Tydzień temu napisałem dość pesymistyczny tekst (Duch wypraw krzyżowych) o tym, w jak dużym stopniu nadal polityką światową nadal rządzą czynniki pozaracjonalne. Wczoraj jednak zobaczyłem w telewizji fragment Debaty Tischnerowskiej, a przede wszystkim kawałek przemowy Jamesa Hoge'a, redaktora naczelnego Foreign Affairs i naszły mnie optymistyczne myśli. Litania porażek USA wymienionych przez redaktora, ciekawy szczegół z konferencji kopenhaskiej (Obama musiał niemal "na chama" wepchać się do kółka Chin, Indii, RPA i Brazylii) przypominają o tym, że pod rządami Obamy USA przestają być globalnym hegemonem. Niektórzy są skłonni się tym martwić, dla mnie jednak po prostu wraca normalność w polityce międzypaństwowej.
Rzeczą naturalną w historii powszechnej (czyli pewnego umownego konstruktu nauczanego w szkołach, wiodącego od starożytnego Egiptu i Mezopotamii, przez Grecję i Rzym do Europy średniowiecznej itd.) jest istnienie wielu niezależnych państw, konkurujących ze sobą na polu militarnym, gospodarczym, naukowo-technicznym, kulturalnym, zawierających sojusze i toczących konflikty. Popadanie w stagnację czy anarchię kończyło się przegraną wojną lub wręcz upadkiem (co spotkało, niestety, Rzeczpospolitą Obojga Narodów). Swoista równowaga wytwarzająca się między mocarstwami zostawała tylko czasami zwichnięta. Tak powstało imperium rzymskie, które nie czując na karku ciężkiego oddechu konkurencji (jakże analogicznie układają się stosunki w gospodarce!) zdegenerowało się i upadło. Dziś już nam coś podobnego nie grozi - nowe (Chiny, Indie...) i stare (USA, Rosja) mocarstwa szczęśliwie nie dają sobie nawzajem spać spokojnie. "Wycofująca się" polityka Obamy jest korzystna dla cywilizacji i dla Stanów Zjednoczonych. Posada światowego hegemona, globalnego żandarma, to droga i w sumie nieopłacalna zabawa.
Wraz z fiaskiem konferencji w Kopenhadze widzimy, że rzednieje również utopijny uniwersalizm. Chiny muszą sobie poradzić ze zniszczeniami środowiska - ale słusznie uważają, że najlepiej same poradzą sobie z tym trudnym problemem, znając swoje możliwości. Po 1945 r. ideologie (liberalna demokracja i komunizm, za którymi stały określone siły polityczne) twierdziły, że potrafią nie tylko w sposób pełny objaśnić świat, ale i zapewnić pokój i rozwój. Tymczasem to właśnie izmy (już wymienione, a także nacjonalizm, imperializm) doprowadziły do tego, że wojny światowe były tak krwawe. Totalne cele rodzą totalne środki - trzeba rzeczywiście wymordować wszystkich stojących na drodze. Proszę sobie wyobrazić, o ile szczęśliwsza i silniejsza byłaby dziś Europa, gdyby w XX w. biła się o tak prozaiczne sprawy jak surowce czy Alzacja i Lotaryngia, a nie fantasmagorie w rodzaju "zniszczenia pruskiego militaryzmu", "przestrzeni życiowej narodu" czy (będącego na ustach wszystkich) "nowego porządku europejskiego". Ot, np. zapewnie nie upadłaby II Rzesza, nie robiąc miejsca dla Trzeciej... Dziś, jak wskazuje Hoge, Obama wyrzeka się w prowadzenia na Bliskim Wschodzie Jeffersonowskiego modelu demokracji (który notabene blokuje mu reformy), a wiara Chin w komunizm utrzymuje się na poziomie powszechnie znanym. Tylko filozofowie marudzą, ale to akurat dobry znak.
Właśnie teraz na świecie formuje się nowy koncert mocarstw. Chyba każde państwo, które okaże trochę rozumu i przedsiębiorczości, ma szansę zyskać. Również przed Polską otwiera się droga wewnętrznej odnowy i zewnętrznego umocnienia. Nie musimy bać się Unii - dopóki nie ma ona wspólnych wrogów i jest tylko "imperium idei", nie musimy zważać na nią więcej, niż Brandenburgia i Bawaria zważały na cesarza niemiecko-"rzymskiego" (czyli, dla nieobeznanych z tym odcinkiem historii: naprawdę niewiele). Zwłaszcza, że podobnie jak Marchia Brandenburska znajdujemy się na skraju Rzeszy.
I to jest według mnie ta idea, której potrzebuje polskie społeczeństwo - idea piłsudczykowska, idea państwowa (obejmująca także współpracę bez oglądania się na narodowe animozje np. z Ukraińcami czy Litwinami). A niejako przy okazji możemy po trzystu latach się przesunąć z pozycji pani Walewskiej na pozycję Napoleona. Czyli na znacznie lepszą.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)