Najbardziej nieprawdopodobny zbieg okoliczności jaki przeżyłem nie przytrafił mi się jednak wcale w Nowy Jorku, ale kilka lat wcześniej, w…Krakowie. Było to pόźną jesienią lub wczesną zimą. W środku nocy siedziałem, w opustoszałym już o tej porze barze hotelu “Holiday Inn”, sącząc powoli swόj ulubiony gin & tonic. Przy barku siedział jeszcze tylko jeden człowiek. Byliśmy więc niejako skazani na rozmowę ze sobą, ktόrą zresztą dość szybko nawiązaliśmy. Jako działacz solidarnościowego podziemia miałem wόwczas żelazną zasadę nie prowadzenia rozmόw z nieznajomymi na tematy polityczne przy alkoholu. A że byłem już po paru drinkach więc, chcąc być wierny mojej zasadzie zacząłem nagle mόwic o…Antarktydzie(!). Pewno dlatego, że byłem wόwczas krόtko po jakiejś ciekawej lekturze poświęconej ‘białemu kontynentowi”. W pewnej chwili mόwiąc o polskich dokonaniach na Antarktydzie wymieniłem nazwisko polskiego polarnika, człowieka bardzo zasłużonego w tamtym rejonie, wspόłzałożyciela Polskiej Stacji Antarktycznej imienia H. Arctowskiego, na wyspie Krόla Jerzego (Szetlandy Południowe). Wόwczas mόj towarzysz nocnej rozmowy przy barze spojrzał na mnie z uwagą i …oznajmił mi ni mniej, ni więcej: to jestem…ja! Widząc zaś moje olbrzymie zdumienie na twrzy, wcale nie prόbował mnie przekonywać, lecz od razu wyciągnął z kieszeni swόj... dowόd osobisty. Nazwisko zgadzało się, ale abym nie miał nawet cienia wątpliwości, szybko odwrόcił stronę dowodu na rubrykę: zatrudnienie. A tu czarno na białym widniało: Polska Akademia Nauk. Bez wątpienia był to człowiek, o ktόrym właśnie zacząłem opowiadać…Niesamowity przypadek, bo możliwy tylko jeden na trzydzieści kilka milionόw(!). Prawie jak szόstka w totka! Szkoda tylko, że tej ostatniej do tej pory jakoś nie trafiłem… Bohater mojego opowiadania, sam musiał być pod dużym wrażeniem tego zdarzenia, bo rankiem następnego dnia zadzwonił jeszcze do mojego pokoju, aby przeprowadzić ze mna krόtką rozmowę. Był to Stanisław Rakusa-Suszczewski.




Komentarze
Pokaż komentarze