Krόtko po godzinie 20.00 byłem pod pomnikiem. Zebrało się tu już około 200 osόb. Zapalone świece. Wokόł pomnika i zebranych pod nim ludzi, rozstawione, gotowe do akcji, grupy zomowcόw. Zauważyłem, że ze ściany obok, będącej elementem pomnika znikł gdzieś napis: “Oddali życie, abyś ty mόgł życ godnie”. Wymowa tych słόw była w tym momencie zbyt gorzka do przełknięcia dla władz. Przecież to pod tym pomnikiem przedstawiciele tych władz obiecywali jeszcze w grudniu 1980 roku, że “już nigdy więcej”. Tymczasem ludzie ginęli dalej w obronie godnego życia. Rozległa się pieśń “Boże coś Polskę”, a następnie hymn narodowy “Jeszcze Polska nie zginęła…” Po odśpiewaniu hymnu zebrani wokόł pomnika wierni rozpoczęli zbiorową modlitwę za ojczyznę oraz za tych, ktόrzy oddali za nią swe życie…Zapadający zmierzch powoli zacierał postacie rozstawionych wokόł nas zomowcόw. Nic nie wskazywało jednak na to, aby zamierzali oni interweniować…
Pociąg z dużym piskiem kόł zaczął nagle hamować, przerywając mi rozmyślania o przeżyciach z ostatnich godzin spędzonych w Gdańsku. Dojeżdżaliśmy już do katowickiego dworca. Po chwili pociąg zatrzymał się przy peronie, wysiadłem z wagonu i wyszedłem przed dworzec. Rozpoczynał się piękny, słoneczny dzień. Zrobiłem parę krokόw przed siebie i w tym momencie usłyszałem wypowiedziane pόłgłosem moje imie: Edward! Spojrzałem na człowieka, ktόry je wypowiedział i rozpoznałem go natychmiast. Chociaż zapuscił wąsy i brodę, założył ciemne okulary, bo…ukrywał się. To Mieczysław B.,postać tajemnicza, od dłuższego czasu poszukiwany podobno przez SB, przed 13 grudnia bardzo aktywny działacz, znany ze swych radykalnych poglądόw, członek władz olkuskiej “Solidarności”. Mόwił do mnie cicho, rzucając przy tym nerwowe spojrzenia to w lewo, to w prawo. Bardzo się spieszył na ważne spotkanie z jakimś wybitnym działaczem solidarnościowego podziemia. To nie przeszkadzało mu jednak w tym, aby zaciągnąć mnie do dworcowej kawiarni. Tutaj padły pytania o znajomych, o związek, o Gdańsk. W pewnej chwili Mietek poprosił mnie niespodziewanie o... radę, czy ma się już ujawnić, czy może jednak nadal pozostać ma w ukryciu. Trudno jednak o miejsce gorsze dla kogoś, kto się ukrywa, oczywiście dla kogoś, kto naprawdę się ukrywa, jak dworcowa kawiarnia. Było to dla mnie, wbrew konspiracyjnej logice. Umundurowane patrole milicyjne widoczne były na dworcu gołym okiem, zaś agentόw po cywilnemu było tu zapewne więcej. Czy przypadkiem, z jednym z nich nie siedziałem teraz przy kawiarnianym stoliku?
Ponieważ więc, jego zachowanie wydawało mi się od samego początku mocno podejrzane, na pierwsze pytania nie uzyskał on żadnych konkretnych odpowiedzi, zaś co do mojej rady o jego ewentualnym ujawnieniu się, to zasugerowałem mu jedynie, że decyzje w tej sprawie musi podjąć raczej sam. Mimo, że zachowując ostrożność, nie byłem zbyt rozmowny a on się podobno spieszył, to spotkanie przeciągnęło się ponad godzinę. Nagle przypomniał sobie o “ważnym spotkaniu”. Pożegnał się ze mną szybko, nerwowo i pospieszył na to spotkanie. W tym momencie powinienem udać się na peron, bo właśnie nadjechać miał pociąg do Olkusza. Ale nie zamierzałem do niego wsiadać, tyle że Mietek wcale o tym nie wiedział. Poszedłem dyskretnie za nim, i już po krόtkiej chwili zorientowałem się, że nie spieszył się on na żadne spotkanie, lecz zajęty był wyłącznie obserwacją dworca od jego południwej strony. A więc, takie miał na ten dzień zadanie… Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że to jemu w tej chwili ktoś bacznie się przygląda. Pomimo zmęczenia całonocną jazdą pociągiem, spędziłem na obserwacji Mietka około dwόch godzin. W tym czasie nie zmienił on ani na chwilę miejsca, tkwiąc w bramie budynku znajdującego się po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko dworca. Już od jakiegoś czasu podejrzewaliśmy go wόwczas o wspόłpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Jego bardzo dziwne zachowanie na katowickim dworcu i w jego okolicy upewniło mnie tylko w przekonaniu, że tak właśnie jest. Poinformowałem o tym zdarzeniu kilka osob z naszego środowiska, w tym szefa olkuskiej “Solidarności”, Stanisława Gila. Kilka dni pόźniej, w głόwnym wydaniu dziennika telewizyjnego, usłyszałem informację o ujawnieniu się działacza podziemnej “Solidarności”, Mieczyslawa B. Niestety, pόźniej nasze podejrzenia wobec niego, potwierdziły się. Dlaczego to zrobił? Być może, że coś na niego mieli. W ten sposόb złamano wtedy wielu ludzi. Ale nie. Kiedy dowiedzieliśmy się, że był on już wcześniej pracownikiem milicji, wszystko stało się jasne: uważał, że lepsza jest rola scigającego niż bycia ściganym. Zapomniał tylko o tym, że role mogą się kiedyś odwrόcić.
Po latach, kiedy zaczęto otwierać teczki SB i ujawniać agentόw komunistycznych służb specjalnych, dostałem od znajomego wiadomość o tym, że Mieczysław B. popełnił samobόjstwo przez powieszenie. Tak więc, wzorem biblijnego Judasza sam wymierzył on sobie karę za zdradę. W ten sposόb stał się rόwnież niejako, ofiarą komunistycznego systemu.




Komentarze
Pokaż komentarze