Konflikt.
Po pewnym czasie, jak brzmiała wersja oficjalna Prusa - na skutek ciągłych nieporozumień z Markiem Ludwikiewiczem, Jerzy Prus, dyrektor Instytutu Piłsudskiego, wystąpił z Komitetu. Pierwszy raz do konfliktu Ludwikiewicz – Prus doszło, gdy ten pierwszy nie zgodził się na ujawnienie przed opinią publiczną stanowiska konsulatu dotyczącego sformułowania dwόch komisji wyborczych na Manhattanie, ktόre dyskryminowało zwolennikόw Lecha Wałęsy. Ludwikiewicz był rόwnież zdecydowanie przeciwny by pani Barbara Piasecka – Johnson została honorową przewodniczacą Komitetu, co z kolei starał się bardzo przeforsować Jerzy Prus. Nie zgadzałem się z taką postawą Marka Ludwikiewicza, szczegόlnie w sprawie powołania komisji wyborczych na Manhattanie przez konsula generalnego, ale w obu przypadkach, jako przewodniczący Komitetu, starałem się znaleźć kompromis, chciałem bowiem zachować jedność w czasie kampanii. W pierwszym konflikcie udało mi się doprowadzić do kompromisu, w konflikcie drugim Ludwikiewicz kompromis odrzucił. W takiej sytuacji, zaledwie kilka dni przed wyborami, podczas mojej nieobecności w Nowy Jorku, Prus wystąpił (wraz z ludźmi skupionymi wokόł jego osoby) z Komitetu i… powołał Obywatelski Komitet Lecha Wałęsy, ktόry poza opublikowaniem plakatu wyborczego w “Nowym Dzienniku” nie podjął już żadnej działalności. Ale czy to konflikty z Ludwikiewiczem były tak naprawdę powodem wystąpienia Prusa z Komitetu? W dniach poprzedzających to zdarzenie, Jerzy Prus wykazywał już dość duże zdenerwowanie faktem, że ciągle pozostaje on na uboczu nowojorskich wydarzeń związanych z wyborami prezydenckimi. Chciał koniecznie należeć wtedy do grona osόb, ktόre podejmują decyzje. Oznaki tego zdenerwowania przybierały czasem dość dziwne i śmieszne zarazem formy. Pewnej nocy, około 3 nad ranem, przerwał nawet moją, trwającą już wtedy dłuższy czas rozmowę telefoniczną z E. Szumiejko, aby zapytać mnie tylko czy...mam jakieś nowe informacje dotyczące wyborόw, zaś po kilku dniach zadzwonił do mnie pόźnym wieczorem, aby triumfalnym głosem poinformować mnie, że to jednak on(!), a nie ja, otrzymał już nominację na reprezentowanie Lecha Wałęsy w dniu wyborόw, w konsulacie RP na Manhattanie. Pogratulowałem mu wtedy tej nominacji, chociaż wiedziałem, że to co mόwił nie było prawdą. Do samego końca nie mόgł on zrozumieć, kto w tej grze rozdaje karty. Nie bez znaczenia w podjęciu przez niego decyzji o wystąpieniu z Komitetu i powołaniu do życia swojego, pozostawał fakt, że pomimo wcześniejszych, wielokrotnych naciskόw na mnie z jego strony, nie mianowałem go jednak wόwczas wiceprzewodniczącym Komitetu, ktόrym był już Eugeniusz Szumiejko. Mimo wszystko Prus – w trakcie rozmόw ze mną przy rόżnych okazjach - ciągle nalegał o to dalej, bo uważał, że Komitet powinien mieć dwόch wiceprzewodniczących. W końcu desperacki krok, jakim było powołnie do życia nowego komitetu, na kilka zaledwie dni przed wyborami, pozwalał jednak stanąć Prusowi na jego czele, czym – mam nadzieję – zaspokoił choć trochę swoją nieokiełzaną wręcz ambicję. O ile o to właśnie mu chodziło... Nie upubliczniałem wtedy kontrowersyjnych zachowań Prusa, tylko ze względu na prestiż Istytutu Piłsudskiego, ktόrego był on przecież wόwczas dyrektorem. Ale czy w tym wypadku chodziło tylko o ambicje? Dopiero po latach, zupełnie nowe światło rzuci na te zdarzenia przyznanie się Jerzego Prusa do podpisania deklaracji wspόłpracy ze... Służbą Bezpieczeństwa PRL. Otwartym pozostaje więc pytanie: czy miało to jakiś wpływ na zachowania Prusa w trakcie jego publicznej działalności w Nowym Jorku? Informacja o podpisaniu przez niego deklaracji wspόłpracy z SB, była dużym szokiem dla całej amerykańskiej Polonii.




Komentarze
Pokaż komentarze