znalezione w sieci;
Konflikt ukraińsko-rosyjski uświadomił nam, jak bardzo Unia Europejska jest uzależniona od energii z Rosji. Czas jałowych debat już minął – pora na działania strategiczne
Ostatnie wydarzenia na Ukrainie spowodowały, że niemal codziennie jesteśmy świadkami publicznych debat o bezpieczeństwie energetycznym. By nie dać się złapać w pułapkę emocjonalnej publicystyki, przyjrzyjmy się działaniom, które UE podejmuje dla zwiększenia własnego bezpieczeństwa energetycznego. I temu, jak wygląda jej faktyczne uzależnienie od importowanych surowców energetycznych.
To nie pierwszy raz
Konflikt ukraińsko-rosyjski po raz kolejny uświadomił przywódcom UE, że obecna polityka energetyczna wymaga zdecydowanych zmian. Prawdą jest, że w ciągu ostatnich 10 lat zrobiono w tej kwestii zdecydowanie więcej niż w całej historii Wspólnoty, jednak wciąż więcej się mówi niż robi.
Konieczność zdywersyfikowania źródeł energii powraca w Unii niczym bumerang, ilekroć pojawia się groźba konfliktu zbrojnego w krajach eksportujących gaz i ropę lub zagrożenie odcięciem przez Rosję państw unijnych od surowców. Tak było w latach 2006 i 2009 oraz później, gdy doszło do konfliktów w krajach Afryki Północnej. Odcięcie dostaw gazu przez Rosję dla Ukrainy w 2006 roku, które dotknęło też państw UE, stanowiło największy impuls dla wcielenia w życie idei zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego. Efektem było stworzenie tzw. mechanizmu solidarnościowego.
Co z polityką energetyczną Unii?
Dostępność energii świadczy o poziomie dobrobytu kraju, jednak nadmierne jej wykorzystanie prowadzi do poważnych problemów i ryzyka. Znaczenie energii dla rozwoju gospodarczego świata sprawia, że energetyka postrzegana jest przez rządy jako dziedzina strategiczna. Tak też jest w przypadku UE, która od kilkunastu lat stara się realizować wspólną politykę energetyczną. Bezpieczeństwo energetyczne to jeden z podstawowych jej celów. Można jednak odnieść wrażenie, że w ostatnich latach Unia bardziej postawiła na walkę ze zmianami klimatu czy budowę jednolitego rynku energii.
Do momentu wejścia w życie traktatu lizbońskiego, czyli do 1 grudnia 2009 roku, Unia nie mogła prowadzić zewnętrznej polityki energetycznej. Kwestie te leżały w kompetencjach państw członkowskich. Traktat stworzył nowe podstawy wspólnej polityki energetycznej, definiując ją jako obszar dzielonych kompetencji UE i państw członkowskich. Po raz pierwszy zawarto klauzulę solidarności, gwarantującą, że jeżeli dane państwo członkowskie napotka poważne trudności w dostawach energii, inne państwa udzielą mu natychmiastowej pomocy. Każde państwo unijne nadal jednak samodzielnie decyduje o swojej strukturze zaopatrzenia w energię, sposobie wykorzystania własnych zasobów energetycznych i samo wybiera źródła energii, z których korzysta.
Realizując cele ekologiczne polityki energetycznej Unia udowadnia, że jeśli chce, potrafi postawić na swoim. Przykładem jest regularna walka o wycofanie części uprawnień do emisji gazów cieplarnianych, którą Bruksela toczy z państwami silnie uzależnionymi od węgla. Kolejnym zaś – trwający już prawie 4 lata spór o wydobywanie gazu z łupków przez niektóre państwa unijne.
Unia zależna, Polska stabilna
Z danych Eurostatu wynika, że w 2012 roku kraje Unii były uzależnione od importu surowców energetycznych i energii aż w 54 proc. Sytuacja Polski jest zdecydowanie korzystniejsza: nasze uzależnienie wynosi nieco ponad 30 proc., co plasuje nas w czołówce najbezpieczniejszych energetycznie państw UE. W mniejszym stopniu uzależnione są tylko Czechy, Estonia, Rumunia i Szwecja.W zdecydowanie gorszej sytuacji są natomiast największe unijne gospodarki. Uzależnienie od zewnętrznych surowców energetycznych w Niemczech wynosi 61 proc., we Francji 48,1 proc., w Wielkiej Brytanii 42,1 proc. Są także kraje uzależnione niemal całkowicie, jak Włochy, Belgia czy Hiszpania.
Kraje o stosunkowo niskim poziomie energetycznego uzależnienia od importu bazują na swoich naturalnych paliwach kopalnych. Przykładem są tu Czechy, Estonia i Rumunia. Szwedzi opierają się na świetnie rozwiniętych odnawialnych źródłach energii, a Dania, jedyne państwo w UE w pełni energetycznie niezależne, korzysta z rodzimych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego.
Głównym dostawcą surowców energetycznych dla państw UE jest Rosja. W ostatnich latach pochodziło stamtąd prawie 35 proc. zewnętrznych unijnych dostaw ropy i ponad 30 proc. dostaw gazu. Drugim kierunkiem importu jest Norwegia. Pozostali dostawcy to kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, charakteryzujące się jednak dużą niestabilnością polityczną.
Polska posiada stosunkowo duże zasoby węgla kamiennego i brunatnego, niewielkie ilości gazu ziemnego i znikome – ropy naftowej. W zakresie odnawialnych źródeł energii dominują biomasa i wody geotermalne. Krajowe wydobycie węgla zaspokaja większość krajowego zapotrzebowania na węgiel kamienny i całkowity popyt na węgiel brunatny. Poziom produkcji węgla kamiennego w Polsce sięga 62 proc. całej produkcji węgla w UE.
Ropa naftowa, drugie co do wielkości źródło energii w Polsce, w 94 proc. importowana jest z Rosji. Z własnych źródeł zaspokajamy tylko kilka procent zapotrzebowania ten surowiec. Z Rosji pochodzi także 80 proc. importowanego przez nas gazu, a sami jesteśmy w stanie zaspokoić własne potrzeby w tej materii w około 1/3. Szansą na zmniejszenie uzależnienia od Rosji może być gaz łupkowy.
Co dalej?
W ostatnich dniach szefowie państw UE gorąco dyskutowali o tym, jak zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Unii. Mówi się o rozwijaniu odnawialnych źródeł energii, powrocie do energetyki jądrowej, wykorzystaniu surowców kopalnych (pod warunkiem stosowania niskoemisyjnych technologii) czy imporcie gazu łupkowego z USA. Jednak najważniejsze jest teraz to, żeby działania w tej kwestii były długoterminowe. By nie były tylko doraźną reakcją na zawirowania międzynarodowe.
Na razie sytuacja na Ukrainie nie ma bezpośrednich negatywnych skutków dla naszego kraju. W najbliższym czasie może wzrosnąć znaczenie rodzimych źródeł energii, których dostawy nie są uzależnione od zewnętrznych międzynarodowych napięć i konfliktów. To szansa dla Polski i polskiego węgla, który w ostatnim czasie powraca do łask.
autor;
*Katarzyna Cięciak – doktor nauk ekonomicznych; adiunkt w Katedrze Polityki Przemysłowej i Ekologicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Specjalizuje się w energetyce i ochronie środowiska


Komentarze
Pokaż komentarze (24)