elektryczny elektryczny
35
BLOG

Kiedy przypominamy sobie o tolerancji

elektryczny elektryczny Polityka Obserwuj notkę 2

Niedawno przeczytałem pracę, a raczej zbiór prac jednego z najważniejszych współczesnych naszych historyków - Janusza Tazbira o Reformacji w Polsce. Co mnie trochę rozczarowało, było tam niewiele o politycznym kontekście, czyli np. o sejmie 1555 roku i projektach zupełnej emancypacji polskiej organizacji kościelnej spod kurateli Rzymu; ale spojrzenie na aspekty kulturalne (Luter/luteranin -człowiek to, czyli co dziwnego? - pytali na Mazowszu zdezorientowani chłopi) i organizacyjne też okazało się interesujące.

Ale o co mi chodzi? O pewne charakterystyczne i sumie oczywiste zjawisko, że im kto ma słabszą pozycję, tym głośniej krzyczy o tolerancję (religijną, wszystkie inne w tej chwili pomijam). Na przykład dopóki toczyła się walka o "rząd dusz" w Rzeczypospolitej, ewangelicy żywili nadzieję na ogarnięcie całej Polski reformacją. Z kolei później, gdy byli coraz bardziej spychani na margines przez falangę kontrreformacji, zaczęli coraz częściej powoływać się na wolności szlacheckie i konfederację warszawską z 1573 r. (do której pod naciskiem "papieżników" nie uchwalono notabene nigdy przepisów wykonawczych). Wolność religijna była ważnym składnikiem złotej wolności i jeżeli często nawet katolicy wspierali protestantów, to właśnie w obronie całości ustroju i stanowych interesów. Tymczasem w luterańskich Prusach Królewskich prześladowano zwolenników Rzymu, a braci polskich wygnano, zanim zrobił to sejm w całym państwie (tj. w 1643 r.).

Trudno uniknąć skojarzeń ze współczesnością, jakże w ogóle podobną do dawnej krainy złotej wolności. Mamy więc Polskę wielkomiejsko-platformianą (oczywiście - uproszczenie, zdaję sobie sprawę), o zachodnich ambicjach, gdzie każdy gościu z maturą albo i bez jest mądrzejszy od biskupa w sprawach biskupiej wiary (i dlaczego księżmi wszyscy nie zostaną?). Tutaj za katolicką ortodoksję dostaje się łatkę dziwaka, a za piśnięcie złego słowa o aborcji - grzywnę. I tutaj katolicy wytaczają armaty wolności obywatelskich i tolerancji, czasem ubranych w inne słowa. Ale jest też Polska pisowsko-małomiasteczkowa, gdzie kwitnie w najlepsze proboszczokracja i dmowszczyzna dla ubogich. Co z tego, że państwo jest świeckie - ksiądz jest ważniejszy od państwa polskiego, krzyż w klasie musi być. Tutaj katolik to nie wiadomo - Polak to, czyli co dziwnego?- i wówczas tenże przypomina sobie o tolerancji, by wróciwszy do Warszawy obśmiać dewotów.

Nie chcę, by mnie źle zrozumiano - tolerancja to rzecz ważna, dobra i potrzebna dla rozwoju. Ale trzeba zdawać sobie sprawę, gdy się o niej słyszy, kto mówi i dlaczego.

elektryczny
O mnie elektryczny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka