
Starsi - tata, premier i prezes - już się dogadali i wszystko poukładali; wszystkim wydawało się oczywiste, że młody zrezygnuje ze swojej pracy, byleby tylko dało się ułożyć partyjno-polityczną układankę.
Tymczasem Daniel Kalemba pokazał im wszystkim gest Kozakiewicza.
I słusznie - nie przekreśla się dziesięciu lat uczciwie wypracowanej (podobno zaczynał od najniższego stanowiska) pozycji zawodowej w imię ministerialnych miraży starszego pana przed emeryturą.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)