Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo
271
BLOG

Na co i na kogo czekamy? (cz. 1)

Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo Kultura Obserwuj notkę 3

           Odpowiedź jest bardzo prosta. W zbliżających się wyborach, czekamy na prawdziwie polskich patriotów. Tylko tacy ludzie dają nadzieję na zbudowanie Polski naszych marzeń.

               W tekście p.t. „Współcześni polscy patrioci” zwróciłem uwagę na pewien rodzaj polskich patriotów, ogłoszonych nawet w swoim czasie polskimi mężami stanu.  Ale nie o takich ‘patriotów’ nam chodzi.

               Na tytułowe pytanie spróbuję odpowiedzieć słowami Ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego.  Całe jego prymasowanie to jedna wielka troska o Kościół i o naród polski.  

               Na wstępie przypomnijmy jego własne słowa, które wypowiedział tuż przed aresztowaniem:

Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że

Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie.

Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie.

Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie.

Gdyby mówili, że Prymas działa przeciwko Narodowi i własnej Ojczyźnie– nie wierzcie.

Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce

i wszystko, co czynię dla Kościoła,

czynię dla Niej”.

 Oto słowa zaczerpnięte z„Komentarza do Jasnogórskich Ślubów Narodu”:

„Chociaż umiemy czynić Bogu zarzuty, sobie nie mamy odwagi postawić żadnego zarzutu. A jednak widzimy to w skrytości serca, jak bardzo pogwałciliśmy nasze zobowiązania chrześcijańskie, jak odeszliśmy od życia do śmierci. Rachunek sumienia, do którego zachęca nas Kościół święty, musi być sprawiedliwy...

A chociaż jako Naród pozostaliśmy wierni Chrystusowemu Kościołowi, to jednak nie wyciągnęliśmy z Ewangelii wszystkich wniosków. Stąd nasze życie osobiste pełne jest wad i skaz moralnych, tak groźnych dla naszego charakteru chrześcijańskiego i dla naszego życia społecznego...

Sami nieraz dziwimy się, jak to się dzieje, że gdy wiara nasza silna, moralność nasza tak wiele ma ciemnych plam”.

Słowa te napisane zostały, podobnie jak i pozostałe cytaty zawarte w tym tekście, przeszło 50 lat temu, ale czy nie są one ciągle aktualne?

„Bój z naszymi wadami narodowymi i zdobywanie cnót nazwaliśmy bojem najświętszym i najcięższym. Bo to jest bój z samym sobą. Nie trzeba szukać zbyt daleko pola walki: jest ono w naszym sercu, myślach i woli. Łatwo jest zwalczać nieprzyjaciół, ale siebie pokonać? A przecież największym bohaterem jest ten, kto siebie, a nie innych zwalczył.

               Zwycięstwo nad innymi może być często początkiem klęski. Zwycięstwo nad sobą jest zawsze początkiem chwały. Na ziemi i w niebie!

               Potrzeba nam tu szczególnie pomocy Boga i Kościoła świętego. Bóg ukazuje swego Syna, który zwyciężył grzech i śmierć. A Kościół głosi nam chwałę Tej, która starła głowę węża.

               ‘Podnieście więc głowy wasze, albowiem już zbliża się zbawienie wasze’.

               Przyłóżmy rękę do pługa i wołajmy o wielkie zmartwychwstanie Narodu z jego wad i nałogów.

               ‘Prowadź nas Maryjo, poprzez poddaną Ci ziemię polską, do bram Ojczyzny Niebieskiej. A na progu nowego życia sama okaż nam Jezusa, błogosławiony Owoc żywota Twego’. Amen.

*

„Będziemy pracować nad tym, aby Naród cały był skupiony i zespolony w życiu rodzinnym. Zwarta rodzina jest podstawą budowania społecznego Narodu. ‘Rodzina rodzin’ – Naród, powstaje z tych rodzin. Jakie będą rodziny, taki będzie i Naród. Gdy rodziny będą zwarte, wierne, nierozerwalne – Narodu nikt nie zniszczy.

Będziemy pracować nad tym, aby w rodzinach polskich wychowanie było Boże, aby dzieci nasze zdobywały cnoty, bez których nie da się utrzymać życia społecznego w pokoju; byśmy wyzbyli się wad i nałogów, które są tak ciężką męką naszego współczesnego życia, a które mogą doprowadzić do całkowitego rozprężenia i anarchii naszego życia publicznego i społecznego.

Pragniemy pracować nad tym, ażeby Polska przez sprawiedliwość i miłość społeczną doszła do tego, by wśród nas nie było głodnych, nagich ani bezdomnych; byśmy umieli się chętnie i ochotnie dzielić chlebem naszym powszednim”.

*

„Ogromny program pracy, zawarty w Jasnogórskich Ślubach, nie tylko w górach jest zrodzony, ale w górę prowadzi. Każe nam podnieść ducha i serce wzwyż, czoło otrzeć o szczyty i spojrzeć w słońce Boże. Już dość mamy pełzania po nizinach...

Mamy przecież podnieść całą Polskę wzwyż! Mamy mówić sobie wzajemnie: rodzinom, mężom i żonom, córkom i synom, młodzieży i dziatwie: ‘w górę serca!’

Musimy mówić naszemu Narodowi, Państwu i tym, co nim rządzą: sursum corda! Miłujcie! Jeszcze więcej miłujcie! Jeszcze bardziej miłujcie! Uczcie się miłować! W górę serca!”

*

Tutaj niestety musimy już postawić sobie samym pytanie – czy nie zapomnieliśmy już o tych zobowiązaniach? Ograniczam już teraz swoje komentarze, bo cytaty te, mam nadzieję, nie wymagają żadnych komentarzy. Niestety, ocena sytuacji w ówczesnej prymasowskiej Polsce oraz postulaty wysuwane pod adresem tych, którym się wydawało wtedy i wydaje aktualnie, że nami rzadzą, nie wymagają, moim zdaniem, wielkich modyfikacji. Przeczytajmy więc z uwagą załączone teksty, a wnioski na dzisiaj, mam nadzieję, nasuną się same.

 

„Każdy, kto chce władać Państwem, Narodem, Kościołem czy Rodziną, musi naprzód nauczyć się władać sobą.

Każdy, kto chce, by Naród był pracowity, sam musi być pracowity.

Każdy, kto chce, by Naród był mądry, musi zabiegać o mądrość....

Człowiek bez pokoju, nikomu pokoju nie da.

Człowiek bez miłości, miłości nie udzieli.

Człowiek bez mądrości, nikomu jej nie przekaże.

Człowiek niecierpliwy nie zaprowadzi wokół siebie równowagi i ładu.”

*

„Nieśmiało mówimy: pragniemy człowieka, któryby ... miłował. Czekamy na człowieka, który umiałby ... kochać. Takiemu uwierzymy! Za takim pójdziemy! On nas pozyska!

Jesteśmy tak przerażeni dziełami nienawiści i zapowiedzią nowych jej owoców, które płyną z zaprogramowanej nienawiści, że pragniemy już tylko, aby człowiek umiał kochać!

Aby umiał zwyciężać przez miłość!

Jeżeli nas zdobędzie wielki człowiek, to tylko taki, który będzie miał wielką miłość.

Gdy zamiast miłości będzie miał nienawiść równie wielką jak on, to może zmilkniemy przed nim, jak zmilknął ongiś świat przed Aleksandrem Macedońskim, przed Augustem, przed Attylą, przed Napoleonem, przed Hitlerem, ale za nim nie pójdziemy!”

*

„Pytali Chrystusa faryzeusze i doktorowie zakonni: „Które jest największe i najpierwsze prawo?” – Znali się przecież na prawie, umieli nawet stworzyć z niego udrekę, jak mówi psalmista.

Często z ludźmi tak się dzieje, że „vexationem creant sub specie legis”, pod postacią prawa tworzą udrekę dla człowieka. Nawet z prawa ludzie umieją zrobić udrękę dla człowieka, brata swego.

Znający się więc na prawie faryzeusze pytali Chrystusa: które jest największe i najpierwsze prawo?

Największe i najpierwsze prawo? – Będziesz milował!

Będziesz miłował Boga i ludzi! A wszystko inne może się stać śmieciem: kodeksy i zbiory, encyklopedie prawnicze i potężne biblioteki, foliały i księgi! To wszystko jest śmieć, jeżeli w tym nie ma miłości!

Ludzkość jękiem niemowląt, tęsknotą matek i wołaniem mężów krzyczy o jedno tylko prawo, o prawo miłości. Kochajcie nas! – wołają wszyscy do wszystkich.

Tak woła żona do męża, dziecko do matki, pracownik do zwierzchnika, naród do władców, którzy nim rządzą, wszystkie państwa zebrane w ONZ do całego świata: Kochajcie nas!”

*

„A więc – prawo miłości.

Właściwie my wszyscy na to tylko czekamy. Każdą rewolucję przyjmujemy z nadzieją, że może to właśnie ona umocni i ugruntuje prawo miłości. Zapowiada je, ale często wyrzeka się Tego, który jest Źródłem miłości, i pomimo najlepszej woli zazwyczaj braknie jej sił, by dać człowiekowi miłość.

Przeglądajmy dzieje rewolucji. Niedawno w naszej prasie wychwalano rewolucję francuską. Na ogół wszyscy uczyliśmy się historii, może nawet zwiedzaliśmy Muzeum Rewolucyjne w Paryżu, bo jest takie i warto tam zajrzeć, bardzo pouczające.

Rychło się przekonamy, że przerażenie wypędza stamtąd człowieka, gdy przejdzie kilkanaście sal. I ja stamtąd uciekłem, tak potworne, tak nieludzkie, tak oskarżające są owoce rewolucji, którą prasa nasza niedawno wychwalała.

To jeszcze nie to, to napewno jeszcze nie to!

Ludzkość poczeka. Bo ludzkość nie umiera.

Człowiek, który ma przyjść i na którego czekamy, musi miłować Boga i ludzi. Takiego posłuchamy!

Ale jeśli jako zdobycz społeczną da nam nienawiść, powiemy mu: to już bylo! Znamy te owoce, nie chcemy tego! Pragniemy czegoś więcej, pragniemy tego, co człowiekowi przynosi właściwą godność i co czyni człowiekiem”.

*

 

„I jeszcze jedno: Prawda.

Pragniemy, aby ten człowiek nie tylko umiał miłować, ale był w prawdzie. Aby prawdę głosił, aby miał odwagę prawdę powiedzieć, aby się prawdą kierował i prawdą żył...

Św. Paweł zachęca: „Mówcie prawdę jedni drugim, bo jesteście braćmi między sobą”. Dlatego właśnie, że braćmi jesteście, nie kłamcie i nie oszukujcie się wzajemnie.

Prawda we współżyciu społecznym: jaki to olbrzymi rozdział!”

*

„A my tak pragniemy nawet najbardziej bolesnej prawdy, ale prawdy! Umieliśmy potępić kłamstwo, które nas wiele kosztowało. Ale najbardziej nawet misterne kłamstwo nie zdobywa, nie zjednuje, nie przekonywa, owszem przeraża i odwraca...Na tym się nic nie zbuduje.

Zdaje się, że ludzkość, która nie umiera, przerażona dziś odgłosami płynącymi z prasy całego świata woła jak niewolnicy do tych, od których losy świata zależą: mówcie nam prawdę, bośmy braćmi waszymi. Jako bracia mamy prawo do prawdy!”

*

Jak bardzo komplikuje się życie społeczne przez kłamstwo, przez zwyczaj kłamstwa i przez ducha kłamstwa.

Mogą przyjść trudne chwile, w których prawda będzie bardzo potrzebna, ale wówczas ludzie przyzwyczajeni do kłamstwa pomyślą: a może i to jest kłamstwem? I zamiast uwierzyć temu, co naprawdę jest prawdą zdolną ich uratować, opuszczą ręce: tyle kłamstw już było, zapewne i to jest kłamstwem!

To, co mogłoby być ratunkiem, będzie zlekceważone dlatego tylko, że ludzie przyzwyczaili się do faktu okłamywania.

Szukamy człowieka i czekamy na człowieka, który miałby odwagę mówić prawdę i przestał nas okłamywać”.

*

„I na takiego człowieka czekamy, który miałby ducha sprawiedliwości. Mógłby o niej nie mówić, byleby czynił uczynki sprawiedliwe...Pomyślcie, sto lat męczy się ludzkość pod hasłem: „Sprawiedliwość dla mas!”

Jest w ludziach wciąż nienasycony głód sprawiedliwości. Ma go cała ludzkość, i ludzkość czeka na takich, którzy zdolni byliby jej dać nie słowa, nie deklaracje, nie programy, nie manifestacje, nie tasiemce mów, ale sprawiedliwość braterską dla wszystkich bez wyjątku!

Ludzkość tęskni, aby już nie było gwałtu, przemocy i tej straszliwej siły, która opiera się tylko na gwałcie i przemocy.O, jak wiele tego jest jeszcze w całym świecie, we wszystkich bez wyjątku narodach! Wszędzie jest jeszcze straszliwa męka ludzi i jakaś potworna udręka na codzień.

Musi przyjść prawdziwy człowiek – ecce homo – który byłby zdolny dać ludziom, głodnym sprawiedliwości, pełną jej miarę. O, jak jeszcze do tego daleko! Ale poczekamy, ludzkość poczeka! Ludzie wprawdzie umierają, ale ludzkość trwa. Ponowione będą próby raz i wtóry, może się któraś uda, może ukaże się światu człowiek sprawiedliwy, jak na Krzyżu Człowiek Sprawiedliwy płacił Bogu Ojcu własną Krwią za winy swych braci. Może ukaże się taki!”

*

„Może przyjdzie czas zrozumienia, że nie cudzą krwią się płaci i zaprowadza sprawiedliwość, tylko własną krwią i ofiarą, własnym wyrzeczeniem się i poświęceniem.

Przyjdą czasy wyrzeczenia się siebie.

Czekamy na takiego czlowieka!

Czekamy na takich ludzi!

Takim uwierzymy i za nimi pójdziemy!”

*

„Pragniemy, aby ten nowy człowiek miał w sobie ducha poszanowania braci.

Drodzy moi! Jakże ważną jest rzeczą, aby pokazał się taki człowiek, który będzie umiał szanować ludzi od siebie zależnych!

O, Najmilsi, może Bóg da, że przyjdą takie czasy, kiedy się przyjmie obyczaj umocniony przez Chrystusa. Kiedy brat będzie pamiętał, że jego brat jest też człowiekiem..”

*

„Oby się pokazał na świecie człowiek, który będzie miłować, który będzie w prawdzie i w sprawiedliwości, który będzie umiał wyrzekać się siebie, szanować braci i umacniać ducha pokoju.       

 Rozmieńcie to, Najmilsi, na drobne codziennego waszego życia i współżycia. Od tego zależy cały postęp społeczny. Jeżeli tego nie uczynimy, to największe nawet przewroty i przemiany niczego nie dadzą.

Zmieniają się ustroje i programy, a ludzie są tacy sami i po dawnemu ujawniają w codziennym swym życiu wszystkie wady. Przez to największe reformy idą na marne.

*

Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura