0 obserwujących
20 notek
17k odsłon
  639   0

O pożytkach z nowych fizyk

Fizyka to mój zawód, uprawiany od  40 lat, jeśli liczyć od chwili uzyskania magisterium (w USA wchodzi sie do środowiska zawodowego dopiero po uzyskaniu doktoratu, o ile ktos takowy robi -- więc wedle kryteriów amerykańskich tych lat jest nieco mniej, 34). No i jako członek profesjonalnej mafii fizyków muszę tkwić w okowach tej oficjalnej "ortodoksyjnej" teoriifizycznej, która jest, jak wiadomo, kompletnie fałszywa -- a tacy jak ja, mafijny drobiazg,  muszą te teorie wyznawac pod terrorem stworzonym przez garstkę mafijnych "capo del tutti capi", czyli Ojców Chrzestnych -- bo jak sie wychylimy i wskażemy oczywiste wady oficjanej doktryny, to trafiamy na czarna listę i na zieloną trawkę i roboty już jako fizycy nigdzie nie dostaniemy.

Ale jako człowiek ceniący sobie prawo do nieskrepowanych myśli, ja postanowiłem po cichu w domu zacząć zajmować się "nową fizyką". Problem w tym, ze tych "nowych fizyk" jest od groma i dlatego człowiekowi trudno jest sie zdecydować, która wybrać -- rzecz w tym, ze każda z tych nowych fizyk zaprzecza nie tylko tej "ortodoksyjnej", ale i wszystkim innym nowym fizykom. Na przykład, tutaj mamy teorię elektrino, a w Forum "Nauka" pod egidą Gazety Wyborczej znów jeden pan agresywnie lansuje "teorię elektronowo-pozytonową", i te dwie teorie kompletnie do siebie nie przystają, wręcz sa w ostrym konflikcie.

Po długich namysłach, postanowiłem wybrać model atomu, który lansował śp. Profesor Michał Gryziński. Może dlatego, że o "atomie Gryzińskiego" usłyszałem wiele juz jako magistrant, no i choć z Profesorem nigdy osobiście sie nie zetknałem, to znam krocie ludzi, którzy Go osobiscie znali.

Model Gryzińskiego oparty jest w całosci na mechanice newtonowskiej i koncepcja leżąca u jego podłoza jest swobodny spadek elektronu na jądro (proton), co ma być zasadniczo rózne od modelu Bohra, gdzie elektron krąży po orbicie (nie rozumiem jednak dlaczego ta różnica jest tak podkreślana -- ruch satelitarny to przeciez też swobodny spadek, u licha! -- tyle, że szczególny przypadek. A przy tym  spadek prostoliowy to tez szczególny przypadek).

Przy swobodnym spadku prosto na jądro elektron powinien w nie bęcnac, nie? No i tutaj twórca modelu znalazł proste wyjaśnienie, czemu nie bęca.Otóz elektron posiada spin, tudziez moment magnetyczny, no i działą nań nie tylko siła Coulomba ciągnaca go prosto na jądro, ale i siła Lorentza, pchajaca go w bok. W rezultacie spadjacy elektron "mija jądro bokiem" i zaczyna z kolei sie od niego oddalać, aż do całkowitego wyhamowania prędkości: wtedy cykl spadku zaczyna sie od nowa. Tor elektronu w pojedynczym cyklu jest krzywa przypominajaca hiperbole. Autor modelu wyliczył, ze z trzech takich hiperbolopodobnych odcinków powstaje trójramienna zamkneta figura przypominająca znak firmowy Mercedesa (tyle, że bez zewnętrznego pierścienia)  i nazwał te trajektore "radiolą" -- moim zdaniem, niezbyt fortunnie, bo za moich czasów "radiola" to był taki kombajn zawierający superheterodynowy odbiornik radiowy na lampach (im więcej ich było, tym większy splendor!) oraz elektryczny gramofon, zwany popularnie "adapterem"  -- wszysko w jednej drewnianej obudowie, naogól dosc masywnej i na nózkach, bo taką radiolę ustawiało sie w pokoju na poczesnym miejscu jako mebel.

Dlaczego mowię, że "radiola" to nieforyunna nazwa? Ano, bo w rezultacie tych moich tajnych zainteresowań przypatrzyłem sie radioli bliżej i mam wrażenie, że..... coś w tej radioli nie gra!

O samym modelu i o całej matematyce radioli jest tutaj: Radiola

Teraz żartyy troche na bok -- tak naprawdę, to ja jestem do tego stopnia zaindoktrynowany Mechanika Kwantową, czyli tą Królowa Fałszywych Nauk (Cesarz to OTW), ze w model atomu Gryzińskiego raczej nie jestem skłonny uwierzyc. Ale kiedy poczytałem sobie o tej matematyce, z której sie radiole wyprowadza, to pomyslałem sobie, ze z tego mozna zrobic świetne zadanie egzaminacyjne na poziomie studium doktoranckiego. Mozna po prostu nic nie wspominac o zadnym atomie, tylko powiedziec tak: Masywna kula naładowana jest ładunkiem +q, a dużo mnie masywna ładunkiem -q. Ta niemasywna  w dodatku wiruje, przez co ma moment magnetyczny (to wszystko jest zgodne z kanonami klasycznej fizyki, żadnych kwantów tu nie wprowadzamy!). No wiec, na tę mniejszą kulę działą i siła elektrostatycznego przyciągania, i siła Lorentza, która jest zawsze prostopadła do wektora prędkosci. Siła Coulomba zalezy od odległosci między obiektami jak 1/r^2, a pole magnetyczne, które wytwarza wirujący dipol, maleje z odległoscią jak trzecia potęga -- to wszystko sa znane fakty z fizyki jeszcze przed-kwantowej.

No to z tego mozna latwo wypisać równanie ruchu dla niemasywnej kuli, które jest równaniem rózniczkowym 2-go stopnia o niezbyt skomplikowanej postaci. Ale często rozwiązanie równania rózniczkowego, które wyglada prosciutko, okazuje sie cięzkim orzechem do zgryzienia. Gryziński poradził sobie z tym tak, że zastosował formalizm Hamiltona-Jacobiego, który jest taka maszynką ułatwiająca rozwiązanie ruchu w podobnych przypadkach do radioli. Wiec mój pomysł z zadaniem egzaminacyjnym był taki, by po  prostu kazać studentom wyznaczyc trajektorie lekkiej kuli przy użyciu formalizmu H&J.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale