Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo
524
BLOG

Parulski - strażnik smoleńskiej pieczęci

Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo Polityka Obserwuj notkę 0

Piotr Bączek publicysta

Generał Krzysztof Parulski jest prawnikiem od ponad 30 lat. Kim jest prokurator, który nie dość, że skrytykował prokuratora generalnego, to jeszcze zyskał ciche wsparcie Bronisława Komorowskiego?
Parulski studiował na wydziale prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 1981 r. ukończył również Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych - Szkoły Oficerów Podchorążych Rezerwy w Łodzi im. Ludwika Waryńskiego (kurs w tej szkole ukończył także Janusz Kaczmarek, były szef MSWiA). Szkoła ta kształciła politruków, najbardziej zaufaną kadrę oficerską, która indoktrynowała żołnierzy.
W 2007 r. Parulski wydał oświadczenie w tej sprawie. Twierdził, że 1980 r. zapisał się do "Solidarności", w tym roku skończył studia i rozpoczął aplikację sądową, którą przerwało powołanie do wojska: "Nie byłem działaczem politycznym ani partyjnym ani wówczas, ani w późniejszym okresie".
Jednak w wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej" z 2002 r. odmiennie wspominał tę decyzję, według tej wersji, sam zdecydował się na wybór prokuratury: "Dostałem się na dwie aplikacje - sędziowską i prokuratorską. Wybrałem tę pierwszą i trafiłem do ówczesnego Sądu Wojewódzkiego. Stwierdziłem po trzech latach, że zawód sędziego nie do końca mi odpowiada. Ojciec był oficerem, stąd chyba miłość do munduru".

Prokurator od lotnictwa
Faktem jest, że na samym początku stanu wojennego, w 1982 r., Parulski rozpoczął służbę wojskową w Prokuraturze Wojsk Lotniczych w Poznaniu. Rok później zdał egzamin prokuratorski, a w 1985 r. otrzymał nominację prokuratorską.
W prokuraturze wojsk lotniczych służył aż do 1996 roku. Przez tak długi okres badał także wykroczenia, przestępstwa, błędy, wypadki w lotnictwie (np. zajmował się kolizją w 1991 r. MIG-ów 21 w Tarnowskich Górach oraz katastrofą "Iskry" podczas Święta Niepodległości w 1998 r.). Dlatego musiał nabyć doświadczenia, rutyny i fachowej wiedzy z tej dziedziny. Co więcej, powinien również dokładnie znać polsko-rosyjskie porozumienie z 1993 r. o lotach samolotów wojskowych i badaniu katastrof lotniczych. Tymczasem podczas badania katastrofy smoleńskiej polscy prokuratorzy pod jego kierunkiem nie zabezpieczyli np. miejsca, oddali Rosjanom kluczowe dowody.
Po likwidacji prokuratury wojsk lotniczych Parulski był zastępcą wojskowego prokuratora garnizonowego w Poznaniu. W latach 2003-2005 zajmował stanowisko wojskowego prokuratora garnizonowego w Warszawie, potem wrócił do Poznania.
W 2002 r. został prezesem Stowarzyszenia Prokuratorów RP, pełnił również funkcję redaktora naczelnego kwartalnika "Prokurator". Uczestniczył w pracach nad kodeksem etycznym Stowarzyszenia. Starał się nie antagonizować z prawicą. Jeszcze przed wyborami w 2005 r. wskazywał, że postulaty PiS w wymiarze sprawiedliwości są "bardzo zbliżone do naszego programu. Z jednym niestety wyjątkiem - utrzymania funkcji ministra-prokuratora generalnego. Ten model w warunkach polskich zupełnie się skompromitował".

Zła kondycja prokuratury? Parulski: Nie!
Sytuacja zmieniła się po przejęciu władzy przez PiS. Parulski negatywnie odnosił się do rządowych propozycji: "Kołem zamachowym ostatnich zmian jest teza, że prokuratura jest w bardzo złej kondycji. Ja się z tym nie zgadzam".
Krytykował wypuszczenie z aresztu mężczyzn podejrzanych o lincz we Włodowie. Twierdził, że był to przykład sterowania przez świat polityki działaniami prokuratury, dlatego domagał się rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
Krytycznie odnosił się do nowych nominacji w prokuraturach: "Prawdopodobnie nominacje tych ludzi okazały się nietrafione i środowisko dało teraz temu swój wyraz".
Kiedy koalicja rządowa przyjęła nowelizację ustawy o prokuraturze pozwalającą delegować cywili do prokuratury wojskowej, Parulski pytał: "Jakie społeczne racje za tym stoją, skoro istniejące już przepisy na to pozwalają?". Nie wystarczały mu argumenty, że doprowadzi to do uelastycznienia skostniałej struktury. Parulski odpowiadał: "Prokuratorzy wojskowi zostaną zepchnięci do roli pariasów. Cel nowelizacji jest niejasny i pozorowany. Mogę się domyślać, że chodzi o stanowiska dla ludzi z politycznego nadania, bo zmian kadrowych poza odejściami w prokuraturze wojskowej dotąd nie było".
Postawa Parulskiego była de facto protestem przeciwko przeprowadzeniu gruntownych zmian w prokuraturze.

Wybiórcza krytyka "partyjnych programów"
Jednak prawdziwą wojnę z kierownictwem Ministerstwa Sprawiedliwości wywołał apel Stowarzyszenia Prokuratorów z 23 czerwca 2007 roku.
Organizacja Parulskiego jednoznacznie oceniła sytuację w kraju: "Jesteśmy prokuratorami Rzeczypospolitej Polskiej, a nie partii, rządów czy ministrów. Dla kariery nie ulegajmy politycznym naciskom. Nic nie może zdjąć z prokuratorów obowiązku pracy rzetelnej, obiektywnej, opierającej się wyłącznie na przepisach ustawowych, bezstronnej i wolnej od spełniania politycznych czy partyjnych oczekiwań. Takiej też prokuratury oczekuje społeczeństwo. Stąd krytyczne oceny wszelkich działań lub zaniechań, które sytuują prokuraturę w roli wykonawcy partyjnych programów i politycznych decyzji".
W rozmowie z "GW" Parulski twierdził, że apel nie miał związku z polityką, ale jednocześnie negatywnie oceniał podjęte zmiany: "Wszyscy obserwujemy życie publiczne i widzimy m.in. wybiórczo prowadzone postępowania, zmiany ustawy o prokuraturze, zmiany na stanowiskach prokuratorów wojewódzkich czy apelacyjnych".
W dodatku organizacja Parulskiego wskazywała, że rządowe zmiany prawa o prokuraturze "prowadzą do patologii i nadużyć tej instytucji. Godzą wręcz w niezależność prokuratorską". Jednak minister Zbigniew Ziobro sugerował, że "uchwała do prokuratorów była zemstą Parulskiego za to, że miał stracić stanowisko".
Po publikacji apelu prokuratura wojskowa wszczęła wobec Parulskiego postępowanie dyscyplinarne, czy sygnatariusze dokumentu nie przekroczyli swoich uprawnień. Jednak on sam złożył wypowiedzenie z pracy. Tłumaczył: "Bo chodzi o honor".
Potem jeszcze bardziej zintensyfikował apele o rozdzielenie stanowiska prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, przedstawiał propozycje bardzo zbliżone do obecnych przepisów.

Pochwały dla SLD
Po wyborach w 2007 r. już bez żadnych zahamowań Parulski mówił "o naruszaniu standardów niezależności prokuratorów w ostatnich dwu latach". Określił mianem hańby zmiany w tych instytucjach: "Mamy w prokuraturze krajobraz po burzy. Zburzone zostały więzi między prokuratorami, szacunek dla przełożonego. Zaczęło się od totalnej wymiany kadry (...). Ta gremialna wymiana kadry kierowniczej, i to w haniebnym stylu, gdy ludzie o odwołaniu dowiadywali się z faksu lub z gazet, naruszała godność ludzi".
Już wtedy padały słowa o konieczności powołania komisji śledczej w tej sprawie.
Jako pozytywne przykłady Parulski podawał czasy SLD, w których nie było nacisków: "Od 2003 r. mieliśmy ten luksus, że prokuratorami generalnymi były osoby ze środowiska prawniczego, np. sędzia Barbara Piwnik, która nie ingerowała w postępowania. (...) Był Grzegorz Kurczuk (SLD). (...) To były epizody. Nie było całej machiny nacisków. Był Andrzej Kalwas, który w ogóle nie ingerował w śledztwa. To lata rozkwitu prokuratury".
Za epizody uznał aferę Rywina czy zatrzymanie prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego. Nie odniósł się do innych afer, np. paliwowej, w którą mieli być zamieszani niektórzy prokuratorzy.

Oskarżenia o mobbing
W listopadzie 2007 r. Parulski został powołany przez nowego ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego w skład zespołu ekspertów, który miał opracować koncepcję rozdzielenia funkcji ministra i prokuratora generalnego. Projekt zmian zakładał również wprowadzenie kadencyjności prokuratorów funkcyjnych. Parulski nie ukrywał, że będzie dążył do zmian personalnych. Mówił: "Zakładamy pełną wymianę kadry".
Parulski wycofał też swoje wypowiedzenie z prokuratury wojskowej, a w lutym 2008 r. premier Tusk powołał go na stanowisko naczelnego prokuratora wojskowego. Wkrótce w jego instytucji zaczęły się zmiany kadrowe. Początkowo dotknęły prokuratorów zajmujących się sprawą Nangar Khel, a potem również tych, którzy trafili do prokuratury wojskowej za czasów ministra Ziobry. W 2009 r. "Rzeczpospolita" informowała, że dwóch prokuratorów, Grzegorz Ocieczek i Tadeusz Tuszyński, odchodzi z pracy. Natomiast trzeci, Jarosław Hołda, złożył zawiadomienie w sprawie mobbingu ze strony przełożonych do ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Czumy.
Śledczy bezpośrednią odpowiedzialnością za mobbing obciążali właśnie szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztofa Parulskiego. Twierdzili, że działał tak, by sami rezygnowali z pracy. Jeden z zarzutów dotyczył celowego nieprzydzielania żadnej pracy. Cywilni prokuratorzy ponad rok czekali na przydział służbowych komputerów. Delegowano ich też do prokuratur niższego szczebla i cofnięto im zgody na zamieszkiwanie poza siedzibą miejsca pracy oraz zgodę na przejazdy do miejsca zamieszkania I klasą, choć inni prokuratorzy posiadali ten przywilej. Parulski nie komentował treści zawiadomienia, jedynie potwierdził, że wpłynęło. Tymczasem po złożeniu przez Hołdę zawiadomienia wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Dwa lata później podobnym szykanom został poddany prokurator Marek Pasionek, który ostał się w prokuraturze wojskowej i nadzorował śledztwo smoleńskie.
Według doniesień medialnych, Parulski miał mieć także problem z zaakceptowaniem sytuacji, w której jego podwładny - zastępca szefa NPW gen. Zbigniew Woźniak - miał wyższy stopień wojskowy niż on. Lech Kaczyński odmówił nominacji generalskiej dla Parulskiego, dopiero Bronisław Komorowski podpisał wniosek w sprawie jego awansu.

Smoleńska "jawność"
Po katastrofie smoleńskiej Parulski miał wielką szansę rozpocząć nowy etap działalności, intensywnym śledztwem mógł zmyć z siebie odium komunistycznego prokuratora posłusznego woli partii oraz przeciwnika zmian w prokuraturze.
Już dwie godziny po katastrofie prokurator generalny Andrzej Seremet na wniosek ministra sprawiedliwości powołał zespół prokuratorów do wyjaśnienia tej tragedii. Jej szefem został właśnie Parulski, który bezpośrednio kierował grupą polskich prokuratorów w Smoleńsku.
W nocy z 10 na 11 kwietnia Parulski uczestniczył w naradzie prokuratorów rosyjskich. Przedstawiciele polskiej prokuratury zgodzili się ze stroną rosyjską, że nie trzeba domagać się zbadania innych wersji niż błędy pilotów i obsługi naziemnej, pogoda i stan techniczny samolotu. Polscy prokuratorzy przyjęli stwierdzenie Rosjan bez odpowiedzi.
Tej samej nocy Parulski brał udział w oględzinach zwłok śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po jakimś czasie lekceważąco odpowiadał na głosy słusznego oburzenia dotyczące niegodnego potraktowania ciała śp. Lecha Kaczyńskiego: "Gdy przybyłem na miejsce, ciało prezydenta było na noszach, przykryte białym płótnem. Leżało w rzędzie innych zwłok wydobytych z miejsca zdarzenia. (...) Nie można powiedzieć o jakichś zaniżonych standardach". Tymczasem okazało się, że w czasie procedury badania zwłok śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w której uczestniczył Parulski, na stole sekcyjnym znajdowały się szczątki ciała innej osoby z fragmentem munduru generalskiego.
Już na początku śledztwa doszło do wyraźnych różnic w przekazie Parulskiego i Seremeta. Seremet zapowiadał ujawnienie treści rozmów z kabiny pilotów. Mówił, że chce, by prokuratura „zachowała maksymalną jawność” śledztwa, aby ujawniona została cała „prawda o przyczynach i przebiegu tej katastrofy”. Natomiast Parulski dawał do zrozumienia, że tylko on jest uprawniony do informowania. Według niego, śledztwo najpierw muszą skończyć Rosjanie, a polscy prokuratorzy z analizą wszystkich istotnych dowodów – zwłaszcza czarnych skrzynek, szczątków samolotu – muszą czekać na formalne przekazanie ich przez Rosjan. Parulski dodawał: „O ujawnieniu najchętniej bym mówił po zakończeniu śledztwa”.

Klucz do 17 sekund
Parulski wielokrotnie udawał się do Moskwy. Pod koniec maja 2010 r. uczestniczył w podpisaniu w Moskwie przez ministra Jerzego Millera polsko-rosyjskiego memorandum o przekazaniu Polsce zapisów czarnych skrzynek. Na podstawie tego dokumentu polskie czarne skrzynki zostały przekazane Rosjanom na nieograniczony czas.
To również Parulski posiadał klucz do sejfu w MAK, gdzie przechowywane są oryginalne taśmy trzech rejestratorów pokładowych tupolewa. Był upoważniony do otwierania i zamykania sejfu, potem znowu go pieczętował. Stemplował swoją pieczęcią sejf, w czasie pobytów w Moskwie sprawdzał pieczęć – dlatego nazywany był „strażnikiem pieczęci”. Parulski nie stwierdzał naruszenia pieczęci. Jednak zadziwiające jest, dlaczego kilka razy musiał ponownie zgrywać zapisy czarnych skrzynek. W tym celu po raz kolejny poleciał z ministrem Millerem do Moskwy w czerwcu 2010 roku. Okazało się, że na kopiach brakowało 17 sekund nagrania. Oficjalnie tłumaczono, że miał nastąpić tzw. rewers, przez moment taśma zaczęła biec w nieco innym tempie i nie było wiadomo, czy nagranie jest dokładne. Potem, w sierpniu, ponownie badał w MAK czarne skrzynki. Mówił, że musi je znowu sprawdzić z „przyczyn technicznych”.

Rozgrywka z prokuratorem Pasionkiem
W maju 2010 r. prokurator generalny Andrzej Seremet wpłynął na to, żeby śledztwo smoleńskie nadzorował Marek Pasionek, jedyny cywilny prokurator w wojskowej prokuraturze okręgowej. Wcześniej był bliskim współpracownikiem ministra Zbigniewa Wassermanna. Prokurator Pasionek prowadził czynności w Moskwie i w Smoleńsku. Badał miejsce katastrofy, dokonywał oględzin szczątków. Za te czynności był sekowany, w czasie wyjazdu do Moskwy zwlekano z oficjalnym potwierdzeniem z Polski, że jest on przedstawicielem prokuratury. Podobno prokurator Pasionek chciał, by w śledztwie smoleńskim prokuratura postawiła zarzuty ministrowi obrony narodowej i szefowi kancelarii premiera.
Jednak doprowadzono do wykluczenia prokuratora Pasionka. W czerwcu 2011 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa poinformowała, że prokurator Pasionek został odsunięty od śledztwa smoleńskiego. Powodem miały być jego kontakty z oficerami FBI i CIA w sprawie pomocy w śledztwie smoleńskim i rzekome ujawnienie części materiałów. Podobno prokurator Pasionek próbował przekonać USA do przekazania m.in. zdjęć satelitarnych z miejsca katastrofy. Sprawą zajmował się właśnie Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, w której służył płk Mikołaj Przybył. Wobec Pasionka wszczęto również postępowanie dyscyplinarne w NPW. W październiku 2011 r. rzecznik dyscyplinarny postawił mu formalne zarzuty, tymczasem warszawska prokuratura cywilna umorzyła śledztwo i obaliła wszystkie zarzuty wojskowej prokuratury.

Klimat do współpracy?
Prokurator Parulski był krytykowany przez rodziny ofiar katastrofy za to, że wprowadzał je w błąd. Negatywnie oceniano, że do sprawy oddelegowano za mało prokuratorów. Pomimo nieprzekazywania przez Rosjan kluczowych dowodów Parulski twierdził po kolejnych rozmowach, że między polską a rosyjską prokuraturą „klimat do współpracy został odbudowany”.
Tymczasem szef zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz uznał, że gen. Parulski nie dopełnił obowiązków oraz działał na szkodę śledztwa poprzez to, że m.in. skierował do prowadzenia postępowań smoleńskich niewystarczające siły i środki i nie zabezpieczył miejsca tragedii. Parulski nie doprowadził też do sporządzenia dokumentacji fotograficznej i topograficznej terenu – wskazywał szef zespołu – nie zabezpieczył czarnych skrzynek, przyrządów nawigacyjnych oraz nagrań ze stanowiska kontroli lotów i nawigacyjnych urządzeń naziemnych, nie przeprowadził ekshumacji i sekcji zwłok ofiar. Dlatego poseł Macierewicz nie wykluczył skierowania w tej sprawie wniosku do prokuratury.
Mecenas Piotr Pszczółkowski mówił wprost w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”, że nie ma oznak zaangażowania Parulskiego w śledztwo, z wyjątkiem tego, że uczestniczył w kwietniu 2010 r. w czynnościach w Smoleńsku: „Analizując akta sprawy, nie widziałem w nich ani jednej decyzji uwieńczonej podpisem pana generała Parulskiego, jak również nigdy jako strona nie miałem okazji porozmawiać z panem generałem Parulskim na temat merytoryczny. Mogę za to powiedzieć, że prokuratorzy referenci wykonują ciężką pracę na rzecz śledztwa, podobnie jak to czynił prokurator Pasionek – człowiek bardzo pracowity i zaangażowany”. Podobną refleksję wyraził mec. Bartosz Kownacki: „Pracowałem przez pewien czas w instytucjach związanych z wojskiem, więc orientuję się, jak wygląda tam hierarchia i system wartości. Pokrótce wygląda on tak, że o 15.30 wszyscy kończą pracę – bez względu na to, co się dzieje. Czyli nieważne, że się wali czy pali. I podczas tego spotkania dokładnie o godz. 15.30 prokurator Krzysztof Parulski złożył propozycję, by resztę pytań złożyć na piśmie i na tym zakończyć spotkanie, bo wszyscy są już zmęczeni. Na szczęście nie dopuściliśmy do tego i była możliwość zadania wielu merytorycznych pytań”.
Zagadką jest, dlaczego generał Krzysztof Parulski, bardzo doświadczony prokurator, który przez 14 lat pracował w prokuraturze wojsk lotniczych, w tak karygodny sposób prowadził śledztwo smoleńskie.

Autor był członkiem komisji weryfikacyjnej WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

 

Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka