Wiele rzeczy trzeba umieć czytać. Z doświadczenia wiem, że chcąc się dowiedzieć czegoś z książek historycznych (tj. szukać faktów, a nie interpretacji) należy zdawać sobie sprawę z dwóch rzeczy. Każdy autor ma swoje poglądy, a po drugie prawie każdy ma skłonność do ich manifestowania chociażby przez wtrącanie często-gęsto wzmianek o masach ludowych, Bogu i honorze, demokracji itd. I trzeba umieć wyłuskać ziarno faktów z tych łupin.Podobnie jest z wierszem, który uczniacy muszą mozolnie "analizować i interpretować". Gdy istnieje cenzura, właściwie wszystko jest szyfrowane...
Wypowiedzi polityków również rzadko przekazują wszystko wprost, a zawsze wczytując się w je głębiej, można się dowiedzieć ciekawych rzeczy- np. co chce się czytelnikowi wdrukować, a o czym lepiej by nie wiedział. Marszałek Komorowski, ponoć murowany kandydat PO na prezydenta, sam chyba podziela tę pewność w wywiadzie dla dzisiejszej "Polityki". To już przedbiegi kampanii, więc czas ważny. Komorowski już nazywa Sikorskiego z wysoka Radkiem - prezydent Radek!? sam zainteresowany Radosław zdaje się chętnie by się tego Radka pozbył - i wspaniałomyślnie przekonuje, że wybór należy do partii, że rodzina temperuje jego ambicje itd. Czy ktoś o niepewnej pozycji tak ostentacyjnie rezygnowałby z kokieterii? Choć z drugiej strony to też kokieteria...
Co do swoich planów na prezydenturę, bodaj żadnych konkretów (poza ciekawymi wynarzeniami nt. konstytucji) wywiad nie podaje. Marszałek wspomina natomiast, że grał zwykle rolę tonującą i w dużej mierze to on odwiódł swoją partię od wyznawanych swego czasu haseł "Nicea albo śmierć" i IV RP. Wystrzega się roli "destrukcyjnej". Nie chce rozmawiać o żadnym kontrakcie z Tuskiem - woli się oprzeć na wspólnocie idei i sukcesów. Można się spierać, na ile to propaganda, a na ile prawdziwa oznaka niedostatecznego politycznego wyrobienia. Próby Paradowskiej (swoją drogą zadziwiające, jak mało wiadomej "paradowskości" emanuje z pytań...) deprecjonowania urzędu prezydenckiego i batalii o niego, cytaty o "pałacu i żyrandolu" i mniej znany o wysyłaniu lekkozbrojnego oddzialiku ucina dwukrotnie w ten sam sposób. Jest taki moment, że w sposób przystępny, czasem mocno uproszczony wyjaśnić decyzje polityczne.
Ale stwierdzenie, że oto mamy gotowego prezydenta bez ambicji, ślepego sługę Tuska, byłoby chyba uproszczeniem. Mi osobiście nasuwa się taka wizja: waszmość pan ziemianin Komorowski w małym dworku, zasiada w bujanym fotelu, kurzy fajkę, krytykuje zgiełk miasta i burżuazji... Świat jest prosty, nie ma co w jego obrazie za dużo mieszać, trzeba wycofywać PO z (...) manowców. We wszystkim od Nicei po parytety wyczuwam (bo nie twierdzę, że jestem w stanie moje wrażenia twardo udowodnić) pewien posmak objawianej oczywistości. Prostoduszne to wszystko! Jeżeli ktokolwiek będzie nas prowadził "na manowce", co jest czasem nieuchronne, to premier. Choć np. w sprawie WSI jestem skłonny się zgodzić, zniszczenie służb specjalnych to była jedna z największych głupot ostatnich lat.
Na koniec chciałbym powiedzieć, że widzę jeden plus, jaki mógłby zobaczyć Tusk w wybraniu jednak Sikorskiego. Wiadomo, że jako prezydent miałby on wiele wad, od niewyparzonego języka po nazwisko żony. Jednak właśnie to mogłoby całkowicie zdewaluować urząd prezydencki. To byłaby ekwilibrystyczna, makiaweliczna zagrywka, choć nie jestem pewien, czy ma dla premiera sens wdawanie się w podobne kombinacje. I czy ma wystarczająco dużo legendarnego politycznego sprytu. W każdym razie, coraz częściej myślę: niech on wreszcie zostanie tym kanclerzem, bo wtedy albo przeprowadzi wreszcie przynajmniej część reform, albo będzie mnożył błędy i zaniechania już bez alibi w postaci Kaczyńskiego. A wtedy już na pewno zostaną mu pokazane drzwi.


Komentarze
Pokaż komentarze