elektryczny elektryczny
37
BLOG

Marionetki raczej na plus

elektryczny elektryczny Polityka Obserwuj notkę 1

Jakżeby inaczej - wczoraj także obejrzałem "Władców marionetek", co prawda nie w całości, a trochę ponad godzinę, licząc z reklamami. Trudno mnie chyba posądzać o wielką miłość do tefałenu, ale raczej (trochęz przekory) nie zgadzam się z większością stawianych w sieci zarzutów.

Podnoszony brak wyrazistej tezy to dla mnie zaleta, bo pozwala się widzowi myśleć samodzielnie. Wskazywanie społeczeństwu drogi to nie zadanie dziennikarzy - jako że Siekielski ogranicza się do roli trybuna ludowego, nie grając mędrca, jestem mu skłonny wybaczyć nawet pojawiające się w filmie demagogiczne nuty. Podobnie rozrzut tematów. Nie jest przecież tak, że są w państwie pojedyncze "błędy i wypaczenia", nad którymi można siąść, naprawić i będzie ogólnie cacy. Tych wszelkich kłamstewek, nieprawidłowości, najczystszych (czy raczej najbrudniejszych) łajdactw mamy taki gąszcz, że nie ma mowy o głoszeniu hasła "obecne porządki - tak, wypaczenia - nie". Co prawda wątpię, by powyższe przeszło Sekielskiemu przez gardło.

Są we "Władcach" fragmenty bardzo sugestywne: m.in. o zniszczeniu 750 tys. obywatelskich podpisów pod platformianym wielkim planem reform w 45 minut. Ale największe wrażenie robi sekwencja ukazująca, jak niepozorny młody człowiek z niepozornego biura zdalnie steruje klubem parlamentarnym. Myślę, że rozwiała niejedno złudzenie u szarych widzów. Choć chyba nawet nie w tym tkwi sedno sprawy. Słynny angielski parlamentaryzm w XVIII wieku opierał się na przekupywaniu posłów do Izby Gmin, wybieranych nieraz w kilkunastoosobowych (tak!) okręgach wyborczych, a przecież Wielka Brytania miała jako jedyna obok Prus wzorową sytuację budżetową, rozszerzała posiadłości kolonialne, dzięki sponsorowaniu sojuszników była bezpieczna na swoich wyspach. Dziś nie dość, że system jest własną karykaturą, to jeszcze wykazuje skrajną niewydolność.

Chyba najczęściej oskarża się Sekielskiego, że nie powiedział nic, czego byśmy nie wiedzieli. Trudno z tym dyskutować. Ale wartość "Władców marionetek" nie polega na tym, że odkrywa coś nowego. Raczej na tym, że wprowadza do głównego nurtu nowe treści, że może skłonić tych, których PiS-owcy nazywają lemingami, do pierwszej refleksji, do zobaczenia pierwszych rys na pomnikach swoich idoli. To, co odtąd pozostawało w obiegu alternatywnym, co rozumiało (a nie tylko wiedziało) może kilkanaście tysięcy osób w kraju, wychodzi na powierzchnię, ma szansę być mówione głośno. Kto wie, może i kiedyś w "Wyborczej".

elektryczny
O mnie elektryczny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka