Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo
264
BLOG

Lektura z "ND"

Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo Polityka Obserwuj notkę 0

Archipelag polskości -Prof. Andrzej Zybertowicz socjolog

           O elitach można romantycznie, ale można też socjologicznie, chłodno, analitycznie. Nie tylko realistycznie, ale nawet brutalnie. Na czym to może polegać? Prawda o człowieku w ogóle oraz o konkretnych postaciach nie zawsze jest wdzięczna. Ale potrzebna. Zacznijmy zatem od tezy równie znanej, co brutalnej: każdy naród ma taki rząd, na jaki zasłużył. Wiem, że to brzmi niesprawiedliwie, ale naszego kraju także to dotyczy.

Przyjmujemy, iż ci, którzy danym krajem rządzą, to jego elity. Elity w sensie faktycznym, politologicznym, nie zaś moralnym, wartościującym. Dana grupa społeczna często jest elitą wcale nie dlatego, że jest szlachetniejsza, uczciwsza, mądrzejsza. Z punktu widzenia rzeczowej analizy mechanizmów społecznych elita jest nią, bo ma pewną istotną przewagę nad resztą społeczeństwa. Jaką? Mówiąc najprościej: jest sprytniejsza. Czasem bardziej bezwzględna. Bo ma wolę wpływania na losy innych ludzi. Bo jest wystarczająco dobrze wewnętrznie zorganizowana. Bo posiada kompetencje i zasoby potrzebne do rządzenia i potrafi się nimi posługiwać.

Elity dla siebie

Czasem danym narodem rządzą elity, które z niego się wyłoniły, kiedy indziej elity pochodzące z zewnątrz - np. w wyniku podboju. Gdy już elity się wyodrębnią i dojrzeją, stają się świadome swoich interesów i ich odrębności od interesów reszty społeczeństwa. Z natury rzeczy elity lepiej rozumieją swoje interesy niż reszta społeczeństwa. A gdy jakaś grupa społeczna już usadowi się na pozycji elitarnej, robi wszystko, by tej pozycji nie utracić.

Demokracja od innych - autorytarnych - systemów rządzenia ma różnić się tym, iż następuje w niej stała wymiana, krążenie elit. Dzisiaj rządzisz, bo zostałeś wybrany, a po upływie kadencji z powrotem będziesz "zwykłym" obywatelem, zaś władzę będą sprawować inni, uprzednio "zwykli". W praktyce jest inaczej. W dobrych demokracjach jest nieco inaczej; w kiepskich - całkiem inaczej. Gdy jakaś grupa już usadowi się u władzy, robi wiele, by swoją wyróżnioną, dającą dostęp do przywilejów pozycję utrwalić. Przy ujęciu życzliwym nazwiemy to profesjonalizacją polityki. Przy nieżyczliwym - utrwalaniem pasożytowania na organizmie społecznym.

Od czego zależy zaistnienie jednej albo też drugiej sytuacji? Pierwsza polega na tym, iż profesjonalni politycy w znacznej mierze (choć pamiętają, że bliższa koszula ciału) działają na rzecz dobra wspólnego. Pasożyty zaś o interesach obywateli pamiętają w stopniu minimalnym - tylko tyle, na ile jest to niezbędne dla utrzymania się przy władzy. Od czego zależy to, czy rządząca elita to współobywatele czy też pasożyty? Albo bardziej rzecz wycieniujmy: od czego zależą proporcje aktywności elit w zabieganiu o interes swój oraz publiczny? Od tego, czy elity czują się związane ze swoim krajem, ze swym narodem. To z kolei w ogromnej mierze zależy od świadomości społecznej ludzi - od tego, jacy są ci, co na dole. Od tego, na ile obywatele są naiwni, skłóceni, dający sobą manipulować. Od tego, czy potrafią odróżniać ziarno od plew.

Tymczasem my, Polacy, po serii katastrof cywilizacyjnych - zabory, dwie wojny światowe, komunizm - jesteśmy Narodem bardzo osłabionym, o wyrwanych, zniszczonych elitach (przekonująco opisał to prof. Ryszard Legutko w swoim "Eseju o duszy polskiej"), zbiorowością w sporej mierze zdeprawowaną i zbyt często akceptującą zdeprawowane elity. Czyż przez ostatnie dekady lud postpeerelowski zupełnie swobodnie nie wybierał postkomunistycznych polityków na swoich posłów, premierów i prezydenta?

Odgórna transformacja

Teza, iż nasza transformacja to proces odgórnie prowadzony przez elity, nie jest chyba oczywista dla polskich badaczy społecznych. Do głosów wyraźnie stawiających ten problem należy pochodząca z 2007 r. wypowiedź profesor socjologii Leny Kolarskiej-Bobińskiej (od 2009 r. jest europosłanką Platformy Obywatelskiej): "Można (...) sformułować tezę, że politycy, wprowadzając nowy system gospodarczy, byli wręcz zainteresowani niską aktywnością społeczeństwa. Obawiali się bowiem jego reakcji na początkowy spadek poziomu życia wielu grup, wzrost nierówności społecznych oraz bezrobocie. (...) Niska aktywność społeczna i polityczna ludzi ułatwiała wedle polityków wprowadzenie gospodarki rynkowej. (...) Obecnie (...) najsilniej odczuwanym skutkiem integracji europejskiej jest napływ środków unijnych oraz wzrost gospodarczy. Stymuluje to wzrost aktywności ekonomicznej, ale nie politycznej. (...) Nieważne, jaka jest władza, ważne, by nie szkodziła rozwojowi gospodarczemu oraz nam w poprawie sytuacji naszych rodzin - zdaje się myśleć wiele osób. (...) Rządy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej nigdy nie uzgadniały polityki z wyborcami, więc trudno mówić, że po wejściu do Unii Europejskiej nagle przestały to robić. Reformy rynkowe zostały uzgodnione przez elity antykomunistyczne i te wywodzące się z dawnego systemu, a następnie wprowadzone przy aprobacie różnych międzynarodowych instytucji. Również inne reformy - m.in. terytorialna, ubezpieczeń społecznych czy edukacji - nie były konsultowane w Polsce w istotnym stopniu ze społeczeństwem. Wyborcy po prostu głosowali raz na cztery lata, odrzucając kolejne ekipy wprowadzające zmiany. Ani Bruksela, ani integracja europejska nie są więc "winne" alienacji wyborców".

Szkoda, że analiza taka została ogłoszona dopiero w osiemnastym roku od rozpoczęcia przemian ustrojowych. Jest to wypowiedź ważna, gdyż pokazuje ona - prawidłowo moim zdaniem - w jaki sposób zbudowany został ład społeczny, w którym obecnie żyjemy; ład, który tak często nas irytuje i budzi wątpliwości. Ale uwagi prof. Kolarskiej-Bobińskiej wymagają dwóch uzupełnień. Po pierwsze, trzeba wskazać, iż spora część wspomnianych elit antykomunistycznych była wcześniej istotną częścią środowisk komunistycznych, które swoją władzę nad Polską zawdzięczały Józefowi Stalinowi. Środowisk oderwanych od polskiej tradycji narodowej, nierozumiejących jej, a niekiedy gardzących plebejskimi i katolickimi wymiarami naszej kultury. W wolnej Polsce środowiska te szybko nawiązały sojusz z formacją otwarcie postkomunistyczną.

Druga potrzebna korekta dotyczy ostatniego zdania powyższego cytatu, czyli roli kontekstu Unii Europejskiej. Co się dzieje z osobami, które uzyskały awans społeczny i weszły do grona elit danego kraju? Na przykład zostały posłami lub wysokimi urzędnikami administracji publicznej. Osoby takie zaczynają funkcjonować w otoczeniu społecznym istotnie odbiegającym od codziennego świata większości ich wyborców. W otoczeniu bogatszym, bardziej "kulturalnym", na poziomie "europejskim". Nowi członkowie elity są zapraszani na eleganckie przyjęcia do ambasad, firm, na kolacje przez ludzi znacznie od nich bogatszych. Czują, że sami chcieliby tacy być. Nawet jeśli przy wyborach nie sięgają po wsparcie finansowe ze środowisk biznesu lub mediów, to chcieliby być częścią ich świata - znacznie atrakcyjniejszego od świata ich wyborców z małych miasteczek. Nowi członkowie elity nawet jeśli nie są skorumpowani w sensie finansowym, to zostają "przeprogramowani" kulturowo. Objąwszy wysokie ministerialne stanowiska w swoim kraju, zamiast troszczyć się o rozwój Polski, myślą o kolejnych krokach kariery w instytucjach międzynarodowych, głównie w Unii. Swoją wrażliwość, swoje życiowe radary odwracają od godnego politowania "plebsu" w stronę kosmopolitycznej nowoczesności.

Środowiska elit, gdy już okrzepną, chcą grać z silniejszym. Naród słaby, zdemobilizowany bardziej nadaje się na przedmiot manipulacji niż na partnera polityki. Nie rozwiążemy problemu elit w Polsce, tj. nie wymusimy od nich pracy na rzecz dobra wspólnego, jeśli nie podniesiemy się jako Naród. Jak to zrobić?

To już się dzieje. Obóz niepodległościowy w Polsce coraz lepiej rozumie, że tylko Naród oddolnie zorganizowany jest zdolny wytworzyć służące mu elity, a zarazem część dotychczasowych elit wziąć na smycz. Od czego to zależy? Od tego, na ile rosnące obywatelskie, patriotyczne zaniepokojenie, znajdujące coraz silniejszy wyraz w rosnącym "Archipelagu Polskości", zaowocuje skutecznymi projektami konsolidacji tego właśnie archipelagu - w większe, lepiej zorganizowane kontynenty polskości. Oddolna praca organiczna już trwa. Dotleniana jest tkanka społeczna, wprowadzane są do niej takie składniki, których brakuje. Trzeba ten proces przyspieszyć, korzystając z odkryć współczesnych nauk społecznych.

Plan dla Polski

Sekwencja planu dla Polski jest następująca. Po pierwsze, należy skatalogować te liczne, tysięczne oddolne inicjatywy ludzi z patriotyzmem w sercach, którzy tworzą przybierający na sile "Archipelag Polskości". Po drugie, istnieje potrzeba zorganizowania kongresu polskości, który wytyczy ścieżki łączenia składającego się z małych wysp i wysepek archipelagu w większe, żywotne organizmy. Po trzecie, ścieżki konsolidacji wymagają wzmocnienia przez profesjonalnie przygotowane warsztaty patriotycznego przywództwa dla osób, które już ukazały swój potencjał, tworząc (często jakby z niczego) okrzepłe już inicjatywy. Dobrym rozwiązaniem byłoby uruchomienie programu coachingu patriotycznego dla liderów o największym potencjale, który przyspieszy i sprofesjonalizuje proces konsolidacji "Archipelagu Polskości".

Alternatywne spojrzenie na naszą rzeczywistość dojrzewa. W nas. Dzięki tym, którzy tworzą setki, tysiące oddolnych projektów z polskością w sercu.

Wsparcie dla wartości

Jak wskazał aforysta, "Prawda zwycięża... nie bez oręża". Podobnie wartości ogólne, wspólnotowe nie potrafią przetrwać bez wsparcia. Bez wsparcia we wspólnocie właśnie. Ale co konkretnie znaczy wspólnota? To złożona sieć powiązań, organizacji, instytucji, które na poziomie i symbolicznym, i funkcjonalnym zakorzeniają wartości w interesach. Tak, w interesach. Gdy umiejętnie, nowocześnie powiążemy tradycyjne wartości polskości z rozsądnymi interesami licznych środowisk, tkanka instytucjonalna naszego społeczeństwa zmieni się i okrzepnie. Elity są dla siebie i dla innych elit wtedy, gdy naród jest słaby. Skłócony. Niepewny siebie. Ale gdy potrafi się zorganizować, wtedy trzeba się z nim liczyć.

 

Autor jest adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, opublikował niedawno książkę "Pociąg do Polski. Polska do pociągu".

 

Alfabet 2011 roku

Jan Filip Staniłko ekspert Instytutu Sobieskiego

           A jak Angela Merkel

Zdaniem jednych, polityk tak potężny, że rządzi polską polityką z sąsiedniego kraju, a na jedno jej skinienie premier Tusk zapomina, co jest polskim interesem. Zdaniem innych, osoba dźwigająca ciężar przywództwa w pogrążonej w kryzysie Europie. W ocenie niemieckich mediów, Angela Merkel jest skutecznym liderem partii, który sprawnie pozbył się wszystkich konkurentów w partii, ale doprowadził ją na skraj zupełnej bezideowości. Według brytyjskich gazet finansowych, kanclerz winna jest pogłębiającego się kryzysu euro poprzez swoje niezdecydowanie i próbę zawierania kompromisów wtedy, kiedy potrzebne jest zdecydowane działanie. Prawdopodobnie wszystkie te opinie są prawdziwe.

B jak Bogdan Klich

To bardzo zastanawiające, że człowiek, który uzawodowił polską armię w ten sposób, że praktycznie zredukował polskie Siły Zbrojne do kontyngentu polskiego w Afganistanie, i za którego kadencji zginęło w katastrofach lotniczych więcej polskich generałów niż w czasie II wojny światowej, otrzymał w ostatnich wyborach ponad 95 tys. głosów. Czy to oznacza, że wyborcy są mocno niedoinformowani? A może nie przeszkadzają im takie fakty, bo minister ma ładny tembr głosu i dykcję? Czy może dali się przekonać, że Siły Zbrojne to wydatek zbyt duży jak na ich kieszeń? A może dali sobie wmówić, że bardziej niż nieudolności Klicha trzeba bać się "powrotu do władzy PiS"?

C jak celująco zdany egzamin

Za każdym razem, kiedy z ust prezydenta Komorowskiego albo premiera Tuska słyszę, że "polskie państwo zdało egzamin", mam nieodparte wrażenie, że właśnie go nie zdało. I może dlatego panowie premier i prezydent tak mówią?

D jak Donald Tusk

Pierwszy w historii polskiej polityki demokratycznej - czyli wliczając w to również II RP - premier, który sprawował władzę przez całą kadencję i został ponownie wybrany na stanowisko. Opanował doskonale sztukę reformatorskiego wrażenia. Dowód na to, że zdyscyplinowana praca nad sobą daje cudowne efekty. Premier kilka lat temu przeszedł coś na kształt psychoterapii i dziś potrafi skupić się na tym, co daje mu sukces - zdefiniowany jako zdobycie i utrzymanie władzy. Uprawia sport, przez co wygląda szczupło i młodo, pozostaje konsekwentnie bez sentymentów wobec "politycznych przyjaciół". Wszystko to z niewielkim pożytkiem dla Polski...

E jak euro

Strefa euro jest najważniejszym europejskim projektem politycznym ostatnich dwóch dekad. Kryzys strefy euro jest zatem w pewnym sensie zakwestionowaniem ostatniego dwudziestolecia integracji europejskiej. Dlatego właśnie europejscy politycy nie potrafią sobie poradzić z tym problemem. Strefa jest ekonomicznie nieoptymalna, bo powstała jako projekt w dużej mierze polityczny. Po dziesięciu latach ten mechanizm zaczął działać w drugą stronę - polityka musi sobie poradzić z konsekwencjami systemowej pokusy nadużycia, trwałej nierównowagi w konkurencyjności gospodarek strefy euro oraz wielką i wciąż rosnącą górą długów. Jak dotąd kolejne szczyty europejskie są w dużej mierze próbą przekonania tzw. rynków, że herbata może stać się słodsza przez jej mieszanie - czyli że zmiany organizacyjne są w stanie zastąpić reformy gospodarcze. Dziś prawie wszyscy w Europie boją się drastycznych refom, których potrzeba jest jasna od... dobrych dwudziestu lat.

F jak frondyści

Po kolejnych wyborach z Prawa i Sprawiedliwości zazwyczaj odchodzi grupa znaczących polityków. Bez wątpienia dyscyplina w partii z każdym takim odejściem rośnie. Pytanie tylko, czy niedługo więcej jej byłych ambitnych polityków nie będzie poza partią niż wewnątrz. Być może założą nawet nowy RPP - Ruch Pokrzywdzonych przez Prezesa.

G jak Gromosław Czempiński

Wiemy, że Gromosław Czempiński był czwartym "milczącym tenorem" Platformy Obywatelskiej. Możemy się domyślać, że oddziaływał na jej politykę poprzez Andrzeja Olechowskiego, którego niegdyś prowadził jako agenta w Genewie. Jego protegowanym wydaje się również Paweł Piskorski - niegdysiejsze złote dziecko polskiej polityki, cudownie wzbogacony w kasynie były prezydent Warszawy, a dzisiejszy pan na dobrach Stronnictwa Demokratycznego. Co zatem oznacza niedawne zatrzymanie niegdysiejszego (współ)reżysera polskiej sceny politycznej?
Można postawić kilka hipotez. Może generał Czempiński "chodził" za jakimś dużym kontraktem publicznym, za którym "chodził" także jakiś inny - silniejszy od niego - generał? Może generał - chroniony dotąd przez Amerykanów za oddane im niegdyś przysługi - został "odstrzelony" przez grupę wierną wcześniejszemu, dominującemu na tym terenie wschodniemu imperium? A może po prostu jest to oznaka zachodzącej w polskich służbach specjalnych zmiany pokoleniowej? Według tej hipotezy pokolenie ludzi, którzy przyszli do UOP na początku lat 90., pozbywa się starszych kolegów z komunistycznych formacji. Tylko czy byłaby to zmiana na lepsze...

H jak HEGEMONIA

"Kondominium" - prezes Jarosław Kaczyński w ten sposób określił polskie realia geopolityczne. Polska jest strefą podzielonych wpływów niemieckich i rosyjskich. Jest w tym sądzie sporo racji, choć problemem pozostaje to, czym jest dopełnienie owego "sporo". Polska oczywiście jest bardzo podatna na wpływy silnych, historycznych hegemonów naszego obszaru. Z drugiej strony nikt nam nie narzuca, kogo mamy sobie wybierać do rządzenia krajem.

I jak inwigilacja

Polska jest krajem o największej liczbie podsłuchów w Unii Europejskiej. Kraina miłości...

J jak jedność

O jedność tradycyjnie walczy polska prawica. Walczy o jedność poprzez ciągłe podziały.

K jak komisje Millera i Macierewicza

Każdy poważny człowiek musi przyznać, że to, co głoszą oficjalne ustalenia komisji Millera, jest parodią wyniku dochodzenia. Duża część rządowej komisji działała w konflikcie interesów, będąc właściwie sędziami we własnej sprawie, poczynając od samego ministra, który nadzorując BOR, nie doszukał się w jego działaniach zaniedbań, których doszukałby się nawet przedszkolak. Komisja nie doszukała się winy żadnego wysokiego rangą przedstawiciela państwa. Co było do przewidzenia. Problem w tym, że teraz wszyscy wiedzą, iż to, co jest oficjalną prawdą, nie jest na pewno pełną prawdą.

Działający równolegle sejmowy zespół Antoniego Macierewicza zrobił wszystko to, czego nie chciała zrobić komisja rządowa. Postawił pytania, które powinny być postawione, i użył naukowych technik analizy, które były w jego zasięgu - wciąż niewystarczających, ale i tak o wiele lepszych niż rządowe. Problem jednak w tym, że sejmowemu zespołowi przewodzi polityk tyleż wybitny, co kontrowersyjny, i bardzo duża część Polaków praktycznie nic nie wie o jego ustaleniach.
Pytanie zatem brzmi, jak i kiedy dowiemy się tego wszystkiego, czego możemy się dowiedzieć o własnych siłach - czyli bez wsparcia strony rosyjskiej.

L jak lider

Jarosław Kaczyński jest liderem największej partii opozycyjnej w polskim parlamencie. Dla mnie frapujące są pytania: Dlaczego nie kieruje on pracą swojej partii w parlamencie, jak zwykli to robić chyba wszyscy liderzy partii w Europie? W jaki sposób chciałby zmienić Polskę wbrew całemu niemal establishmentowi?

M jak media

Nie czerpię wiedzy z telewizji. Oglądam ją od czasu do czasu w ramach zawodowych obowiązków śledzenia polityki i życia publicznego. Wiedzę o życiu codziennym czerpię głównie ze źródeł pisanych - wielu polskich i zagranicznych. To sprawia, że mam poczucie bycia dobrze poinformowanym. Prawdziwego zderzenia z rzeczywistością doznaję wtedy, kiedy spotykam kogoś, kto informacje czerpie tylko z telewizji lub - co gorsza - z jednej "Gazety". Wówczas okazuje się, że żyjemy w dwóch rzeczywistościach. I czasami zastanawiam się, która jest bardziej realna...

N jak niepodległość

W Święto Niepodległości w polskiej stolicy oficjalna defilada musiała zmienić trasę, bo po Nowym Świecie biegało kilkudziesięciu niemieckich anarchistów z pałkami. Mój kolega z pracy zauważył, że gdyby coś podobnego zdarzyło się 14 lipca we Francji (choć dziwnym trafem jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić), to Francuzi po prostu by takich delikwentów zastrzelili (i może dlatego nie potrafię sobie tego wyobrazić).

Z kolei lektura forum policyjnego poświęconego zamieszkom na placu Konstytucji wskazuje na to, że oddziały prewencji zamknęły się w ulicy Marszałkowskiej pomiędzy dwiema demonstracjami i postanowiły przepchnąć tę... większą. Jak ujął to jeden z anonimowych policjantów: "Kulisy [dowodzenia] tą akcją przypominały kulisy użycia pewnego [polskiego] moździerza w afgańskiej wiosce".

O jak ojciec Adam Boniecki

Ksiądz Adam Boniecki jest już byłym redaktorem naczelnym "Tygodnika Powszechnego". Słowo "powszechny" jest oczywiście tłumaczeniem greckiego "katholikos". Ojciec Boniecki jest kolejnym kapłanem, po Obirku, Bartosiu, Węcławskim, Makowskim i innych, który odkrył, że woli być establishmentowym celebrytą. Został uwiedziony lub uzależniony do tego stopnia, że bliżej mu do lewicowych "przyjaciół" niż przełożonych własnego zgromadzenia.

P jak Palikot

Janusz Palikot wrócił na polską scenę polityczną. Ale nie oszukujmy się, ktoś musiał mu dać... "szansę na odniesienie sukcesu". Kluczowe wydają się dwie sprawy. Po pierwsze, praktycznie ciągła agitacja na rzecz RPP na antenie TVN24 w tygodniu poprzedzającym wybory. Po drugie, podobnie jak w przypadku Leppera, istotne wsparcie zza kulis życia społecznego. Być może fakt, że generał Marek Dukaczewski został zgłoszony przez Ruch Palikota jako doradca przy sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, jest w tym kontekście najbardziej wymowny.

R jak Radosław Sikorski

W ciągu ostatniego roku dwukrotnie mogłem się przekonać, jak odbierane są w Niemczech przemówienia przedstawicieli polskiej dyplomacji. Najpierw byłem świadkiem wygłoszonego podczas polsko-niemieckiego seminarium naukowego przemówienia polskiego ambasadora w Niemczech, pana Marka Prawdy. Ambasador wygłosił swoje przemówienie po niemiecku, zmuszając swoich rodaków do założenia słuchawek. Mówił o Europie i o tym, jak Polska pozostawiła za sobą ciemne czasy izolacjonizmu, przestając być problemem dla Europy, stając się dla niej dostarczycielem rozwiązań. Wystąpienie zostało znakomicie przyjęte przez niemiecką profesurę. Mnie - zarówno w formie, jak i treści - zirytowało.

Drugim przemówieniem jest oczywiście wykład min. Radosława Sikorskiego w Niemieckim Towarzystwie Polityki Zagranicznej. Abstrahuję od tego, kto je napisał. (Według pliku zawieszonego przez pewien czas na stronie MSZ autorem był Charles Crawford.) Istotne są różnice w odbiorze tego przemówienia między Polską a Niemcami. W Polsce przemówienie ministra wywołało polityczną burzę opozycji oraz trudno skrywaną konsternację strony rządowej. W Niemczech z kolei pozostawiło naprawdę pozytywne wrażenie. Minister Sikorski zaproponował bowiem pewną formułę mówienia o Europie, której nikt za naszą zachodnią granicą nie potrafi wyartykułować.

W kategoriach polityki krajowej Sikorski złamał wszystkie standardy demokratycznej kontroli nad polityką zagraniczną - o jego poczynaniach nie wiedział ani premier (przynajmniej oficjalnie), ani Sejm (czyli koalicja i opozycja), ani Komisja Spraw Zagranicznych. Co więcej, minister sprawiał wrażenie, jakby jego mowa była lepsza niż jego własna późniejsza interpretacja jej treści.

S jak szybka kolej

Nie będzie czegoś takiego w Polsce. Na razie mamy problem z tym, żeby przetrwał drugi człon tego zwrotu.

T jak tuskobus

Powrócił sprawdzony w pierwszej kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego autobus wyborczy. Premier ponownie przekonał Polaków do siebie cechami prawdziwego przywódcy Narodu: zmarszczonym z zatroskania czołem, fajną kurtką z kieszeniami, zajadaniem hot doga na kamieniu przy stacji benzynowej i twardym stawieniem czoła kilku starszawym "kibolom".

Potknął się tylko na papryce i pytaniu "Jak żyć?". No, ale od czego jest pan redaktor Jakub Sobieniowski z "Faktów"?

U jak upadek

Straszny jest upadek Grzegorza "Ja Ciebie Zniszczę" Schetyny. Po zaprzysiężeniu premier Tusk powiedział (cytuję z pamięci): "Grzegorz Schetyna będzie chyba przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych lub jakoś tak. Miałem to gdzieś zapisane na kartce...".

W jak wielka partia ANTYREFORMATORSKA

Platforma Obywatelska to w coraz większym stopniu wielka koalicja antyreformatorska. Partia Tuska jest dziś czymś na kształt gierkowskiej partii komunistycznej, czyli połączeniem wielkiej agencji zatrudnienia (swoich) z agencją ochrony (przed strasznym Kaczyńskim), z drabiną awansu społecznego (dla niezbyt pracowitych).

Z jak zadłużenie

Problem pozostający stałym tematem polskiego życia publicznego. I słusznie. W tej dziedzinie największe zasługi ma dwóch ekonomicznych celebrytów. Profesor Krzysztof Rybiński, który porównał długi Tuska do długów Gierka, oraz profesor Leszek Balcerowicz, który wywiesił w centrum Warszawy licznik zadłużenia kraju. Niedawno zaś stwierdził, że to nieprawda, iż ocena polskiej wiarygodności kredytowej jest istotnie związana z oceną strefy euro. Wymowny jest fakt, że oprocentowanie długu czeskiego rośnie wyraźnie wolniej niż polskiego, a oprocentowanie długu szwedzkiego relatywnie maleje. Innymi słowy, Polska ma taki sam problem z nadmiernym zadłużeniem, co strefa euro, i być może to mogłoby być jakimś przewrotnym uzasadnieniem zapisywania nas przez premiera Tuska do nowego paktu fiskalnego UE, który nakazuje w praktyce trwałe zlikwidowanie deficytu budżetowego.

 

 

Banki kreują się na ofiary

Prof. Artur Śliwiński wydawca "Europejskiego Monitora Ekonomicznego"

           Propagowany szeroko pogląd, jakoby obecny kryzys był głównie kryzysem finansowym, jest ewidentnie fałszywy, jest raczej sposobem zaopatrywania ludzi w "końskie okulary".

Elementarna wiedza o cyklach koniunkturalnych każe respektować dwa istotne punkty widzenia. Po pierwsze, w początkowej fazie kryzys silnie uderza bezpośrednio w konsumentów i przedsiębiorstwa, czyli - patrząc z bankowego punktu widzenia - w dłużników.

To jest właśnie najistotniejszy aspekt kryzysu, gdyż dotyczy gospodarki i społeczeństwa. Lekceważenie społecznych i egzystencjalnych konsekwencji kryzysu, takich choćby jak bezrobocie, bezdomność, niedożywienie dzieci itd., wynika z założenia, że kryzys sprowadza się do kryzysu globalnego systemu finansowego.

W drugiej fazie kryzysu, gdy konsumenci i przedsiębiorstwa (a obecnie nawet całe kraje) stają się niewypłacalne, kryzys uderza w banki oraz pozostałe instytucje finansowe. To jest jednak wtórny i drugorzędny aspekt kryzysu.

Warto więc zastanowić się, dlaczego doszło do odwrócenia ról: banki stały się głównymi "ofiarami" kryzysu, zaś ich ratowanie odbywa się kosztem dalszego pogorszenia sytuacji konsumentów i przedsiębiorstw, a nawet kosztem utraty suwerenności państwowej.

Odpowiedź wydaje się jednoznaczna: wielkie korporacje (centra) finansowe mają przemożny wpływ na rządy i media, także w tym sensie, że niejako stają "po obydwu stronach lady". Przykładów nie trzeba szukać daleko. W grudniu 2011 r. Komisja Nadzoru Finansowego zezwoliła bankom na żądanie dodatkowych (czyli pozaumownych) zabezpieczeń kredytów walutowych, co jest jaskrawo stronnicze. Komisja powinna stać na straży bezpieczeństwa finansowego Polski i jej obywateli.

Staje się oczywiste, że banki i MFW ustawiały dominujący obecnie pogląd na istotę kryzysu, wedle którego banki są ofiarami, więc nie powinny partycypować w ryzyku wynikającym z pogorszenia się sytuacji gospodarczej. Otrzymujemy takie oto śmieszne tłumaczenia, że "banki są zbyt duże, aby upaść" albo że nałożenie na nie podatków jest niedopuszczalne.

Po drugie, finansowe aspekty kryzysu nie są poddane poważnym analizom ekonomicznym. Bardzo łatwo sprowadzono dyskusję do drukowania pieniędzy i rozrzutnego stylu życia Greków. Do takich dyskusji nie miałbym zastrzeżeń, gdyby nie to, iż spychają one gruntowną wiedzę ekonomiczną na margines, podstawiając na jej miejsce opinie fragmentaryczne, dotyczące spektakularnych decyzji czy wydarzeń. To oczywiście daje szerokie pole popisu różnym komentatorom, zwłaszcza politykom, ale nie przyczynia się do zrozumienia kryzysu i jego przyczyn. W tym sensie podobne dyskusje są bezpłodne.

Z ekonomicznego punktu widzenia współczesny kryzys śmiało może i powinien być ujmowany zgodnie z teorią wielkich cykli Kondratiewa. To oznacza, że jest to kryzys o charakterze systemowym. Jednak przymiotnik "systemowy" jest zbyt abstrakcyjny; lepiej posługiwać się bardziej konkretnym określeniem kryzysu "ustroju społeczno-gospodarczego". Z tego podejścia płynie wniosek, że przezwyciężanie obecnego kryzysu dzięki dotychczasowym zabiegom stabilizującym światowy system finansowy nic nie da (co już widać).

Jednoczenie podejście to jest - można śmiało powiedzieć - antyrozwojowe i antyludzkie. Czuje się zapach darwinizmu społecznego.

Konieczna jest gruntownie przemyślana reforma ustroju społeczno-gospodarczego, który dziś - co widać na przykładzie Polski - przypomina raczej zdziczały krajobraz postsocjalistyczny, aniżeli przemyślany ład społeczny i gospodarczy. Mówiąc o ustroju, mam właśnie na myśli ład, czyli porządek (instytucjonalny, społeczny, przestrzenny etc.), a nie żywioł i chaos błędnie utożsamiany z wolnym rynkiem.

W kształtowaniu nowego ładu społeczno-gospodarczego istotne znaczenie będzie miało przezwyciężenie współczesnego korporacjonizmu, ograniczenie ekspansji wielkich grup interesów oraz ich wpływu na rządy i opinię publiczną. Chodzi nie tylko o ograniczenie wielkich korporacji finansowych, ale również wielkich sieci handlowych, koncernów wydobywczo-przetwórczych, kompleksów militarno-przemysłowych itp. Ich działanie przypomina zachowanie Frankensteina.

Są to siły destrukcyjne.

Nowe forum bezpieczeństwa -Piotr Czartoryski-Sziler

           Fundacja monitorująca poczynania rządu będzie prowadzić działalność w zakresie bezpieczeństwa narodowego i porządku publicznego, obronności państwa i funkcjonowania Sił Zbrojnych RP. Ma dbać o dobre imię ministra Aleksandra Szczygły i propagować jego dorobek.

"W swojej działalności publicznej mieliśmy zaszczyt pracować dla śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i Aleksandra Szczygło. To Oni nauczyli nas szacunku do przeszłości, niezłomności w dążeniu do celów i zaangażowania w sprawy ważne dla Polski. To Oni zaszczepili w nas myśl, którą chcemy kontynuować. Naszym osobistym celem, obok zadań statutowych, będzie upamiętnienie osoby naszego Patrona - Ministra, Przyjaciela, Szefa, Nauczyciela - śp. Aleksandra Szczygło.

Wzorując się na Jego obywatelskiej postawie i zaangażowaniu w sprawy publiczne, pragniemy stworzyć forum będące źródłem wymiany myśli i koncepcji najlepszych dla Polski rozwiązań" - piszą o pomyśle powołania fundacji współpracownicy i przyjaciele ministra Szczygły, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Wśród celów statutowych fundacji jej twórcy wymieniają działania w zakresie podtrzymywania i upowszechniania tradycji narodowej oraz pielęgnowania polskości.

- Pomysł powołania fundacji narodził się kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej, kiedy grono przyjaciół i współpracowników Aleksandra Szczygły poczuło potrzebę w pewnym sensie kontynuowania pracy i działań, które on podejmował w zakresie bezpieczeństwa narodowego.

Po pierwsze, stwierdziliśmy, że nie ma tego typu instytucji, która bezpośrednio zajmowałaby się szeroko rozumianym bezpieczeństwem narodowym.

Po drugie, chcieliśmy uhonorować i upamiętnić osobę jej patrona śp. Aleksandra Szczygły - mówi Jacek Kotas, wiceminister obrony narodowej w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.

- Do powołania fundacji skłoniły nas dodatkowo pojawiające się po katastrofie smoleńskiej insynuacje Radosława Sikorskiego i Bogdana Klicha dotyczące rzekomych zaniechań ministra Szczygły, kiedy pełnił on funkcję ministra obrony narodowej, chodzi m.in. o brak zakupu samolotów dla VIP-ów. Uznaliśmy, że tego typu kłamliwe informacje nie mogą pozostać bez odpowiedzi - dodaje Kotas. Pomysłodawcy fundacji chcą zaangażować w jej bieżącą działalność ekspertów z zakresu szeroko pojętego bezpieczeństwa oraz osoby doświadczone w wykonywaniu zadań publicznych m.in. w Kancelarii Prezydenta, Biurze Bezpieczeństwa Narodowego czy Ministerstwie Obrony Narodowej i innych urzędach administracji państwowej. Z fundacją współpracują już byli wiceministrowie obrony czy osoby pełniące funkcje kierownicze w instytucjach kierowanych przez Szczygłę. Zależy im, aby ich fundacja zyskała z czasem status fundacji opiniotwórczej, dlatego w styczniu planują otwarcie portalu internetowego poświęconego bezpieczeństwu.

- Chcielibyśmy się skupić na redagowaniu i wydawaniu portalu internetowego, w którym byłyby analizowane bieżące sprawy z zakresu bezpieczeństwa, ale także organizować sympozja, seminaria, konferencje dotyczące najbardziej aktualnych tematów w tym zakresie. Rzadko się na przykład mówi o tym, że bezpieczeństwem narodowym może być również system wartości, system idei, tego, co dla Narodu jest ważne - mówi Kotas.

Uruchomienie portalu internetowego jest planowane na styczeń 2012 roku.

- Nie tworzymy fundacji po to, żeby tylko krytykować, przede wszystkim chcemy pokazywać problemy i o nich rozmawiać. Być może wspólnie będziemy potrafili znaleźć ich rozwiązanie. Liczymy na współpracę z Ministerstwem Obrony Narodowej, z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego i ze wszystkimi instytucjami, które w swoim zakresie działalności mają na uwadze interes bezpieczeństwa państwa.

Każdego, kto byłby zainteresowany współpracą z nami, proszę o kontakt na mój e-mail: jacek@kotas.pl - mówi były wiceminister obrony.

Mimo że fundacja została zawiązana w kwietniu, do tej pory ma problemy z zalegalizowaniem. - Borykamy się z rejestracją fundacji. Te kłopoty spowodowane są uwagami sądu dotyczącymi treści statutu, w części są one zrozumiałe, w części nie - podkreśla Kotas. Pomimo tych kłopotów fundacja współpracowała już m.in. z Wojskowym Klubem Biegacza "Meta" z Lublińca przy organizacji "Biegu Katorżnika" i biegu "Galernik Team" im. Aleksandra Szczygły.

Współorganizowała też panel dyskusyjny "Wojskowe misje UE i NATO narzędziem polityki i interesu. Wyzwania i zagrożenia" podczas XXI Forum Ekonomicznego w Krynicy oraz Dzień Jednostki Wojskowej Komandosów w Akademii Obrony Narodowej.

- Powołanie instytucji, zwłaszcza pozarządowej, która ma na celu badanie kwestii bezpieczeństwa narodowego, jest cenną inicjatywą, co do tego nie ma wątpliwości. To musi być jednak profesjonalnie pracujący ośrodek, z zapleczem materialnym, trudno bowiem tego typu badania prowadzić na zasadzie chałupniczej - ocenia prof. Romuald Szeremietiew, były minister obrony.

Rozwiązaniem kwadratury koła określa jednak w miarę owocną współpracę takiej fundacji z Ministerstwem Obrony Narodowej i instytucjami rządowymi. Jak mówi, istnieje przepaść między tym, co prezentują niezależne ośrodki na temat bezpieczeństwa narodowego, a tym, co oficjalnie przedstawiają ośrodki rządowe.

 - Mam własne doświadczenie, jeżeli idzie o współpracę, wprawdzie nie tworzyłem żadnej fundacji, ale zajmuję się tematem bezpieczeństwa narodowego i mogę powiedzieć, że jestem ignorowany przez ośrodki rządowe, nawet na poziomie uczelni wojskowych jak Akademia Obrony Narodowej czy Wojskowa Akademia Techniczna. Władze boją się mnie zapraszać z tego powodu, że jestem znany jako osoba, która krytykuje to, co robi Ministerstwo Obrony Narodowej czy minister obrony - mówi prof. Szeremietiew.

Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka