Nagle, dokładnie w momencie kiedy zacząłem coś mόwić, Wałęsa szybkim ruchem ręki wskazał mi na żyrandol. Gest ten oznaczał: jest podsłuch! Lechu – zwrόciłem się do Wałęsy – gdybym się bał to by mnie tu nie było. Cała nasza siła leży bowiem w tym, że nie udało im się nas zastraszyć. Mam nadzieję, że to dotyczy wszystkich tu obecnych. Wałęsa, wyraźnie zaskoczony moją reakcją, milcząco przyglądał mi się z uwagą, ale i z uznaniem, kiwając przy tym głową. Wyglądało tak, jak gdyby takiej właśnie odpowiedzi oczekiwał. Nie dziwiło mnie specjalnie zachowanie Wałęsy: to tu, w Gdańsku kilka miesięcy wcześniej podczas spotkania działaczy “Solidarności”, do mieszkania, w ktόrym się odbywało niespodziewanie wtargnęła Służba Bezpieczeństwa aresztując kilka osόb. Wprawdzie rangi tych spotkań nie można było w żaden sposόb porόwnywać a ja nie należałem do tak prominentnych działaczy, jakich wόwczas zatrzymano, to tak czy owak byliśmy jednak wrogami systemu i wszystko mogło się wydarzyć. Dalej już bez żadnych przeszkόd kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Ale wszyscy biorący udział w tym spotkaniu, a było nas zaledwie kilka osόb, doskonale zdawali sobie sprawę z faktu, że są podsłuchiwani. Każdy z uczestnikόw rozmowy poddany był zatem swoistej samokontroli, co bardzo ograniczało jednak swobodę wypowiedzi, ktόre sprowadzaly się jedynie do ogόlnych ocen sytuacji panującej w kraju. Był to czas, w ktόrym eksperci Lecha Wałęsy kończyli właśnie raport “Polska – 5 lat po Sierpniu”. W dokumencie tym będzie powiedziane już w zasadzie wszystko.
To było już tego dnia moje drugie spotkanie z przewodniczącym zdelegalizowanej “Solidarności”. Pierwsze miało miejsce kilka godzin wcześniej przy pomniku Poległych Stoczniowcόw, gdy Lech Wałęsa, z okazji przypadającej właśnie 5. rocznicy rozpoczęcia strajku w Stoczni Gdańskiej, składał pod pomnikiem kwiaty.
Po spotkaniu u Lecha Wałęsy udaliśmy się wszyscy do kościola św. Brygidy na uroczyste nabożeństwo upamiętniające rocznicę rozpoczęcia strajku. Koncowym aktem uroczystości kościelnych jest odsłoniecie płaskorzezby Marszałka J. Piłsudskiego. Odsłoniecia dokonuje wnuczka Marszałka, pani Joanna Onyszkiewicz, ze swoim malenkim synkiem, juz prawnukiem Piłsudskiego na rekach, przy gorących oklaskach zebranych ludzi.
Po mszy św. jej uczestnicy formują spontaniczną manifestację “Solidarności” i udają się pod pomnik Poległych Stoczniowcόw. I kiedy tak szedłem środkiem ulicy, tu w kolebce “Solidarności”, pośrόd wielu innych, podobnych mi osόb z okrzykiem “Solidarność!”, “Solidarność!” na ustach, byłem pewny nie tylko tego, że pomimo jej delegalizacji, stanu wojennego oraz nieustannych represji SB wobec jej działaczy “Solidarność” ciągle żyje (!), ale rόwnież tego, że nadejdzie dzień, w ktόrym zwycięży. Podczas manifestacji spotkałem, poznanego wcześniej u Wałęsy, fotoreportera pracującego dla jakiejś zachodniej agencji fotograficznej, Wojtka Łaskiego, ktόry fotografował manifestację dokumentując przebieg wydarzeń. Po latach, kiedy nawiąże z nim ponowny kontakt, już w wolnej Polsce będzie on znanym fotografem i właścicielem agencji fotograficznej East News, mającej swych przedstawicieli na całym świecie.
Następnego dnia wieczorem, na plebanii kościoła św. Brygidy w Gdańsku, będącej wόwczas bastionem antykomunistycznej opzycji spotkałem się z kapelanem “Solidarności”, ks. Henrykiem Jankowskim. Po miłej i serdecznej rozmowie przy herbacie w mieszkaniu księdza, na swoim zdjęciu kreśli mi on taką dedykacje: Wiernym Ziemi Olkuskiej życzę Solidarności nadziei przez wiarę i miłość ku zwycięstwu. Ks. Henryk Jankowski. Gdańsk 1985.
Tak przebiegła mi piąta rocznica rozpoczęcia strajku w stoczni gdańskiej, strajku ktόry zmienić miał oblicze Polski. W całym kraju miała ona raczej spokojny przebieg, ograniczając się tylko do uroczystych nabożeństw w kościołach. Jedynie w większych ośrodkach odnotowano pokojowe manifestacje zwolennikόw “Solidarności”.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)