatwo jest pomyśleć, że Kościół ma mnóstwo różnych celów – edukację, budownictwo, działalność misyjną, odprawianie nabożeństw.
Tak samo łatwo jest pomyśleć, że wiele celów ma państwo – celów wojskowych, politycznych, ekonomicznych i jakich tam jeszcze. Jednak w pewnym sensie sprawa jest znacznie prostsza.
Państwo istnieje tylko po to, aby krzewić i ochraniać zwykłe szczęście ludzi na tym świecie. Małżeństwo gawędzące przy kominku, przyjaciele rzucający lotkami do tarczy w pubie, człowiek czytający książkę w swoim pokoju czy pracujący w ogrodzie – to dla nich jest państwo.
Prawa, parlamenty, armie, sądy, policja czy nauki ekonomiczne – wszystko to czysta strata czasu, o ile nie przyczynia się się do przedłużenia, powiększenia i ochrony ich szczęścia.
Tak samo Kościół istnieje wyłącznie po to, aby pociągać ludzi do Chrystusa, aby uczynić z nich Chrystusów w miniaturze...
Bóg mówił poważnie. Ci, którzy oddadzą się w Jego ręce, staną się doskonali, tak jak On jest doskonały – doskonali w miłości, mądrości i radości, w pięknie i nieśmiertelności”.
Na cóż więc czekamy? Wystarczy tylko pójść za Chrystusem, a świat będzie się wokół nas zmieniać, bo my będziemy się zmieniać. I nie możemy czekać aż oni się zmienią. To my mamy dać początek wszelkim zmianom na lepsze.
Zejdźmy jeszcze na chwilę z tych wyżyn na polską ziemię.
Sł. B. ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział kiedyś, cytuję:
„Nie trzeba oglądać się na innych, na tych lub owych, może na polityków, żądając od nich, aby się odmienili. Każdy musi zacząć od siebie, abyśmy prawdziwie się odmienili. A wtedy, gdy wszyscy będziemy się odradzać, i politycy będą musieli się odmienić, czy będą chcieli, czy nie.
Nie idzie bowiem w tej chwili w Ojczyźnie naszej tylko o zmianę instytucji społecznej, nie idzie też o wymianę ludzi, ale idzie przede wszystkim o odnowienie się człowieka. Idzie o to, aby człowiek był nowy, aby nastało ‘nowych ludzi plemię’.
Bo jeżeli człowiek się nie odmieni, to najbardziej zasobny ustrój, najbardziej bogate państwo nie ostoi się, będzie rozkradzione i zginie”.
Stare to słowa, ale ...



Komentarze
Pokaż komentarze (2)