Mam nadzieję, że większość z nas orientuje się doskonale w toczącej się walce o odsunięcie na bocznicę naszego życia TV Trwam. Jest wiele protestów przeciwko KRRiT, i przeciwko jej przewodniczącemu p. Dvorakowi. Ja chciałbym nieco szerzej spojrzeć na ten problem i przedstawić kilka myśli pod rozwagę.
Aby dowiedzieć się, co KRRiT może i co powinna robić, wszedłem na internet, znalazłem website www.krrit.gov.pl, gdzie napisane jest, że
„Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności nadawców i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji”.
Ponadto na internecie można jeszcze dowiedzieć się, że, cytuję:
„W skład Rady wchodzi 5 członków. Są oni wybierani przez: Sejm – 2 członków, Senat – 1, Prezydenta RP – 2. Kadencja członków KRRiT wynosi 6 lat”.
Na szczególną uwagę i podkreślenie zasługują przede wszystkim te słowa, które jeszcze raz powtórzę:
„Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności nadawców i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji”.
Piękne słowa, i piękne i odpowiedzialne zadania. Weźmy pod uwagę tylko jedno z nich – ‘stoi na straży ... interesów odbiorców’ i popatrzmy na ten organ poprzez pryzmat wyników ostatnich wyborów parlamentarnych.
Domyślam się, że ‘odbiorcami’ jest naród cały. Ale czy dla Krajowej Rady też odbiorcami jest cały naród, tego już pewien nie jestem.
Mam też nadzieję, że interesy odbiorców określają sami odbiorcy a nie Krajowa Rada, ale tu też mogę się mylić, bo Krajowa Rada pewnie wie lepiej od nas, jakie są interesy odbiorców, bo przecież stoi na ich straży.
Jeszcze jedna, ale moim zdaniem, bardzo istotna uwaga. Jeśli mówimy o wynikach wyborów, to musimy brać pod uwagę, za podstawę, liczbę obywateli uprawnionych do głosowania, a nie liczbę obywateli biorących udział w wyborach. To jest jedna z wielu manipulacji, jakimi się nas karmi. A przecież ci, którzy nie wzięli udziału w wyborach, to też są obywatele państwa polskiego.
Otóż, biorąc za podstawę liczbę obywateli uprawnionych do głosowania widzimy, że w ostatnich wyborach parlamentarnych nie wzięło udziału 51.08 % obywateli. A więc jest to najliczniejsza ‘partia’ w kraju. Za nią idzie partia PO – 19.16 % poparcia, potem PiS – 14.62 % poparcia, i potem trzy partie z poparciem 4-5 %.
Jeśli tylko dodamy 51.08 % i 14.62 %, to otrzymamy 65.7 %. Tyle procent narodu polskiego, czyli prawie 2/3 obywateli, nie ma żadnego swojego przedstawiciela w KRRiT.
Stawiam pytanie:
Czy w demokratycznym, prawdziwie demokratycznym państwie, właśnie nie te wyniki, oparte na ogólnej liczbie obywateli uprawnionych do głosowania, powinny być brane pod uwagę np. przy rozdziale/obsadzaniu różnych stanowisk w organach, które tak, jak KRRiT, są przecież organami państwowymi a nie partyjnymi?
Odbiorcami radia i telewizji są wszyscy obywatele polscy. A więc w KRRiT też powinni zasiadać reprezentanci wszystkich odbiorców, czyli wszystkich obywateli. Przecież radio i telewizja nie jest tylko dla popleczników tej czy innej partii. To są dobra wspólne dla każdego obywatela i dla tego, który nie brał udziału w wyborach też.
Wszystkie te wyżej wyliczone procenty, to są ludzie, to są Polacy, obywatele państwa polskiego. 51.08 % z nich postanowiło nie oddawać swoich głosów na żadnego z proponowanych przez partie polityczne kandydatów. Ale nadal żyją i chcą żyć w tym kraju. Czy wolno ich zupełnie zignorować? Bynajmniej!
W takim razie, czy np. przy ustalaniu składu KRRiT nie powinno się ustalać jej składu proporcjonalnie wg tych wielkości? Przecież media służyć powinny wszystkim obywatelom, a nie tylko poplecznikom PO i lewicy, i nie tylko tym, którzy brali ‘aktywny’ udział w wyborach, ale po prostu wszystkim Polakom. Dlaczego więc ponad 2/3 Polaków nie ma w KRRiT żadnego swojego przedstawiciela? Dlaczego ponad 2/3 Polaków nie ma żadnego wpływu na to, co się pokazuje w mediach publicznych w Polsce?
Podobne rozumowanie możemy przeprowadzić w wielu innych przypadkach. Np. w przypadku ustalania składu Kolegium IPN. Instytut Pamięci Narodowej ma służyć narodowi, państwu polskiemu, a nie tej, czy innej partii politycznej.
Jeśli ktoś nie popiera, nie chce mieć nic wspólnego z żadną z istniejących partii, to, co, to już przestaje być obywatelem państwa polskiego? To może ci ludzie przestaną płacić podatki? Skoro pozbywa się ich podstawowych praw, to może trzeba ich zwolnić też od wielu obowiązków?
Czy tak ma wyglądać demokracja? Czy Polska to demokratyczne państwo?
Ja uważam, że w Polsce demokracji nie ma już od wielu dziesiątek lat. Natomiast od wielu dziesiątek lat mamy w Polsce niewolę partyjną. Również wybory, o których czasem nawet nasi ludzie mówią, że są to wybory demokratyczne, też nie są wyborami demokratycznymi, bo nie wybieramy w nich naszych przedstawicieli, tylko wybieramy przedstawicieli zaproponowanych nam przez partie polityczne, przez najwyższe władze partii politycznych. Są oni, więc przedstawicielami poszczególnych partii politycznych a nie naszymi przedstawicielami.
Podobnie rzecz się ma w KRRiT.
Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka