Początek drogi.
Zawsze byłem niespokojnym duchem. Niełatwo było mnie poskromić. Miałem przy tym dwie pasje: podrόże i politykę. W przyszłości doprowadzić mnie to miało do ciągłych konfliktόw ze strόżami "socjalistycznego porządku". Dość wcześnie zacząłem się kształtować politycznie. I chociaż nie wiem jak i kiedy dokładnie to się dokonało - nie był to zapewne proces krόtki - to pamiętam, że gdy miałem osiem lat, w domu mojej babki dyskretnie słuchano Głosu Ameryki. Pόźniej zaś, już jako kilkunastoletni chłopiec, Wolnej Europy mogłem słuchać godzinami. Duże znaczenie w tym kształtowaniu musiało mieć odkrycie jakiego dokonałem pewnego dnia w starym kufrze mojej babki. Poza wieloma starymi, rodzinnymi dokumentami znalazłem w nim przedwojenne gazety i oprawione roczniki tygodnika Młody Zawodowiec z końca lat trzydziestych, w ktόrym dużo miejsca poświęcono historii - jakże innej od tej, ktόrej uczono w szkole. To lektura tego tygodnika pokazała mi prawdziwy - tak bardzo rόżny od obowiązującego w peerelu - obraz II Rzeczypospolitej: państwa niepodległego i jego osiągnięć. Znalazłem tam także broszury polityczne. W jednej z nich pułkownik Adam Koc, szef Obozu Zjednoczenia Narodowego pisał: Komunizm wzałożeniach swych, celch i metodach, jest tak obcy duchowi polskiemu, że w Polsce nie ma dla niego miejsca. Polska komunistyczna przestałaby być Polską. Inna zaś, z 1938 r., zaczynała się - pamiętam to do dziś - słowami: Polska musi się stać wielkim mocarstwem. W warunkach, w jakich żyjemy, możemy być albo potęgą, albo zostaniemy niczym. Już w rok po napisaniu tych słόw Polskę ponownie wymazano z mapy Europy. Mnie jednak wtedy, po ich przeczytaniu mocno wryły się one w pamięć. Nie chciałem abyśmy "byli niczym". W kręgu tej ideologii pozostawać miałem przez następnych parę lat. To wtedy właśnie, mając 15 lat, rysowałem mapy Polski od morza do morza. Ba!, przyłączyłem nawet do Rzeczypospolitej Krym i Odessę, zmieniając przy okazji jej nazwę na Czarnopol(!). Ale jeszcze jesienią roku 1972, mając już dwadzieścia lat, napisałem taki oto wiersz, bez tytułu:
Polsko, moja Polsko,
Polsko ukochana,
Gdzie jest Twoja wolność!?,
- dzisiaj zakłamana!!!,
Gdzie Twoja potęga?,
gdzie Twoje rubieże?,
Dzisiaj ich już obca, wroga
przemoc strzeże...
Kiedyś tam wrόcimy!
I za Dniepr daleki,
Rzeczpospolitą rozciągniem
na wieki...
I będzie potęgą Polska ukochana,
od Morza Czarnego po Bałtyk rozlana!
Od samego początku byłem więc elementem antysocjalistycznym. I takim zastał mnie rok 68. To tego roku - i to już był mόj świadomy wybόr - powiesiłem w moim pokoju portret Marszałka Piłsudskiego, a pewnego wieczoru, na swieżo odnowionym murze Domu Kultury w moim mieście namalowałem napis: Nie zapomnimy Katynia!. Nie, nie dlatego, że mur byl świeżo pomalowany, ale dlatego, że było to wieczorem w miare bezpieczne miejsce. 1968. Nie był to dobry rok dla komunistόw. A dla mnie, szesnastoletniego wόwczas chłopca, był dużym przeżyciem. Po wypadkach marcowych, kiedy to w wielu polskich miastach milicja starła się brutalnie ze studentami protestującymi przeciw zdjęciu z afisza mickiewiczowskich Dziadόw, nadciągał nieuchronnie kryzys czechosłowacki, gdzie od stycznia Aleksander Dubczek, ciągle jeszcze prόbował realizować swoją wizję socjalizmu o ludzkiej twarzy. Za wiarę w reformowalność komunistycznego systemu, już wkrόtce zapłacić miał wysoką cenę… Odkąd sięgam pamięcią wstecz, okres letni związany był dla mnie z morzem. Tak było i tym razem - sierpień spędzałem w Gdyni. Miasto pełne było turystόw, szukających romantyzmu podrόży morskich na trasie Gdynia - Hel. Wielki ruch panował na Skwerze Kościuszki, skąd odpływają statki białej floty. Była też dodatkowa atrakcja; turyści z podziwem spoglądali na piękną, białą fregatę. To Dar Pomorza zacumował tu na krόtko przed wyjściem w rejs do Sztokholmu. Radosne, spokojne wakacyjne dni... Nie pamiętam już, kiedy ta beztroska, wakacyjna atmosfera prysła, a w jej miejsce pojawił się niepokόj i nerwowe wyczekiwanie. Ludzie najpierw zaczęli szeptać, a potem już głośno mόwić o wojnie. W sklepach zaczęto masowo wykupować żywność. Obraz ludzi ciągnących wόzki z mąką, kaszą i cukrem nie należał w tych dniach do rzadkości. Oficerom Marynarki Wojennej zabroniono opuszczać bazy: flotę postawiono w stan gotowości bojowej. Na ulicach Gdyni pojawiły się liczne patrole wojskowe, uzbrojone w broń maszynową. Ich widok pogłębiał jeszcze uczucie obawy. Właśnie wtedy rozpoczęła się inwazja na Czechosłowację: agresją dławiono "Praską Wiosnę". Postanowiliśmy z Mamą opuścić Wybrzeże i wrόcić do domu. Śląsk przywitał nas ponurym warkotem lotniczych silnikόw. To wojskowe transportowce, ktόrych początek i koniec zdawał się nie istnieć, przesuwały się powoli na niebie, na południe - ku broniącej swej wolności Czechosłowacji. Udział Ludowego Wojska Polskiego w tej inwazji pamiętano nam nad Wełtawą dość długo: jeszcze dziesięć lat pόźniej będąc w Pradze zmuszony byłem tłumaczyć Czechom, że polski żołnierz nie wkroczył do ich kraju z własnej woli.




Komentarze
Pokaż komentarze