elektryczny elektryczny
88
BLOG

Euroentuzjaści grają na antyniemieckich resentymentach

elektryczny elektryczny Polityka Obserwuj notkę 3

Nie rozumiem, dlaczego Adam Krzemiński w "Polityce", pisząc tekst o prognozowaniu losów euro ("Europat"), zapełnił znaczną część jego objętości streszczeniem poglądów niejakiego Güntera Hannicha. Przewidywania tego RFN-owskiego radykała prawicowego najlepiej podsumować uwieńczeniem (jeżeli wierzyć redaktorowi) jego własnych wywodów, przewidujących wojnę i krwawą dyktaturę w UE.

Nie wiadomo tylko, czemu ma służyć serwowanie polskiemu czytelnikowi doktryny herr Hannicha: wcale nie jest u nas popularna i nie trzeba z nią polemizować (nawet z punktu widzenia "Polityki"), a chcąc rzetelnie przedstawić racje drugiej strony należało raczej cytować kogoś poważniejszego. Może chodziło o to, by na końcu napisać, że skutek greckiej choroby będzie odwrotny, niż przepowiadają pesymiści. Ani euro się nie rozleci, ani UE nie pogrąży w wojnach domowych. Ależ kto rozsądny mówi o wojnach domowych? Europa może natomiast z pewnym prawdopodobieństwem pogrążyć się w marazmie, pacie decyzyjnym między Unią, państwami, samorządami i/lub zostać rozerwana bombą demograficzną. Ale z tym już znacznie trudniej byłoby polemizować...

Ale chyba mamy do czynienia również z energicznym konsumowaniem związku eurointegralizmu z nacjonalistyczną ksenofobią (!), cynicznym i głupim graniem na resentymentach antyniemieckich. To dla mnie kompletnie niezrozumiałe: z jednej strony wzywa się do pojednania między narodami, z drugiej zachęca do umacniania Brukseli, by dokopać Berlinowi. No dobrze, co innego narody, co innego państwa - ale przecież eurointegraliści tego uparcie nie uznają, mówiąc (nie wiem, czy to kalka z angielskiego, czy celowy zabieg) o narodowych egoizmach, narodowych walutach itd. Tak czy inaczej, RFN może być dla nas przeciwwagą dla Rosji, jeżeli będziemy współpracować gospodarczo i wspólnie bronić naszych suwerenności przed utopistami (na czym zależy głównie Niemcom, choć nam również np. w sprawie globalnego ocieplenia) i tymi, dla których wzrost potęgi Kremla nie stanowi naruszenia żadnych interesów (to już przede wszystkim interes Polski - a do tej grupy można zaliczyć większość państw UE, takich jak Francja). I nie musi to oznaczać Drang nach Osten, o czym akurat niegdyś bardzo energicznie nas przekonywano. Byle stosować podstawową zasadę "daję, aby dostać".

Tusk i spółka zdają się coś z tego rozumieć, ale podobnie jak przy L. Kaczyńskim i polityce wschodniej - realizacja dobrych koncepcji pozostawia niemało do życzenia. Aż cisną się na usta słowa - jak zwykle.

elektryczny
O mnie elektryczny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka