...Gdyby Jarosław Kaczyński równie sprawnie jak zdobywa poparcie środowisk radykalnych, potrafił zdobywać przychylnośc mediow oraz umiarkowanej -czy jak kto woli -centrowej czesci społeczeństwa... Gdyby po katastrofie smoleńskiej zamiast szczuć władzę (na oczach opinii publicznej), przypominającym średniowiecznego inkwizytora Macierewiczem , wypunktował realne błędy popełnione przez śledczych i stronę rządową...Gdyby zamiast ciągania tłumów pod pałacem prezydenckim z pochodniami w rękach, próbował prowadzić nie zadymę lecz dialog na temat błędow i zaniedbań w smoleńskim śledztwie... Gdyby wykorzystał nieporadność rządu i zaniechania w dziedzinie reformowania kraju... Gdyby z równą gorliwoscią jak o zamachach , bombach i niezniszczalnych brzozach , Kaczyński oraz jego ludzie opowiadali o konsekwencjach „emerytalnej reformy” Rostowskiego... Gdyby potrafił prezes na antenie Radia Maryja powiedzieć ,ze przy całym szacunku i sympatii dla tego środowiska w Polsce żyje jeszcze parę milonow Polakow , którym także należy się szacunek , bez względu na to jakie mają poglądy...Gdyby nie wyzywał wszystkich inaczej myślacych od siebie od zomowców...Gdyby potrafił zrozumieć ,ze polska prawica to nie tylko On ,Marek Suski , Karol Karski,Mariusz Bałszczak, Jacek Kurski i jeszcze paru innych przyjemniaczkow...Gdyby potrafił przyznać się do popełnianych błędow a nie tylko zwalał wszysto na wszechobecną agenturę i wraże media...Gdyby mniej kochał przemawiać do tych skrajnie myślacych , ktorych łatwo jest nakręcić a sprobował pozyskać tych bardziej wymagających , unikających zerojednynkowego pojmowania swiata słuchaczy...Gdyby udało mu się lepiej ukrywać poczucie pychy i wyższosci... Gdyby mowił mniej pogardliwie o rywalach...Gdyby się rzadziej zmieniał...Gdyby odpowiedział sobie na pytanie czy konserwatysta powinien stać na czele rewolucji...Gdyby nauczył się wyciągać wnioski z porażek...Gdyby miał wieksze ambicje niż tylko czekanie na kryzys ,który rzekomo ma zmieść z powierzchni ziemi jego głównego rywala-Tuska...Gdyby potrafił mowić o relacjach z sąsiadami unikając stereotypow i uproszczeń...Gdyby potrafił -jak rasowy polityk -ugryźć sie w język...Gdyby bez rewolucyjnej retoryki sprobował opowiedzieć o prawdziwych grzechach III RP i okrągłego stołu , uwzględniając przy tym swoj w tych wydarzeniach udział... Gdyby wreszcie poświęcił trochę swojego czasu na budowanie relacji rodzinnych, ucząc się trudnej jak diabli sztuki kompromisu i pokory , zamiast od rana do wieczora kombinować jakby tu wykiwać przeciwnieka i tego prawdziwego i tego urojonego i tego na zewntątrz i tego w środku.
Gdyby nauczył się ,ze wzniecanie nienawisci to nie jest dobra metoda osiągania swoich celów...
Gdyby spełnił wymienione przeze mnie warunki ,plus jeszcze parę innych to jak nic wygrałby nie tylko ostatnie wybory ...Dziś byłby rządził a my Polacy , mielibyśmy okazję zobaczyć jak wyglada ten jego polski Budapeszt.



Komentarze
Pokaż komentarze (63)