Od tragedii smoleńskiej minęły już ponad dwa tygodnie i znajdujemy się już na początku kampanii do wyborów prezydenckich. Po dłuższej przerwie w pisaniu niedługo spróbuję po raz kolejny ustosunkować się do kandydatów, już uwzględniając nową sytuację. Natomiast teraz chciałbym jeszcze raz wrócić do tego, że najbardziej fundamentalne cechy naszej obecnej polityki się niezmienią.
Jest to chyba coraz bardziej oczywiste. Nawet jeżeli uderza się w tony żałobne, to jest to żałoba przeliczalna na procenty poparcia. W ten sposób, mówiąc bez ogródek, żałoba wpisuje się jakoś w schemat medialnych faktów i tematów. Nie da się jej porównać w skali do minionych białych miasteczek, wojen o krzesła itd. - ale istnieje w tej samej sferze, w świecie TVN24. Zwykli ludzie już dawno wrócili do dawnego trybu życia, choć oczywiście kwestia smoleńska (rozumiana najogólniej) będzie ich żywo interesować w dniu wyborów, inaczej nie było by o to takiego szumu. W każdym razie zasada podkręcania głośności propagandy jak najbardziej obowiązuje - podkręcania przez polityków, by przebić się na antenie, dostać się na stołek i zarobić na chleb, przez media, by zyskać widzów, reklamodawców i znowu zarobić na chleb. Także pobożne życzenia (np. M. Migalskiego, przykład pierwszy z brzegu, tj. z SG - tanie sztuczki PR-owskie (bo na szczęście ich czas juz się skończył)) pozostaną pobożnymi życzeniami.
Poza tym dla PO i PiS w szczególności (choć Platformy znacznie bardziej) stałe dolewanie oliwy do ognia to konieczność strategiczna. Dopóki wyborca sądzi, że trzeba być czujnym dzień i noc (a przynajmniej na każdych wyborach) czujnym, by nie dopuścić do władzy Zła, dopóty będzie stał dzielnie na posterunku Dobra.Gdyby nasza tzw. debata polityczna poszła w stronę dyskusji przy herbatce, Polacy zaczęliby wybierać może nie bardziej na spokojnie, ale z większą swobodą. To zachwiałoby hegemonią Wielkiej Dwójki.
Tuż po tragedii smoleńskiej sam zastanawiałem się, czy przypadkiem tak wielki cios nie zetnie całego obozu Kaczyńskich, co oznaczałoby również oklapnięcie Platformy oferującej swoim różnorodnym zwolennikom przede wszystkim trzymanie PiS-u z dala od sterów państwa. Trudno powiedzieć, czy byłby to scenariusz dobry, i na ile był potencjalnie realny, ale teraz już właściwie wiadomo, że się nie sprawdzi. Katastrofa zmiotła kawał pisowskiego sztabu i lejbgwardii, ale cała armia jest na tyle wielka i silna, by walczyć dalej.


Komentarze
Pokaż komentarze