Historia, ze baki zrywac.
"Studenci z uczelni, na których wykładał podający się za profesora Noah Rosenkrantz, nie będą musieli powtarzać egzaminów ani pisać od nowa prac magisterskich. Polskie prawo nie przewiduje, żeby na uczelni wyższej mógł pojawić się wykładowca z podrobionym dyplomem.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9634707,Falszywy_profesor_wypromowal_prawdziwych_magistrow.html
Pan "profesor" nie mial papierow, ale mial wiedze.
"- Wszyscy go chwalili i podkreślali, że zajęcia prowadził ciekawie. Nawet pracownicy naukowi, którzy wizytowali jego wykłady, byli pod wrażeniem - dodaje prorektor."
Niestety w prawdziwym zyciu powinno byc odwrotnie. I zeby papier byl wlasny.
W Niemczech tez Nowe idzie. Uczelnia dra von Guttenberga zaswiadczyla mu oficjalnie swiadomy plagiat. Beda dalsze przykre nastepstwa.
Viceprezydencina PE i szefowa frakcji Liberalow, jeszcze-dr Esther Silvana Koch-Mehrin, tez rzucila recznik i ustepuje ze wszystkich stanowisk. Uniwersytet zabiera sie do roboty.
www.koch-mehrin.de/2011/04/06/es-wird-eine-grose-veranderung-geben/
Spokojnie w przyszlosc moze spogladac profesor Wladyslaw Bartoszewski. Ani plagiatu doktoratu nie popelnil, ani nie wykladal na lewych papierach, a jego paru magistrow z bawarskich uniwersytetow zrobilo juz dawno doktoraty.
Jak widac - warto byc uczciwym!
2970



Komentarze
Pokaż komentarze (26)