292 obserwujących
1723 notki
4745k odsłon
1676 odsłon

Uwaga, specjalnie dla moich miłych PT Czytelników!

Wykop Skomentuj24

    W połowie lat osiemdziesiątych skończyłam duży projekt badawczy i otworzyłam przewód doktorski. Moim promotorem (i szefem) był przezacny człowiek, docent dr hab. inż. architekt Zygmunt Mieszkowski. Przez kilka lat po stanie wojennym bronił mnie, moich prac i w ogóle mojego zatrudnienia na uczelni, wysyłał na konferencje, jednym słowem narażał się i to mocno ówczesnej władzy, przy czym robił to szalenie dyskretnie, ale konsekwentnie. Tu trzeba dodać, że był człowiekiem schorowanym, po dwu zawałach. 

I właśnie trzydzieści lat temu pewien partyjny podlec i karierowicz na moim wydziale spowodował odebranie mu zakładu i bezczelnie wysłał na emeryturę. Poinformowano go o tym po uroczystej inauguracji roku akademickiego, ot tak, bez żadnego uprzedzenia – „możesz pan wracać do domu, bo tu już pan nie pracujesz”. Efekt?
Kilka godzin później nasz „Dziadek” (tak go nazywaliśmy z racji różnicy wieku i przedwojennego stylu bycia) po prostu zszedł na zawał. Koniec.

Jeszcze przez rok zakład działał siłą rozpędu pod tymczasowym kierownictwem, po czym, po powrocie z następnych wakacji, okazało się, że jesteśmy rozparcelowani po innych zespołach, a nasze pokoje po prostu opróżniono, wywalając na śmietnik dorobek prawie dziesięciu lat prac badawczych. Przepadły wieloletnie badania z Beskidu Żywieckiego, z Kotliny Kłodzkiej, z Mierzei Wiślanej i wielu innych miejsc. Przepadły prace dotyczące wielu miejscowości na Śląsku. Posprzątano dorobek naszego zakładu bardzo dokładnie. Zupełnie przypadkiem prace dotyczące jednego projektu badawczego miałam w domu, bo wcześniej zabrałam je do kserowania. I tyle się uratowało. Oczywiście mój doktorat też przepadł, bo nie znalazł się nikt na tyle odważny, żeby przejąć obowiązki promotora. Podlec partyjny był profesorem i do tego wysoko usytuowanym w hierarchii politycznej, nikt nie chciał ryzykować w tamtej sytuacji.

Uratowane prace przeleżały u mnie całe lata, aż w końcu splot różnych okoliczności zmusił mnie do działania. Najpierw wszystkie rysunki (bo to są głównie odręczne rysunki inwentaryzacyjne) posegregowałam, podkleiłam, wyczyściłam, opisałam i przekazałam do Archiwum Państwowego/Oddział w Bielsku-Białej, a była to mrówcza praca, bo rysunków było prawie sześćset (600!) i większość w formatach A1/A2.
Jak już sobie wszystko poprzypominałam, odgrzebałam stare notatki i teksty, to postanowiłam ambitnie zrobić z tego album. Z tekstem kłopotu większego nie było, bo miałam wstępnie zredagowany dobry opis jeszcze sprzed trzydziestu lat, ale obrazki......
Tu muszę poinformować, że w zamian za przekazany zbiór Archiwum pięknie mi wszystkie rysunki zeskanowało, tyle że to są brystole i kalki z lat 1983-85, czyli pożółkłe, poplamione, naddarte itp. Wyciągniecie z tego ilustracji, wyczyszczenie, wyskalowanie, nadanie odpowiedniej jakości – dobra, nie będę opisywać nawet, ile to było pracy. I musiałam to zrobić sama, bo tylko ja wiedziałam/pamiętałam, co, do czego i jak....
W każdym razie książka jest, a tych z państwa, którzy zetknęli się z moim albumem o Śląsku i cystersach, zapewniam, że jakość edycji jest  porównywalna, aczkolwiek całość tym razem czarno-biała, bowiem w takiej technice były wykonywane inwentaryzacje i nieliczne zdjęcia.

Tytuł co nieco staroświecki, ale taki był mój zamiar >
W dolinie Żylicy. Ze studiów nad architekturą drewnianą Beskidu Śląskiego.

Na cuda nie liczę, wydaję to za prywatne pieniądze, a powody są dwa – po pierwsze pamięć o dobrym człowieku, po drugie fakt, że zdecydowanej większości obiektów wówczas inwentaryzowanych już po prostu nie ma, bo to akurat po latach sprawdziłam. Czyli jest to rodzaj przewodnika po czasie minionym i bezpowrotnie utraconych wartościach kulturowych i krajobrazowych.

Mam nadzieję, że niektórzy z Państwa się skuszą,  książka jest w formacie prawie A4, całostronicowych ilustracji ponad sześćdziesiąt, a niektóre naprawdę przepiękne! W sumie 200 stron za raptem 35 zł :)
Od dziś książka jest dostępna tutaj > https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/w-dolinie-zylicy-ze-studiow-nad-architektura-drewniana-beskidu-slaskiego/


 PS. Uprzedzam, że tym razem nakład nie jest zbyt duży, niestety. 

 

Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura