Przypomnę raz jeszcze, jakie zadania stoją przed KRRiT, bo są one ważne i piękne.
„Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności nadawców i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji”.
Ale o wartości każdej instytucji, każdej partii politycznej, czy organizacji, nie decydują piękne statuty, konstytucje, czy programy, ale ludzie, którzy są członkami tych organizacji. I taką właśnie sytuację obserwujemy w KRRiT. Rada ta, aby spełniać powierzone jej zadania, powinna respektować prawa wszystkich obywateli, czyli wszystkich odbiorców. Ale, aby to mogła robić, w swoim składzie musi mieć ludzi uczciwych, którzy potrafią reprezentować naród cały. Tymczasem ludzie, którzy są w tej Radzie reprezentują jedynie kilka partii politycznych, i to nie wszystkie. 2/3 obywateli Polski nie ma żadnego swojego reprezentanta w tej Radzie.
W skład Rady wchodzi 5 członków. Są oni wybierani przez: Sejm – 2 członków, Senat – 1, Prezydenta RP – 2. Kadencja członków KRRiT wynosi 6 lat. Członkowie KRRiT na mocy postanowień Konstytucji RP (art. 198) odpowiadają za popełnienie deliktu konstytucyjnego (łac. delictum – czyn niedozwolony, błąd, przewinienie) przed Trybunałem Stanu.
Gdyby w Sejmie i Senacie zasiadali reprezentanci narodu, sprawy miałyby się inaczej. Ale pamiętajmy, że zarówno w Sejmie, jak i w Senacie zasiadają reprezentanci partii politycznych, a nie reprezentanci narodu. I to samo mamy w KRRiT.
Czy taka Rada, w takim składzie, jaki jest obecnie, może służyć narodowi?
Może, ale nie służy, bo musi służyć partiom politycznym.
Podobnie ma się rzecz z NIK.
Udałem się nawww.nik.gov.pl, aby dowiedzieć się prawdy o tej instytucji. Już na początku rzuca się w oczy hasło – NIK pomaga w naprawianiu państwa. Zwróćmy uwagę – nie w kontroli instytucji państwowych – , jak by się można było spodziewać, ale w - naprawianiu państwa. Ja to rozumiem po prostu tak, że pracownicy NIK obserwują życie w państwie i jeśli zauważą coś złego, jakieś nieprawidłowości, to natychmiast sami, nie czekając na żadne zaproszenie, podejmują się, zgodnie z ich hasłem, naprawiania tych błędów. A tymczasem…
Weźmy przykład KRRiT i TV Trwam. Na tym złączu mamy wielkie spięcie. Mało tego, wrze również w narodzie polskim, który głośno woła – źle się dzieje w państwie polskim, dyskryminowani są katolicy. I nie tylko katolicy. Dyskryminowani są wszyscy obywatele polscy, bo odbiera się im prawo do oglądania TV Trwam, jedynej polskiej telewizji, która pokazuje nam, co się rzeczywiście z Polską i w Polsce dzieje. Jedynej telewizji, która nie kłamie, a informuje, która nie tworzy rzeczywistości, tylko ją opisuje, prezentuje.
I co? I NIK nie dostrzega jeszcze tego, że coś złego dzieje się w państwie polskim?
Na stronie internetowej NIK na pytanie -Kto może zlecać kontrole NIK? – znajdujemy następującą odpowiedź:
„Znowelizowana Ustawa o NIK z 23 grudnia 1994 roku, stanowi, że Izba może podjąć kontrole na zlecenie Sejmu lub jego organów, na wniosek Prezydenta RP, Prezesa Rady Ministrów oraz z własnej inicjatywy”.
Komisje sejmowe nie widzą potrzeby interwencji ze strony NIK, wolą same ‘dyskutować’ o tych problemach, nawet przez całą kadencję Sejmu. Prezydent ma ważniejsze sprawy na głowie, aktualnie robi za eksperta w dziedzinie emerytur i genetycznych modyfikacji w rolnictwie. Premier zaplanował sobie walkę z Kościołem na innym froncie – Fundusz Kościelny. Więc, czemu w tym przypadku NIK nie podejmuje działań z własnej inicjatywy?
Na tej samej stronie internetowej czytamy, że „NIK podlega Sejmowi, zachowując w wielu dziedzinach autonomię. Sejm za zgodą Senatu wybiera Prezesa NIK. Sejm zleca także NIK skontrolowanie konkretnych obszarów. NIK jest natomiast całkowicie niezależna od wszelkich innych instytucji, w tym zwłaszcza od administracji rządowej”.
Więc czemu NIK nie czyni tego, co powinna, skoro jest prawie całkowicie niezależna?
Myślę, że powód jest ten sam, co w przypadku KRRiT. NIK podlega Sejmowi, a w Sejmie i Senacie zasiadają reprezentanci partii politycznych, a nie reprezentanci narodu.
I tak, ten biedny naród, do którego niby należy władza w tym kraju, nie posiada żadnej siły, żadnego instrumentu, żadnego organu, który byłby niezależny od partii politycznych, i który służyłby tylko państwu i narodowi, a nie partiom politycznym. Tzn., który by bronił interesów państwa i narodu, a nie realizował tylko zadania stawiane mu przez partie polityczne.
Z tego przykładu, mam nadzieję, że widać gołym okiem, że partie polityczne mogą sobie robić w tym kraju, co im się żywnie podoba. Mogą nawet wyniszczać państwo, jak to ma miejsce od kilku już lat i nie ma żadnej instytucji, żadnego organu państwowego, który byłby niezależny całkowicie od partii politycznych, i mógł się temu przeciwstawić.
Wniosek ogólny jest następujący:
W państwie prawa, w państwie prawdziwie demokratycznym, takie organy państwowe jak KRRiT czy NIK, i …kilka innych, muszą być niezależne od wszelkich partii politycznych, składać się z ludzi uczciwych, reprezentujących cały naród, których podstawowym i jedynym zadaniem jest dobro państwa i jego obywateli. Członkami tych organów muszą być reprezentanci narodu a nie reprezentanci partii politycznych.
W Sejmie i Senacie powinno być podobnie.
Oczywiście można tę kolejność odwrócić. Gdyby w Sejmie i Senacie zasiadali reprezentanci narodu, a nie reprezentanci partii politycznych, wówczas organy te mogłyby być wybierane i podległe Sejmowi i Senatowi. A może jeszcze lepszym rozwiązaniem tych problemów byłoby, gdyby je powoływał i gdyby były one podległe Prezydentowi Rzeczypospolitej. Tylko wtedy, musiałby to być prezydent wszystkich Polek i Polaków, a nie, jak to już bywało, tylko prezydent wszystkich Polaków.
Czyli musiałby to być prezydent wybrany przez naród, a nie przez partie polityczne.
Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka