0 obserwujących
43 notki
70k odsłon
503 odsłony

Komu kapitał państwowy? Prywatyzacja Dzikiego Zachodu

Wykop Skomentuj

Jan Koziar*

 

W przeddzień wojny domowej (1861–1866) przed rządem i społeczeństwem Stanów Zjednoczonych stanął w całej ostrości problem prywatyzacji ziemi na olbrzymim terytorium leżącym na zachód od Missisipi. Była to ziemia ze wszech miar publiczna, nabyta kosztem wszystkich obywateli. Rozległy obszar Luizjany, sięgający od ujścia Missisipi na południu do Gór Skalistych na północnym zachodzie, rząd kupił od Francji, zaś obszar południowo-zachodni rozciągający się od Teksasu po Newadę i Kalifornię odebrano Meksykowi na drodze wojennej, na co również łożyli wszyscy amerykańscy podatnicy - farmerzy, kupcy jak i utrzymywani z budżetu urzędnicy federalni.

 

Plantatorzy, niewolnicy i farmerzy

 

Jako główny powód amerykańskiej wojny domowej podaje się zwykle dążność stanów północnych do zniesienia niewolnictwa. W rzeczywistości chodziło bardziej o uniemożliwienie plantatorom, wraz z ich niewolniczym systemem pracy, kolonizowania nowo nabytych obszarów. Alternatywnym rozwiązaniem było zasiedlenie nowych ziem przez farmerów, co stwarzało warunki dobrego rozwoju nie tylko rolnictwa, ale i przemysłu. Terytorialnej ekspansji niewolnictwa przeciwdziałano na drodze politycznej, co jednak uzależnione było od chwiejnej równowagi w Kongresie. Przeciwdziałania takie polegały na

wydawaniu federalnych zakazów wprowadzania niewolnictwa poza pewnymi umownymi granicami. W ten właśnie sposób, po opanowaniu przez plantatorów stanu Missouri, zakazano w 1820 roku wprowadzania niewolnictwa na północ od równoleżnika 36,50 (tzw. kompromis Missouri). Wkrótce jednak plantatorzy zaczęli przenikać na zabronione dla nich terytorium przyszłego stanu Kansas, gdzie dochodziło do lokalnych potyczek z osiedlającymi się tam farmerami. W roku 1854 Kongres, zdominowany przez południowców, odwołał poprzednie ustalenia

otwierając niewolnictwu drogę na północny zachód. Droga południowo-zachodnia stała już wcześniej otworem, z czego plantatorzy nie omieszkali skorzystać wchodząc na terytorium Teksasu.

 

O wolne nadziały ziemi

 

Innym, ekonomicznym i bardziej skutecznym sposobem przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się niewolniczo-arystokratycznej formacji byłoby wprowadzenie wolnego, czyli nieodpłatnego osadnictwa farmerów. Jak dotąd, farmerzy osiedlali się na ziemi wykupywanej od państwa. Według ustaleń z roku 1776 płacono 2 dolary za akr. Stawkę tę obniżono w 1820 r. do 1,25 dolara. Zasada wykupu utrudniała nabywanie ziemi przez obywateli dysponujących głównie rękami do pracy a ułatwiała nabywanie dużych obszarów przez ludzi majętnych, w pierwszym rzędzie plantatorów. Poza tym wykup – generalnie rzecz biorąc – opóźniał zagospodarowywanie ziem państwowych.

 

Z tych też powodów zaczął się szerzyć silny ruch domagający się darmowych nadziałów gruntów dla rodzin, które chcą i mogą je uprawiać. Ruch ten był sprzeczny z tradycyjnymi poglądami na własność, krył jednak w sobie potężny dynamizm gospodarczy. Pierwszy projekt ustawy o wolnych nadziałach trafił do Kongresu w 1853 r. został jednak odrzucony głosami polityków z Południa. Drugi kompromisowy projekt przewidujący niewielką odpłatność został poddany pod głosowanie w roku 1860 i przeszedł, spotkał się jednak ze sprzeciwem poprzednika prezydenta Lincolna, Jamesa Buchanana. Jeden z propagatorów wolnych nadziałów – Carl Schurz – atakował w tym czasie właścicieli niewolników za odmawianie „ludziom pracy prawa nabywania ziemi w zamian za włożone w nią trudy”. Z drugiej strony plantatorzy sprzeciwiali się wolnym nadziałom argumentując, że ziemie państwowe zostały „nabyte wspólnie przelaną krwią i za wspólne

pieniądze”.

 

Ustawa prywatyzacyjna Lincolna

 

Wzrost politycznych wpływów Południa realizującego konsekwentnie swoją politykę doprowadził w końcu do wojny domowej. Jednym z najdonioślejszych aktów prawnych republikańskich władz Północy był podpisany przez Lincolna Homestead Act z 1862 r., czyli właśnie ustawa o darmowych nadziałach ziemi. Ustawa ta nie odzwierciedlała jednoznacznie interesów całej Północy - wręcz przeciwnie, godziła bezpośrednio w interesy fabrykantów powodując odpływ i tym samym podrożenie siły roboczej. Poza tym ograniczała doraźne wpływy do kasy państwowej. Można się też było doszukiwać i innych problemów, np. co z farmerskiego darmowego nadziału (przydział dobra ogólnonarodowego) będzie miał kupiec i rzemieślnik w Bostonie, urzędnik w Waszyngtonie czy nauczyciel i pielęgniarka w Nowym Jorku. Przy mocnym sprzeciwie tych ostatnich ziemia mogła przypaść w końcu „w imię sprawiedliwości społecznej” plantatorom*. Na szczęście do tego nie doszło. Wolna część Stanów Zjednoczonych, wraz z prezydentem Lincolnem rozumiała swe zróżnicowane przecież interesy głęboko i dalekowzrocznie.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale