Zbliżało się ciepłe, słoneczne, czerwcowe południe. Stałem w tłumie wiernych, niedaleko przed ołtarzem na Krakowskich Błoniach. Msza św. (beatyfikacja Ojca Rafała Kalinowskiego i Brata Alberta Chmielewskiego) powoli dobiegała końca. Do Ojca Świętego podchodzą jeszcze kolejne delegacje z darami. Po ostatnich słowach papieża rozlegają się huraganowe oklaski, tysiące rąk ze znakiem zwycięstwa unosi się w gόrę, a nad naszymi głowami załopotały sztandary i transparenty “Solidarności”. “Nie ma wolności bez Solidarności”, “Solidarność żyje”, “Solidarność walczy”, “Solidarność wita Ojca Św.”, “Ale nie można zabić ducha - Gdańsk”, “Solidarność Mazowsze”, “Solidarni Studenci”. To tylko treść tych transparentόw, ktόre znajdują się wokόł mnie, ale takich transparentόw reprezentujących wiele innych miast i regionόw Polski jest dużo, dużo więcej. Widzę też flagi ze znakami Polski walczącej oraz flagi z dużymi białymi orłami w koronie na czerwonym tle, takie same, jakie widziałem już w tym miejscu podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny. Z Błoń w kierunku Alei Krasińskiego zaczyna formować się olbrzymi pochόd zwolennikόw zdelegalizowanej “Solidarności”. Pierwszym hasłem, ktόre wznosi ten – bez wątpienia w początkowej fazie, kilkudziesięciotysięczny, lub nawet nieco większy tłum – jest: “Nie ma wolności bez Solidarności!”. Z okrzykami: “Solidarność!, Solidarność!”, “Lech Wałęsa!, Lech Wałęsa!” dochodzimy do hotelu “Cracovia”. W oknach hotelu zaciekawione twarze, wielu reporterόw; aparaty fotograficzne, kamery. Dookoła, wszędzie, jak okiem sięgnąć, jedna, wielka, zwarta masa ludzi. Dziesiątki transparentόw przed nami, dziesiątki za nami. Nagle ponad naszymi głowami pojawia się milicyjny helikopter, z ktόrego do uczestnikόw demonstracji kierowane są apele o rozejście się. Są one jednak skutecznie zagłuszane gwizdami i rytmicznymi oklaskami demonstrantόw. Aleje rozbrzmiewają tymczasem hasłem: “Polska to my!, Polska to my!”. Nikt nie może mieć wątpliwości, że to tutaj bije dziś serce wolnej Polski. Wznosimy kolejne okrzyki: “dosyć ofiar!, koniec wojny!”, “uwolnić więźniόw!”, “pozdrowienia dla podziemia!”, “każdy Polak idzie z nami!”, “Gdańsk-Warszawa, wspόlna sprawa!”, “my z Papieżem, Papież z nami!”, “Wałęsa do Papieża!”, “w jedności siła!”, “wolne uczelnie!”. Co jakiś czas dodajemy też hasła uspokajające nieco atmosferę jak: “demonstracja pokojowa!”, “bez prowokacji!”, czy wreszcie: “nie rzucamy kamieniami!”. Tłum jest zbyt duży, demonstracja zbyt długa, aby można było wznosić te same hasła lub spiewać te same pieśni jednoczesnie przez wszystkich uczestnikόw, więc jeśli przed nami śpiewają “Boże coś Polskę”, my w tym samym czasie śpiewamy hymn “Mazurek Dąbrowskiego”, a dalej za nami rozbrzmiewa już “Rota”. Podobnie jest z hasłami; przed nami: “wolność Polsce!, my: “niepodległość!”, a za nami: “zwyciężymy!, zwyciężymy!”. Z okien mijanych przez nas domόw ludzie pozdrawiają nas gorącymi oklaskami, ktoś rzuca do nas kwiaty, ktoś inny jeszcze podaje szklankę wody…
Dopiero na Placu Wolności pojawiają się pierwsi milicjanci. Na ich widok tłum skanduje: “rzućcie pały! – przebaczymy!”, “rzućcie pały! – chodźcie z nami!”, “nie bij brata!, nie bij brata!”. W chwilę pόźniej, tuż za placem nadjeżdża na sygnałach duży konwόj ZOMO. Ta demonstracja siły ma na celu zastraszyć nas; nasze szeregi nieco się przeżedzają, ale tysiące ludzi wciąż idzie dalej…Przy Nowym Kleparzu i na ulicy Prądnickiej, wznosząc nieustannie hasła “Solidarności”, idziemy już pośrόd szpalerόw wrogo spoglądających na nas zomowcόw. Przechodzimy obok szpitala Narutowicza, na Opolskiej, może trochę dalej, mijamy dwa wojskowe samochody, ktόre aby przepuścić demonstrantόw zjechały na bok. Ludzie skandują: “wojsko z nami!, wojsko z nami!”, ktoś podbiega do jednego z samochodόw i zatyka na nim flagę Watykanu. Po chwili sytuacja powtarza się, tyle że z... samochodem milicyjnym. To jednak duża rόżnica, bowiem sympatii do milicji nie odczuwa tu raczej nikt. Spora grupa demonstrantόw oblega nagle milicyjnego “Stara”, jakich używa się do transportu zomowcόw. Gdy podchodzę bliżej widzę, że siedzący za kierownicą milicjant jest już potężnie wystraszony, bo niektόrzy z demonstrantόw nastawieni są dość bojowo. Jakiż to powόd mόgł sprawić, że maruder nie opuścił tego miejsca przed nadejściem demonstrantόw? – pomyślałem, i wydało mi się to dość dziwne...W tym samym czasie ktoś trzeźwo w porę przypomina: nie dajmy się sprowokować, to marsz pokoju! Papież jest dziś z nami! To uspakaja sytuację. Ktόryś z demonstrantόw zatyka więc tylko na milicyjnym samochodzie flagę z napisem “Solidarność” i ruszamy dalej. Flaga “Solidarności” powiewa dumnie na zomowskiej ciężarόwce niczym na zdobycznej, a zomowiec ciągle mocno przestraszony nie prόbuje nawet protestować…
”Piszcie prawdę!, piszcie prawdę!”, takie okrzyki witają dziennikarzy z mijanego właśnie przez nas wozu prasy. Ludzie z wielu samochodόw entuzjastycznie pozdrawiają nas. I znowu rozlega się ten – powtarzany dziś dość często – okrzyk kilkutysięcznego tłumu: “Polska to my!, Polska to my!”. Tak, to prawda: Polska to my! Ale bez naszego Papieża jeszcze jednak długo by nas nie było…
***
Miesiąc pόźniej, 22 lipca zniesiono w Polsce stan wojenny. Nie zelżały jednak przepisy prawa karnego. Ciągle dochodziło też – chociaż już w mniejszej skali niż dotychczas - do manifestacji i starć zwolennikόw “Solidarności” z siłami ZOMO. Represje nigdy nie ustały. Szesnaście miesięcy pόźniej, w październiku 1984 roku funkcjonariusze SB uprowadzili i zamordowali popularnego kapelana “Solidarności”, ks. Jerzego Popiełuszkę. Zbrodnia ta wstrząsnęła całą Polską. Na pogrzebie ks. Jerzego Popiełuszki, ktόry zgromadził tysiące ludzi, Lech Wałęsa powiedział: “Solidarność żyje, bo Ty oddałeś za nią swoje życie.”





Komentarze
Pokaż komentarze (1)