Za pół roku z pewnym okładem prezydentem Polski zostanie Bronisław Komorowski. Możliwe wprawdzie, że opozycja będzie zdolna wykręcić PO jakiś numer, ale wynik wyborów jest raczej przesądzony. Lech Kaczyński mógłby już pokazać marszałkowi pałac z żyrandolem w ramach praktyki. Taka sytuacja ma i dobre strony. Przede wszystkim większą przewidywalność, a więc stabilność państwa.
Z tego punktu widzenia można dorzucić jeszcze jedną koncepcję tuskologiczną co do prawyborów: być może miała to być namiastka walki o urząd między kanydatami, gdy nie ma jej między partiami. Platformersi mieli zresztą to, czego nie ma reszta obywateli. Chodzi o możliwość spokojnego wyboru osoby, nie stronnictwa bez skrupułów - wtłaczanych przez media - "nie mogę zmarnować głosu", "muszę uratować kraj przed Kaczyńskim". Ale wszyscy w Polsce, nawet ci bez prawa głosu, zobaczyli wyborczą walkę, to jest - taką, w której nie wiadomo, kto wygra. Może jest to - jak w PRL? - jakaś forma uczynienia zadość demokratycznym przyzwyczajeniom społeczeństwa?
Jakim prezydentem będzie Komorowski, można się już dziś zastanowić. Występował w PO przeciwko frakcji "Nicea albo śmierć" i chce odgrywać rolę "tonującą", jak powiedział swego czasu w wywiadzie i "łączyć, nie dzielić" - ale przecież nie wyklucza używania, umiarkowanie, weta. Z pewnością nie jest to polityk, który miałby ambicję chwycenia sterów państwa, mało w nim cech przywódczych. Być może wtrąci Tuskowi swoje trzy grosze, widać, że ma wysokie mniemanie o prezydenckim urzędzie, ale nie posunie się za pewną granicę. Jest natomiast coś, czymś poprawił sobie już w czasie prawyborów notowania u mnie. Chodzi o znaną wypowiedź o finansowaniu przez Polskę sztucznego zapłodnienia, co do której pewna pani w TVN24 stwierdziła, że ujawnia niebezpieczną tendencję traktowania państwa jak jakiegoś przedsiębiorstwa finansowego. Bo Komorowski stwierdził, że taka inwestycja powinna się opłacać. Zapewne państwo nie jest tym samym, co firma obracająca pieniędzmi, ale bliżej mu do niej niż do dobrej wróżki. Za pieniądze, które trzeba by wydać na jedno in vitro, można by wynagrodzić kilkoro dzieci rodzicom ulgami podatkowymi...
Ktoś mógłby spytać: a co, jeżeli moje rachuby się nie sprawdzą i prezydentem zostanie kto inny? Zdaję sobie sprawę z takiej możliwości, ale trzeba stać na gruncie rzeczy prawdopodobnych. A prawdopodobieństwo dobicia się kogoś w poparciu do poziomu kandydata Platformy jest obecnie nikłe. Czekamy do jesieni.
=========
M.in. o pułapkach prognozowania, o niemożności programowego uszczęśliwienia wszystkich ludzi na świecie, o przypadku i prawdopodobieństwie, o zachowaniu człowieczeństwa w świecie technologii pisał zmały 27 marca, cztery lata temu, myśliciel i pisarz Stanisław Lem. Cześć Jego pamięci.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)