Mniej więcej odkąd ugruntowały się w Polsce rządy PO, pojawiają się regularnie narzekania na swoisty materializm naszego społeczeństwa, na koncentrację na konsumpcji, której symbolem stał się grill. O ile w nienasyceniu jeżeli chodzi o wygodę życia jestem w stanie dojrzeć jakieś zagrożenia dla kultury, gospodarki, państwowości, to niespecjalnie przejmowałbym się "ideowym wyjałowieniem" polskiej ludności, coraz bardziej głuchej na aspekty doktrynalne katolicyzmu, nacjonalizmu, liberalizmu, eurointegralizmu, antykomunizmu itd.
Po pierwsze, filozofię prawdziwie wprowadzały w codzienne życie Kowalskiego systemy totalitarne, takie jak stalinizm. Wydaje mi się, że tylko siła stosowana naprawdę stale, powszechnie i bez wyjątków, jest w stanie tego dokonać. Zazwyczaj Kowalski jest o sto lat świetlnych od problemów roztrząsanych przez ambitne umysły, a nawet jeżeli ta odległość się zmniejsza, to jego podejście pozostaje radykalnie różne.
Proponuję posłuchać czasem, o czym rozmawia się w autobusach czy w ogóle w komunikacji publicznej.
Ja dzisiaj byłem świadkiem rozmowy dwóch panów w średnim wieku, niezbyt chyba zamożnych (na pewno nie z klasy średniej), którzy wśród rozmowy o wyrywaniu zębów zahaczyli o głośną ostatnio kwestię zniesienia celibatu księży. Na szczęście jeden był za, a drugi przeciw, co umożliwiło wywiązanie się niewielkiej dyskusji. Pierwszy stwierdził, że ksiądz też człowiek i kobietę powinien mieć. Argumentacja drugiego była raczej mętna i zrozumiałem tyle, że pieniądze kościelne wydawane byłyby na dzieci, co - jak stwierdził - i dzisiaj się zdarza, a poza tym jeden kapłan kazał swojej konkubinie zrzucić swoje nowonarodzone dziecko z dziewiątego piętra (dla mnie, gdybym był wierzący i sprawa mnie w jakimś stopniu obchodziła, byłby to raczej argument na rzecz reform - ale referuję tylko zasłyszane). Mężczyzna śledził chyba plotki i/lub media, bo wspomniał także jakiś przykład niemiecki. Natomiast takie rzeczy, jak dogmaty, tradycja kościelna, ewangeliczna czystość podnoszone przez gazetowo-blogowych dyskutantów, jakby w ogóle nie istniały.
Tak lud podchodzi do wielkich tematów, którymi powinien się ponoć zainteresować. Miała być duchowość, a mamy i tak trzeźwy materializm. Na marginesie - osobiście bliższe mi to od unoszenia się duchem nad wodami i gubienia konkretu, w które tak łatwo i często popadają głowy górne, z aspiracjami. Z drugiej strony, ludzie z PKS-u potrafią opacznie czy zbyt dosłownie zrozumieć treści metaforyczne. Przypominają mi się głośne, bodaj przy okazji "białego miasteczka", słowa J. Kaczyńskiego o innych szatanach, w których cytatu z wiersza nawet sławetne "opiniotwórcze media" nie rozpoznały, dopóki uwagi na to nie zwrócił Michał Ogórek. Toteż przez jakiś czas chętnie rozpisywano się, jak to złowroga Kaczka widzi w swoich przeciwnikach pomiot piekielny...
Ta dyspensa od wielkich spraw nie dotyczy elit społecznych, które muszą, jeżeli chcą zachować swoją pozycję, mieć ambicje przewyższające grillowanie. Tu także nie jest zwolennikiem ciągłej ideologicznej mobilizacji (jakaś wspólność praktycznych działań wystarczy w zupełności), ale nie można sobie pozwolić na zatracenie w tępym używaniu. Doskonałym przykładem jest swoisty kult cipki, który próbuje się ostatnio lansować. Jego twórcy zbiegli chyba ze stanowiska archeologicznego z epoki kamienia. Wtedy to właśnie ludzka kultura fascynowała się organami płciowymi, choć jeszcze w czasach saskich Karol Radziwiłl "Panie Kochanku" samozaspokajał się przy gościach na swoich ucztach, a do dziś młodzież szkolna maluje na szkolnych ławkach i murach symbole falliczne. Trudno, wyjdę na Bóg wie jakiego kołtuna, ale nie są to zainteresowania specjalnie płodne, przynajmniej w sensie kulturalnym, cywilizacyjnym, społecznym. A już szczególnie, jeżeli ktoś chce się uważać za kulturalnego i wykształconego, kto powinien wiedzieć, że kultura nie może się koncentrować tylko ani głównie na przyjemnościach.
Ale, jak już mówiłem, nie wymagajmy od każdej baby z warzywami na bazarze przejęcia sprawami wielkiego świata.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)