Mateusz Skwarczek
Mateusz Skwarczek
Eternity Eternity
48
BLOG

Poznajemy Niemcy berlińskiej Magdaleny Parys

Eternity Eternity Społeczeństwo Obserwuj notkę 7

O Magdalenie Parys popełniłem dwie notki:

Niemcy w oczach polskiej artystki mieszkającej w Berlinie

https://www.salon24.pl/u/eternity/1442116,niemcy-w-oczach-polskiej-artystki-mieszkajacej-w-berlini


Poznajemy Niemcy berlińskiej Magdaleny Parys

https://www.salon24.pl/u/eternity/1442150,cd-berlinskiej-magdaleny-parys

Magdalena Parys stereotypy o Niemcach.

Piszę to po weekendzie, w którym ukazał się mój wywiad w Gazeta Wyborcza.

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32619613,magdalena-parys-niemcy-lekcewaza-polske-bo-niemiec-caly-czas.html

Przeczytałam kilka komentarzy i od razu wiedziałam, że nic się nie zmieniło. Wystarczy powiedzieć o Niemczech coś nieoczywistego, coś prawdziwego, coś z życia, a część ludzi natychmiast pyta, po której jestem stronie.

Z prawicy. Z lewicy. Z PiS u. Z anty PiS u.

A ja nie jestem „z” ani z anty. Od ponad czterdziestu lat mieszkam w Berlinie. Przyjechałam tu jako dziecko. Dorastałam tu, kończyłam szkoły, studia, rodziłam dzieci, uczyłam się języka i tego, jak myśli Niemiec. Nie z książek. Z życia.

I tak, to daje perspektywę, która w Polsce wielu ludzi drażni. Bo jak ona może mówić o Niemczech bez nabożeństwa.

Otóż może.

W tym wywiadzie powiedziałam coś, co noszę w sobie od lat. Że w Niemczech przeszłość nie jest przeszłością. Ona się nakłada na teraźniejszość i przyszłość. Wchodzi do polityki, do mediów, do języka. Do tego, co wolno, czego nie wolno. Kto ma prawo podnieść głos. Kto ma prawo mieć ojczyznę. Kto ma prawo mówić zwyczajnie.

Niemcy w sferze publicznej są moralnie nadaktywne. Gesty, przeprosiny, klękanie, deklaracje. A jednocześnie w prywatnej pamięci wiele rzeczy nie zostało przepracowanych. W rodzinach. W codziennych rozmowach. W tym, co boli naprawdę.

To tworzy dziwną schizofrenię.

I ja o tym mówię. Nie dlatego, że mam program polityczny, tylko dlatego, że to widzę.

Prawda nie jest prawicowa ani lewicowa. Prawda nie jest też wypośrodkowana. Prawda jest po prostu prawdą.

Jeśli Berlin jest dziś brudniejszy niż Warszawa, to jest brudniejszy. To nie jest pogląd. To jest fakt. Jeśli Warszawa dba o siebie, a Berlin coraz częściej wygląda tak, jakby liczył, że „jakoś to będzie”, to nie jest ideologia. To jest obserwacja. I naprawdę nie trzeba do tego żadnej partii.

No i jeszcze jedno. Najbardziej drażniące. Najbardziej niewygodne. W wywiadzie mówię wprost: Niemcy wciąż lekceważą Polskę.

Nie dlatego, że nas „nienawidzą”. Tylko dlatego, że w niemieckiej głowie Wschód przez dekady był opowieścią o nich i Rosji.

Podziw, zachwyt, strach, miłość, nienawiść do Rosji. Cały ten emocjonalny romans.

A Polska długo była w tej opowieści czymś marginalnym. Czasem wręcz niewidzialnym.

Do tego stopnia, że kiedy mówisz w zachodnich Niemczech Breslau albo Danzig, możesz zobaczyć w oczach człowieka pytanie, czy to nie leży gdzieś w byłej NRD.

I teraz nagle Polska jest czystsza, bezpieczniejsza, coraz sprawniejsza, coraz bardziej europejska. Coraz bardziej widoczna.

I to wielu Niemcom nie mieści się w starej mapie świata. Ja tę mapę widzę od środka. I dlatego o niej mówię.

Bo jeśli mamy kiedykolwiek mieć uczciwą relację Polska - Niemcy, to nie zbudujemy jej na grzecznych frazach i na pudrowaniu rzeczywistości. Tylko na nazwaniu rzeczy po imieniu.

To jest jak rana. Jak jej nie oczyścisz porządnie, będzie wracać stan zapalny. I będzie bolało coraz bardziej.

Wiem, że jestem niewygodna. Bo nie mieszczę się w prostych podziałach. Bo mam dwie perspektywy. Polska jest moją ojczyzną z urodzenia. Niemcy są moją ojczyzną z doświadczenia.

I właśnie z tej podwójnej perspektywy będę dalej opowiadała o obu krajach tak, jak je widzę.

Bez upiększeń.

A jeśli ktoś koniecznie chce mi przypisać partię, to proszę bardzo. Nazywa się Partia Prawdy. Albo Partia Faktów.

I tyle.

I jeszcze jedno na koniec. Nie wierzcie w polski algorytm, który sami sobie stworzyliśmy.

Nie wierzcie w algorytm, który podpowiada nam, że wszystko już się udało i że nie trzeba niczego więcej robić. W taki algorytm uwierzyli Niemcy i gdzieś się zatrzymali i teraz patrzą, jak wszyscy ich przeganiają. Nie wierzcie w algorytm, który przekonuje nas, że Warszawa jest nowym Nowym Jorkiem.

Warszawa jest naprawdę piękna. Zrobiła ogromny skok. Ale tych wieżowców, które dziś tak nas zachwycają, jest tyle co w jednej niewielkiej części Nowego Jorku. A sam Nowy Jork zresztą też przestaje być jedynym wyznacznikiem świata.

Nie próbujmy być czymś, co już istnieje. Spróbujmy być tym, czego jeszcze nie ma.

Przede wszystkim spróbujmy być sobą.

Nie porównujmy się bez końca do miejsc, które budowały swoją pozycję przez dziesięciolecia. My jesteśmy szybcy i potrafimy zrobić bardzo dużo w krótkim czasie, ale to jeszcze nie znaczy, że świat już nas zna.

To, że jakiś Amerykanin po odwiedzeniu dziewięćdziesięciu krajów mówi, że najbardziej podobał mu się Toruń, nie oznacza jeszcze, że świat wie, gdzie leży Toruń.

Wszyscy wiedzą, gdzie jest Rio de Janeiro. Mało kto w Rio wie, gdzie leży Olsztyn. I to nie jest zarzut ani wobec Olsztyna, ani wobec Polski. To po prostu pokazuje, jak długa droga jeszcze przed nami.

Nie zachwycajmy się więc sami sobą.

Tak, jest już naprawdę dobrze. Ale nie zatrzymujmy się w połowie drogi i nie wmówmy sobie, że doszliśmy do końca.

Potrzebujemy pomysłu na siebie. Potrzebujemy odwagi, żeby pokazać się światu naprawdę. Lepiej, mądrzej i konsekwentniej niż do tej pory.

Niedawno bohaterowie popularnego serialu Bridgertonowie przyjechali do Polski. Dostali w prezencie bursztyny z Gdańska. Byli zachwyceni.

Ale główny aktor nie wiedział, gdzie leży Gdańsk. I nie chodzi o to, że Polska nic nie znaczy albo, że ten aktor jest głupi, błagam!

Chodzi o to, żebyśmy zobaczyli, gdzie naprawdę jesteśmy. I przestali wierzyć w algorytm, który mówi nam, że świat już oszalał na punkcie Warszawy.

Spójrzmy na Koreę.

Korea znalazła na siebie pomysł i potrafiła go opowiedzieć światu. Dziś na całym świecie ludzie mówią z zachwytem o koreańskich kosmetykach, koreańskich serialach itd… Cokolwiek Korea tworzy, wydaje się interesujące, bo stoi za tym jasna opowieść o tym, kim jest i co ma światu do pokazania.

To nie stało się przypadkiem. To był wysiłek, konsekwencja i wiara w to, że można stworzyć własną narrację i własną obecność w świecie. Kosztowało to miliardy dolarów, lata pracy, determinacji i konsekwencji. Te miliardy dzisiaj zaowocowały, przynoszą Korei szacunek i rozpoznawalność. Prestiż. Napędziły gospodarkę i nadal napędzają.

My wciąż jesteśmy na tej nowej drodze. Naprawdę myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, może nawet na najlepszej z możliwych. Ale to wciąż jest droga.

Link do artykułu w Wyborczej w komentarzu. A tymczasem: dobrego tygodnia Niemcom, Korei Polsce i światu ????

Foto: Mateusz Skwarczek


Eternity
O mnie Eternity

Try to be Meraki, - means “to do something with soul, creativity, or love”

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo