Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo
133
BLOG

Biurokracja młodym nie pomoże -Marek Łangalis

Emanuel Czyzo Emanuel Czyzo Polityka Obserwuj notkę 0

Według Banku Światowego, polski system podatkowy (raport Doing Business 2012) dla firm został sklasyfikowany na 128. miejscu na świecie. Polski przedsiębiorca (zatrudniający 60 pracowników w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością) potrzebuje 296 godzin rocznie na wypełnienie wszystkich formularzy podatkowych za swoją firmę i swoich pracowników. To jest czas zmarnowany na biurokratyczne procedury narzucone przez państwo. Rzeczywista stopa opodatkowania dochodu wynosi ok. 43,6 proc. (uwzględniono podatki lokalne, składki na ZUS za pracowników opłacanych przez pracodawcę oraz składki ZUS właścicieli firmy). Czy w takiej rzeczywistości naprawdę należy skończyć rozmowę o upraszczaniu podatków w Polsce?

Podatki a bezrobocie
Dla przykładu, w Hongkongu (3. miejsce na świecie pod względem przyjazności systemu podatkowego dla przedsiębiorstw) liczba godzin, które poświęca przedsiębiorca na wypełnienie wszystkich formularzy podatkowych i opłacenie ich, wynosi ok. 80 rocznie, a rzeczywista stopa opodatkowania dochodu 23 procent. Zatem przedsiębiorca w Hongkongu poświęca prawie cztery razy mniej czasu na biurokrację i płaci przy tym prawie dwukrotnie mniejsze podatki. Efekt? Hongkong ma bezrobocie w okolicach 3 proc. PKB na głowę liczone siłą nabywczą ok. 50 tys. dolarów (za 2011 rok) i jeden z najwyższych wzrostów gospodarczych w państwach rozwiniętych (ok. 7 proc. w 2010 r. oraz 5 proc. w 2011). Ponieważ dopiero co wróciłem z podróży do Hongkongu, mogę potwierdzić, że ich system podatkowy oraz wspieranie przedsiębiorczości poprzez zmniejszanie obciążeń biurokratycznych jest tak proste, że rozsądnemu człowiekowi przyswojenie tej wiedzy może zająć maksymalnie kilka godzin. Dzięki temu prawdziwy przedsiębiorca zajmuje się robieniem interesów (czyli także tworzeniem nowych miejsc pracy), a nie utarczkami z udręką biurokratyczną i strachem, co też niedługo wymyślą w Warszawie, żeby "ulżyć" doli przedsiębiorców np. na Ziemiach Odzyskanych. A podatek VAT w ogóle w Hongkongu jest nieznany. Może dlatego zarejestrowanych jest tam (7 milionów mieszkańców) około miliona firm, a handel zagraniczny tego miasta-państwa (z ponadpięciokrotnie mniejszą populacją niż Polska) jest trzykrotnie większy od Polski. I jestem pewien, że młody człowiek w Polsce chcący postawić swoje pierwsze kroki w biznesie, mając do wyboru system w Hongkongu lub w Polsce, w 99 na 100 przypadków wybrałby tego azjatyckiego tygrysa.


Żonglowanie podatkami
W Polsce nie da się prowadzić normalnie firmy, gdy co chwila zmieniają się przepisy, często dosyć istotne (choćby w sprawie wysokości podatków lokalnych), młodzi ludzie mają głównie postawę roszczeniową, a przepisy w wielu kwestiach chronią głównie pracowników, choćby w najbardziej absurdalnych przypadkach. Na nic zdadzą się programy rządowe czy kolejne ustawy mające na celu zwiększenie pomocy dla przedsiębiorców. Na każdą pomoc potrzebne są pieniądze, a te rząd bierze z naszych kieszeni. Po co więc płacić za coś, co i tak będzie nieefektywne, a tylko przyniesie koszty. Jaki rządowy program w ostatnim dwudziestoleciu okazał się pomocny młodym ludziom w znalezieniu pracy? Program "pierwsza praca"? Znam wielu ludzi, którzy skorzystali z tego programu lub systemu stażów opłaconych przez powiatowe urzędy pracy. Znam tych ludzi, bo wielu z nich jest moimi rówieśnikami, razem się uczyliśmy, kończyliśmy studia. I wiem jedno - ten program to tylko strata czasu młodych ludzi. Są wpychani przez PUP-y do innych urzędów lub do przedsiębiorców szukających darmowego pracownika. Młodzi ludzie nie nauczą się w takich warunkach żadnych przydatnych na rynku umiejętności. Nie ma gorszej nauki dla młodego człowieka, jak trafić po studiach do urzędu - nawyków, których się tam nauczy, może już nigdy się nie pozbyć. Programy rządowe "pomagające" młodym ludziom zdobyć doświadczenie, tak naprawdę szkodzą zarówno samym zainteresowanym, jak i psują rynek pracy. Zamiast tego rząd mógłby zlikwidować płacę minimalną. W tej materii występuje całkowita schizofrenia państwa. Jako przedsiębiorca nie mogę zatrudnić młodego absolwenta po studiach za płacę niższą niż 1500 zł brutto. Ale to samo państwo, które mi tego zabrania, może skierować do mnie na staż absolwenta z pensją 913,70 złotych, a więc prawie 600 złotych poniżej pensji minimalnej. To, co w moim przypadku byłoby przestępstwem (wypłacanie pensji poniżej płacy minimalnej), w przypadku państwa jest jak najbardziej legalne. Gdy zapytałem kiedyś panią w PUP-ie, czy mogę dopłacić stażyście parę groszy, bo stawki, jakie wypłaca urząd, są niskie, ta z pełną powagą odpowiedziała, że jest to zabronione i żeby mi nie przyszły takie rzeczy do głowy (nie przyszło mi też do głowy zatrudnienie stażysty, gdyż uważałem za niegodne korzystanie z usługi pracownika zarabiającego 913,70 złotych). Czyli według naszego państwa młoda osoba po studiach, która myśli o założeniu rodziny, ma przez pół roku pracować za 913,70 złotych, a przedsiębiorca nie może jej zatrudnić (bo to zabronione) za np. 1400 złotych. Jaka jest logika w takim wspieraniu miejsc pracy dla młodych ludzi? Dla kogoś, kto uważa, że 1500 złotych pensji to mało, zapraszam na Ziemie Odzyskane, by przekonać się, ile ludzie zarabiają na wsi (oczywiście na czarno, bo legalnie nie mogą pracować za takie stawki).


Dajcie pracować
To, czego młodzi ludzie w Polsce potrzebują, to przyjazne im państwo, ale przyjazne poprzez logiczny zbiór przepisów, oraz niewchodzące z urzędniczą butą w każdą sferę życia gospodarczego. Traktowanie przedsiębiorców w Polsce jako potencjalnych przestępców jest nagminne. Ile dochodu musi wypracować młody człowiek, żeby otrzymać 2 tysiące złotych do ręki, a ile z tego, co mu zostanie, zapłaci podatków w produktach, które kupi (VAT + akcyza), a z tego, co mu się uda zaoszczędzić, to jeszcze dostanie podatek od oszczędności. Odsyłam do raportu przygotowanego przez Instytut Globalizacji w zeszłym roku mojego autorstwa "Cena państwa". Otóż zarabiający średnią krajową Polak zatrudniony na umowę o pracę oddaje państwu 52,5 proc. swojego dochodu. Czyli de facto więcej czasu niż połowę pracuje na mityczne państwo, któremu ciągle mało. A które teraz ma jeszcze zabrać więcej, żeby wspierać tych, którym zabiera. Tak jak mawiał złośliwie Ronald Reagan o polityce wspierania: "Jeśli coś działa, opodatkuj to. Jeśli nadal działa, reguluj. Jeśli przestanie działać, dotuj".

Przepisy kontra przedsiębiorcy
W Polsce już nie działa, więc powstają pomysły dotacji (np. miejsc pracy dla młodych ludzi). Ale przecież najpierw pracę opodatkowano maksymalnie wysokimi podatkami, a później rynek pracy został przeregulowany. Kodeks pracy oraz przepisy BHP odnośnie do pracy są pisane pod wielkie przedsiębiorstwa, niewielu małych przedsiębiorców jest w stanie wypełnić wszystkie przepisy i stają się oni potencjalnymi przestępcami. Może zamiast myśleć o tym, jak wspierać przedsiębiorców, warto sobie zadać pytanie - kim jest przedsiębiorca? To osoba kreatywna, która dostrzega sposobność osiągnięcia zysku poprzez zaspokajanie potrzeb innych. Osoba potrzebująca dotacji nie mieści się w tej definicji. Pozwólmy zatem przedsiębiorcom działać. Nie nakładajmy podatków na każdą możliwą działalność człowieka, nie regulujmy sposobu siedzenia pracowników (są takie zapiski). Uprośćmy przepisy podatkowe, znieśmy płacę minimalną (w Niemczech jej nie znają i jakoś się utarło, że poniżej 800 euro miesięcznie się nie płaci). Sukces umów cywilnych (zlecenie i o dzieło) w zatrudnianiu młodych ludzi nie wziął się z tego, że to pazerni przedsiębiorcy tak sobie wymyślili. One po prostu są bardziej logiczne na linii pracodawca - pracownik i pozwalają młodym ludziom więcej zarobić.

Pozwólmy młodym działać
A przecież o to chodzi, by na starcie w dorosłość młody człowiek mógł jak najszybciej uzbierać niezbędne kwoty do założenia rodziny. Ktoś, kto chciałby jeszcze bardziej młodego człowieka opodatkować, a jego pracodawcę obłożyć większymi regulacjami, tak naprawdę działa na szkodę młodych ludzi. I jeśli ktoś powinien z tego kraju wyemigrować, to właśnie tacy ludzie. Najlepiej do Hongkongu, by pobrać naukę, jak można zorganizować gospodarkę przyjazną przedsiębiorcom. Bez dotacji, wielkich regulacji i z prostymi i niskimi podatkami. To dlatego Hongkong zamienił się z wioski rybackiej w jedno z centrów gospodarczych i finansowych świata. W Polsce zamiast pozwolić ludziom działać, chcemy dotować miejsca pracy. To dlatego Gdynia jest ciągle peryferyjnym portem na mapie światowej wymiany handlowej.

Autor jest przedsiębiorcą branży stalowej, ekspertem gospodarczym Instytutu Globalizacji.

Dla mnie człowiek, to c+u+d, czyli ciało + umysł + dusza. I o tych sprawach myślę i piszę od czasu do czasu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka