Blog
Ludzie myślcie, to nie boli
eska
eska zapluty karzeł reakcji
293 obserwujących 1716 notek 4049442 odsłony
eska, 22 lutego 2018 r.

Uwaga, specjalnie dla moich miłych PT Czytelników!

1670 24 0 A A A

    W połowie lat osiemdziesiątych skończyłam duży projekt badawczy i otworzyłam przewód doktorski. Moim promotorem (i szefem) był przezacny człowiek, docent dr hab. inż. architekt Zygmunt Mieszkowski. Przez kilka lat po stanie wojennym bronił mnie, moich prac i w ogóle mojego zatrudnienia na uczelni, wysyłał na konferencje, jednym słowem narażał się i to mocno ówczesnej władzy, przy czym robił to szalenie dyskretnie, ale konsekwentnie. Tu trzeba dodać, że był człowiekiem schorowanym, po dwu zawałach. 

I właśnie trzydzieści lat temu pewien partyjny podlec i karierowicz na moim wydziale spowodował odebranie mu zakładu i bezczelnie wysłał na emeryturę. Poinformowano go o tym po uroczystej inauguracji roku akademickiego, ot tak, bez żadnego uprzedzenia – „możesz pan wracać do domu, bo tu już pan nie pracujesz”. Efekt?
Kilka godzin później nasz „Dziadek” (tak go nazywaliśmy z racji różnicy wieku i przedwojennego stylu bycia) po prostu zszedł na zawał. Koniec.

Jeszcze przez rok zakład działał siłą rozpędu pod tymczasowym kierownictwem, po czym, po powrocie z następnych wakacji, okazało się, że jesteśmy rozparcelowani po innych zespołach, a nasze pokoje po prostu opróżniono, wywalając na śmietnik dorobek prawie dziesięciu lat prac badawczych. Przepadły wieloletnie badania z Beskidu Żywieckiego, z Kotliny Kłodzkiej, z Mierzei Wiślanej i wielu innych miejsc. Przepadły prace dotyczące wielu miejscowości na Śląsku. Posprzątano dorobek naszego zakładu bardzo dokładnie. Zupełnie przypadkiem prace dotyczące jednego projektu badawczego miałam w domu, bo wcześniej zabrałam je do kserowania. I tyle się uratowało. Oczywiście mój doktorat też przepadł, bo nie znalazł się nikt na tyle odważny, żeby przejąć obowiązki promotora. Podlec partyjny był profesorem i do tego wysoko usytuowanym w hierarchii politycznej, nikt nie chciał ryzykować w tamtej sytuacji.

Uratowane prace przeleżały u mnie całe lata, aż w końcu splot różnych okoliczności zmusił mnie do działania. Najpierw wszystkie rysunki (bo to są głównie odręczne rysunki inwentaryzacyjne) posegregowałam, podkleiłam, wyczyściłam, opisałam i przekazałam do Archiwum Państwowego/Oddział w Bielsku-Białej, a była to mrówcza praca, bo rysunków było prawie sześćset (600!) i większość w formatach A1/A2.
Jak już sobie wszystko poprzypominałam, odgrzebałam stare notatki i teksty, to postanowiłam ambitnie zrobić z tego album. Z tekstem kłopotu większego nie było, bo miałam wstępnie zredagowany dobry opis jeszcze sprzed trzydziestu lat, ale obrazki......
Tu muszę poinformować, że w zamian za przekazany zbiór Archiwum pięknie mi wszystkie rysunki zeskanowało, tyle że to są brystole i kalki z lat 1983-85, czyli pożółkłe, poplamione, naddarte itp. Wyciągniecie z tego ilustracji, wyczyszczenie, wyskalowanie, nadanie odpowiedniej jakości – dobra, nie będę opisywać nawet, ile to było pracy. I musiałam to zrobić sama, bo tylko ja wiedziałam/pamiętałam, co, do czego i jak....
W każdym razie książka jest, a tych z państwa, którzy zetknęli się z moim albumem o Śląsku i cystersach, zapewniam, że jakość edycji jest  porównywalna, aczkolwiek całość tym razem czarno-biała, bowiem w takiej technice były wykonywane inwentaryzacje i nieliczne zdjęcia.

Tytuł co nieco staroświecki, ale taki był mój zamiar >
W dolinie Żylicy. Ze studiów nad architekturą drewnianą Beskidu Śląskiego.

Na cuda nie liczę, wydaję to za prywatne pieniądze, a powody są dwa – po pierwsze pamięć o dobrym człowieku, po drugie fakt, że zdecydowanej większości obiektów wówczas inwentaryzowanych już po prostu nie ma, bo to akurat po latach sprawdziłam. Czyli jest to rodzaj przewodnika po czasie minionym i bezpowrotnie utraconych wartościach kulturowych i krajobrazowych.

Mam nadzieję, że niektórzy z Państwa się skuszą,  książka jest w formacie prawie A4, całostronicowych ilustracji ponad sześćdziesiąt, a niektóre naprawdę przepiękne! W sumie 200 stron za raptem 35 zł :)
Od dziś książka jest dostępna tutaj > https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/w-dolinie-zylicy-ze-studiow-nad-architektura-drewniana-beskidu-slaskiego/


 PS. Uprzedzam, że tym razem nakład nie jest zbyt duży, niestety. 

 

Opublikowano: 22.02.2018 12:30.
Autor: eska
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image web tracker

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @stanislav  Pytania dotyczą zmian w dotychczasowych zapisach konstytucji.
  • @nono  Jednostki samorządu powyżej gminy to komitety partyjne, kompletnie niezależne od...
  • @Kontestator  OK - wobec równości obywateli należy to samo zastosować do wszystkich wyznań...

Tematy w dziale Kultura