Rozważania Głupca
Wprawdzie myślenie nie boli, ale w Polsce bycie człowiekiem myślącym samodzielnie, to wyzwanie godne herosów.
21 obserwujących
381 notek
271k odsłon
  474   0

prawda, a "brudna" propaganda o Stanie Wojennym

Bez komentarza. Fot. Google A.I.S.
Bez komentarza. Fot. Google A.I.S.

„Górale odróżniają trzy prawdy:
święto prowdę, tys prowdę i gówno prowdę”.

x. Jerzy Tischner


        13 grudnia przypada rocznica wprowadzenia Stanu Wojennego przez juntę gen Jaruzelskiego.
I  dzień 13 grudnia 1981 roku, również wypadł w niedzielę. Więc owego dnia sporo Polaków zauważyło, „że coś jest nie tak”, kiedy uruchomiwszy telewizor, aby obejrzeć kultowy wówczas „Teleranek”, zobaczyło na ekranach „śnieg”, czyli brak emisji programu.
Włączyli radio, a tam też ...cisza, bo program nadawał tylko 1. program i zamiast ramówki, nadawał muzykę, głównie wojskową. Uprzywilejowani, co mieli w domach telefony, podniósłszy słuchawkę, też zderzyli się z głuchą ciszą. Trzeba było poczekać do pełnej godziny, bo wówczas odtwarzano orędzie gen Jaruzelskiego, w którym informował o wprowadzeniu Stanu Wojennego.
Oczywiście mieszkańcy dużych miast zauważyli obecność wojskowych pojazdów oraz patroli ma ulicach, ale nie do końca zdawali sobie sprawę z zakresu operacji.
        Pod koniec 1981 roku
Generał Jaruzelski praktycznie nie miał wyboru I MUSIAŁ sięgnąć po rozwiązania nadzwyczajne, czego jakoś tak nie chcą zauważać obiektywni niestety inaczej dziejopisarze tamtego okresu.
Tak naprawdę Polacy zadawali sobie pod koniec 1981 roku zupełnie inne pytanie, mianowicie:
czy uda im się jakoś przetrwać zimę!
Od połowy 1981 roku Polska była sparaliżowana permanentnymi strajkami, a w przemysłowych molochach działacze „Solidarności” zastanawiali się nad tym, o co można by zacząć kolejny strajk, no bo za czas strajku płacono 100% płacy, a kto pracuje, skoro można nieźle prosperować nie hańbiąc się pracą i na dokładkę dokarmiać się deficytowymi frykasami przysyłanymi z Zachodu?
Nic więc dziwnego, że na sklepowych półkach, jeśli jakiś towar stał, to był to albo ocet, albo zielona herbata podłej jakości.
Produkty żywnościowe i pozostałe pierwszej potrzeby  trzeba było zdobywać i to w sensie stricte, bo nadzorowany przez działaczy „Solidarności” system reglamentacji po prostu nie działa, ba był źródłem monstrualnej patologii!
Miedzy niektórymi  zakładami i placówkami handlowymi kwitł kontrolowany przez działaczy solidarnościowych handel wymienny, a sporo przeznaczonych do sprzedażny detalicznej towarów wprost z zaplecza sklepów  trafiało na ...bazary, gdzie sprzedawano je niekarotowanie wyższe ceny, niż urzędowe, a tak zarobione złotówki MOMENTALNIE wymieniano na dolary. Może to młodym dziś trudno sobie uzmysłowić, ale scena z kultowego „Misia” w której kioskarka handluje ze znajomkami  szmuglowanym mięsem była, jak to się pisze, „oparta na faktach” i codzienności lat 1980-1981!
Na bazary trafiała też WIĘKSZOŚĆ delikatesów przesyłanych z Zachodu do rzymskokatolickich parafii w ramach pomocy humanitarnej, a szczytem wszystkiego była licytacja zdezelowanego sprzętu AGD w ambasadzie USA, podczas której ktoś wylicytował zepsutą i zdezelowana pralkę automatyczną, nadającą się jedynie na złom, za ówczesne średnie wynagrodzenie!
Ale to nic w porównaniu z tym, co wyprawiali rolnicy jesienią roku 1981!
Zorro wówczas kwaterował w Warszawie i często bywał na Jelonkach,
więc był świadkiem jak pod bloki zajeżdżali furmankami rolnicy i oferowali zdesperowanym mieszkańcom ziemniaki w cenie …od 10 do 20 dolarów za ...worek, płatne TYLKO w dolarach lub zachodnich markach! Jak ktoś był odważny,  mógł zamówić „rąbankę”, którą nie badał żaden weterynarz, oczywiście też za dolary.
Polacy byli już tak zmęczeni brakiem aprowizacji i zbójeckimi cenami na bazarach, że WRĘCZ OCZEKIWALI momentu w którym ktoś uporządkowałby ten totalny, pardon, rozpiździel, który  radośnie rozwijali prący do konfrontacji liderzy „Solidarności”, realizujący obstalunek „Jastrzębi” skupionej wokół prezydenta Reagana wedle zasady: „im Polakom będzie gorzej, tym dla sprawy lepiej”!
        Generał Jaruzelski planował wdrożyć rozwiązanie siłowe już na jesieni 1981 roku,
ale, mając na uwadze poziom ogromnego napięcia na linii USA-ZSRR,
OBAWIAŁ SIĘ WYWOŁAĆ RZECZYWISTĄ WOJNĘ, którą łatwo mógł wywołać wymarsz polskich wojsk z koszar, połączony z mobilizacją rezerw.
Żartów naprawdę nie było, bo nad granicą morską regularnie odbywał misje szpiegowskie samolot zwiadu strategicznego SR-71 „Blackbird” o numerze taktycznym 964, w zasięgu którego znajdowały się bazy jednostek LWP zdolnych do podjęcia ofensywy w kierunku Danii.
Generał Jaruzelski, ZANIM wyprowadziłby wojsko na ulice Polski, NAJPIERW  musiał uspokoić strategów w Pentagonie, co do faktu, iż nie jest planowana żadna ofensywa Układu Warszawskiego na Zachód, co również nie było prostym zadaniem, gdyż wcześniej o 50% wzrósł stan osobowy stacjonujących na terenach Polski Czerwonoarmistów, a potem wstrzymano odejście do cywila poboru jesiennego, czym podniesiono stan osobowy LWP o ¼.
Z pomocą przyszli mu towarzysze z Moskwy, którzy wskazali mu osobę dawno zdemaskowanego przez nich „kreta”, do tej pory służącego im jako skuteczne narzędzie dezinformacji analityków NATO, jako idealna do tego typu zadania.
Tym „kretem” był ...pupilek gen Jaruzelskiego, od jakiegoś czasu przymierzany do generalskich szlifów, zdegradowany za zdradę do stopnia szeregowego, ówczesny płk Kukliński, który od początku lat 70 XX. w. karmił analityków NATO starannie spreparowanymi planami strategicznymi środkowej strefy Układu Warszawskiego.
W zasadzie to towarzysze też już nie mieli sensownego wyboru, BO ILEŻ, nie budząc podejrzeń,  MOŻNA ODWLEKAĆ, jak najbardziej uzasadniony generalski awans jednemu z najbliższych współpracowników gen Jaruzelskiego?!
Ot, po prostu uświadomili naiwnemu generałowi Jaruzelskiemu czym tak naprawdę zajmuje się podczas jachtowych wojaży jego pupilek i kto mu to żeglarskie hobby sponsoruje, oraz jak ważne dla powodzenia operacyjnego było, aby nikt mu w tym nie przeszkadzał!
Potem wystarczyło, aby plany, tym razem rzeczywiste, wprowadzenia Stanu Wojennego, wraz z planami rozwinięcia poszczególnych jednostek wojska i MO, znalazły się na biurku ówczesnego płk. Kuklińskiego, wraz z osobiście i w wielkim zaufaniu, wypowiedzianą sugestią, iż „pion kontrwywiadu WSW zlokalizował bardzo wysoko postawionego szpiega, co do którego trwają ostatnie prace rozpracowujące i niebawem zostanie on zdemaskowany”.
Pozostało tylko wymienić na wtajemniczonych pograniczników, (aby wobec wskazanego samochodu nie wykazali się sumiennością) i pozwolić „w wielkiej tajemnicy” zdrajcy zdezerterować w celu przekazania przeciwnej stronie uspakajających danych.
        Trzeba jednak oddać administracji Reagana, że w obliczu wejścia w posiadanie dokładnych planów wprowadzenia Stanu wojennego, POSTĄPIŁA HONOROWO, czyli nie podzieliła się wiedzą ze swoimi protegowanymi z Solidarności, dzięki czemu udało się opryczninom Jaruzelskiego zatrzymać PRAKTYCZNIE CAŁE kierownictwo planowanego ogólnonarodowego powstania zbrojnego, bo takowe, jak najbardziej, było planowane, w przypadku ogłoszenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego!
Rankiem 13 grudnia Anno Domini 1981, Polacy obudzili się w zupełnie nowej rzeczywistości, bez prawa do swobodnego podróżowania, bez łączności, zaś ci, którzy nie mieli na wsi pociotków od których można było wozić płody rolne,
Z WIELKĄ ULGĄ, ŻE NARESZCIE COŚ SIĘ ZMIENI I BĘDZIE MOŻNA JAKOŚ PRZETRWAĆ NADCHODZĄCĄ ZIMĘ!
       Gdyby w PRL robiono badania sondażowe, to ci, którzy dziś zbijają majątki na styropianowym kombatanctwie, z Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczu na czele, zapoznawszy się z ich wynikami, doznaliby zapewne szoku,
bo tylko około 28% społeczeństwa było w grudniu 1981 roku przeciwne wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego, przy około 35% popierających ten krok!
ALE TEGO NIKT DZIŚ NAWET NIE ODWAŻY SIĘ PRZYPOMNIEĆ!!!
Dziś OBOWIĄZUJE SIANIE TISCHNEROWSKIEJ „GÓWNO PROWDY”, A IM KTO  WIĘKSZYM DEKOWNIKIEM I OBIBOKIEM WÓWCZAS BYŁ, TYM WIĘKSZE ZASŁUGI W KONSPIRZE SOBIE DZIŚ PRZYPISUJE!

        Natomiast tajemnicą gen, Jaruzelskiego pozostanie to, JAK MU SIĘ UDAŁO ROZTRWONIĆ zaufanie społeczne, jakim się cieszył kiedy obejmował rządy nad Polską?
Zdaniem Zorra, kluczem do politycznej klęski generała był totalny serwilizm wobec partyjniactwa, połączony z totalnym naiwniactwem przy doborze kadr dowódczych w LWP, co odbiło się bolesną czkawką, kiedy po 13 grudnia 1981 wytrenowani w dekownictwie, donosicielstwie na kolegów połączonym z wyczynowym ochlajem pułkownicy musieli naprawdę objąć kierownictwo nad gospodarką.
Jakim cudem gen Jaruzelski, sam pozostając abstynentem, NIE ZAUWAŻAŁ będących od godzin porannych na ostrym kacu leczonym „klinowaniem” najbliższych współpracowników, dla których każda narada była pretekstem do przyjęcia kolejnej dawki spożywczego roztworu etanolu?
Generał Jaruzelski 13 grudnia 1981 roku popełnił dwa, niestety kardynalne, błędy!
PIERWSZYM, było zlekceważenie faktu, iż trwała sesja Sejmu, jedynie zawieszona do poniedziałku, co oznaczało, że wówczas to nie Rada Państwa, której przewodniczył, a Sejm był organem mającym prawo wprowadzić Stan Wojenny. Należało więc „przekonać” prezydium sejmu, aby, pod byle pretekstem, na przykład koniecznością odbycia posiedzenia Rządu,  w sobotni wieczór zamknąć sesję i wyznaczyć kolejną na, powiedzmy, wtorek 15 grudnia 1981 r. A wówczas nie byłoby mowy o żadnym zamachu stanu
DRUGIM, tym który zaowocował ofiarami w kopalniach, było wyjęcie spod zawieszenia działalności PZPR i satelickich stronnictw. Gdyby zawieszona została działalność PZPR, to NIE DOSZŁOBY DO NIEUDANEJ PRÓBY przejęcia kopali przez nieskoordynowaną akcję MO, bo takie polecenie wcale nie przyszło z Warszawy, ale wydano je w KW PZPR w Katowicach i to BEZ POINFORMOWANIA ówczesnego szefa MSW, czyli gen Kiszczaka, a który w ujawnionym telefonogramie rozesłanym do komend MO, STANOWCZO ZABRANIAŁ podejmowania wszelkich prób siłowego przejmowania przez MO strajkujących zakładów!
        Dziś Historia zatoczyła koło,
bo dziś ci, co domagali się surowej kary dla gen Jaruzelskiego i gen Czesława Kiszczaka,
SAMI POSYŁAJĄ POLICJANTÓW PRZECIWKO PROTESTUJĄCEMU PRZECIWKO ICH POSTĘPUJĄCEJ DYKTATURZE WNERWIONEMU SPOŁECZEŃSTWU, ALE Z JEDNĄ ISTOTNĄ  RÓŻNICĄ!

W grudniu 1981 roku NIE BYŁO kordonów milicyjnych blokujących dojścia do domu gen Jaruzelskiego! Nawet siedzib komitetów PZPR też nikt specjalnie nie ochraniał, a nierzadko bywało, że ludzie podawali gorącą herbatę patrolującym ulice, bo milicjanci i wojsko dostali na nocnych odprawach wyraźny rozkaz; UNIKAĆ STOSOWANIA PRZEMOCY wobec ludności, A JEŚLI ZAJDZIE POTRZEBA, UDZIELAĆ POMOCY!
        Dziś Polacy słyszą szyderczy chichot historii,
bo ci, którzy w 1981 roku kreowali się na wyzwolicieli Polaków z radzieckiej dominacji, w roku 2020 SAMI CIEMIĘŻĄ Naród Polski, próbując neo bolszewickim terrorem zgasić narastający bunt społeczny przeciwko rozwydrzonym hunwejbinom Nadojca Dyrektorissimusa.

Sorry, ale jak się radiomaryjny beton nie opamięta, to gensek Kaczyński skończy o wiele smutniej od gen Jaruzelskiego, który nawet u zdeklarowanych wrogów, cieszył się szacunkiem.
A kto, poza wąskim gronem fanatyków, szanuje dziś Jarosława Kaczyńskiego?! Tym bardziej z opozycji?
A będzie jeszcze gorzej, Zorro jest pewien.

Co do okazania było. Amen
Zorro


Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale