Polska niewinność na glinianych nogach.
Nie planowałam zabierać głosu w sprawie wpisu Yad Vashem. Widziałam, że wiele znaczących osób już to skomentowało, a ja, jako osoba prywatna, nie mam narzędzi, by stwierdzić, czy był to błąd celowy, czy zwykła luka, nieuwaga, niefortunne zdanie napisane w pośpiechu. Nie wiem i nie zamierzam na siłę udawać, że wiem. Ale kiedy patrzyłam na burzę, która po tym wpisie przetoczyła się przez Polskę, poczułam, że trzeba jednak dołożyć kropkę. Nie do wpisu Yad Vashem, lecz do tego, co on odsłonił. Bo jedno niefortunne zdanie, pozbawione kluczowej adnotacji o niemieckiej okupacji, uruchomiło w Polsce reakcję, która w swojej gwałtowności powiedziała więcej o samych Polakach niż o instytucji w Jerozolimie. W jednej chwili zadziałał mechanizm dobrze znany wszystkim, którzy choć raz obserwowali polską debatę o historii: najpierw oburzenie, potem obraza, a na końcu - fala komentarzy, w której prawda historyczna zostaje zmielona na miałki pył, byle tylko kolejny raz potwierdzić mit, że Polak jest zawsze niewinny, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to musi być wrogiem.
Tyle że ten mit nie wytrzymuje zderzenia z faktami. I nie trzeba wielkich archiwów, żeby to zobaczyć. Wystarczy przypomnieć rzeczy, o których w Polsce mówi się niechętnie: getto ławkowe istniało przed wojną. Pogromy zdarzały się przed niemiecką okupacją. Przemoc wobec Żydów była realna i udokumentowana, zanim ktokolwiek włożył na ramię opaskę narzuconą przez hitlerowców. To nie Niemcy wymyślili polski antysemityzm. Niemcy go tylko zmonopolizowali. I właśnie dlatego reakcja na błąd Yad Vashem była tak gwałtowna. Nie dlatego, że Polacy są wrażliwi na prawdę, lecz dlatego, że każdy nawet najmniejszy rys na pomniku narodowej niewinności działa jak sygnał alarmowy. Bo jeśli pozwolimy sobie przyznać, że historia była bardziej skomplikowana niż bajka o rycerzach i ofiarach, to nagle trzeba będzie zacząć myśleć. A myślenie zawsze jest groźne dla mitologii.
Ten mechanizm - oburz się, obraź, zepchnij winę na innych - nie działa tylko w sprawach historycznych. On działa tu i teraz. Widać go w komentarzach, w memach, w języku ulicy, w tonie mediów, w polskich reakcjach na każdy temat, w którym pojawia się słowo "Żyd" lub "Izrael". W Polsce antysemityzm nie potrzebuje maski. W Polsce jest nagi. Bez kosmetyki. Bez filtrów. Bez kulturowego wstydu, który we Francji choć częściowo powstrzymuje ludzi przed popadnięciem w otwartą nienawiść. Bo tak, Francja ma problem. I Le Point ma rację, mówiąc o "czymś odrażającym" unoszącym się nad francuskim życiem intelektualnym: odwoływanie wykładów, ostracyzm wobec żydowskich intelektualistów, kampusowa histeria, strach studentów przed zabieraniem głosu. Ale choć we Francji jest źle, to jest tu przynajmniej mechanizm społeczny, który nazywa rzeczy po imieniu. Są głosy sprzeciwu. Są autorytety, które powiedzą: "stop".
W Polsce, nie. W Polsce to, co we Francji wybrzmiewa jako skandal, tam przechodzi jako codzienność. Tak, Polska ma więcej Sprawiedliwych niż jakikolwiek inny kraj, bo na jej terytorium było najwięcej Żydów. I tak, wielu Polaków ratowało. Ale wielu Polaków biło, wydawało, okradało i zabijało. Tylko że tej drugiej części nie wolno wypowiedzieć na głos, bo natychmiast uruchamia się narodowy radar, który wykrywa "atak na polskość". To właśnie dlatego błąd Yad Vashem stał się detonatorem. Nie dlatego, że dotyczył gwiazdy Dawida. Ale dlatego, że dotykał polskiej potrzeby widzenia siebie jako narodu, który nie musi niczego przepracować. Narodu wiecznych ofiar, wiecznych bohaterów, wiecznych moralnych zwycięzców, bądź uciśnionych. A przecież historia, ta prawdziwa historia, jest bardziej skomplikowana, bardziej brudna i bardziej ludzka. I właśnie dlatego tak wielu w Polsce jej nie znosi.
A przecież nie tylko Polska zmaga się z tym cieniem. We Francji, jak pokazuje Le Point, antysemityzm wraca w nowej formie, tej salonowej, akademickiej, wysublimowanej. W Polsce wraca w formie starej, plemiennej, wrzaskliwej, nieokrzesanej. Ale mechanizm jest identyczny: Żyd przestaje być człowiekiem, a staje się kategorią. A kategoria zawsze musi odpowiadać zbiorowo - za błędy cudze, za czyny obcych, za mity, które ktoś chce widzieć.
Ten felieton nie jest ani o Yad Vashem, ani o jego błędzie. Ten błąd był tylko zapałką. Jest o tym, że Polska nie tylko nie odrobiła lekcji z historii, Polska nadal twierdzi, że nie ma żadnej lekcji do odrobienia. I o tym, że wystarczy jedno niefortunne zdanie w jednym wpisie, żeby wyszło na jaw to, co w polskiej debacie zawsze było pod powierzchnią: mieszanina dumy, kompleksów, ignorancji i agresji, która czeka tylko na pretekst, by wybuchnąć. Nie wiem, czy wpis Yad Vashem był błędem, czy chwilą nieuwagi. Ale wiem jedno: reakcja, jaką wywołał w Polsce, mówi o Polakach więcej niż tysiąc podręczników historii.
I to właśnie w tej reakcji odbija się prawdziwy problem, nie to, co napisało Yad Vashem, lecz to, czego Polacy boją się najbardziej: prawdy o sobie.
Źródła w komentarzu
Photo: Protest studentów krakowskich, 1929 r. Źródło: NAC
Photo 1. S. Baral, screen z YouToube Jewish Community Library in San Francisco;
Photo 2. J. Hartman, wyborcza/Grazyna Marks
Niestety, zaczęło się dobrze, ale rozwinęło się słabo. Komentarze tutaj były pierwotnie zamieszczane tam, gdzie powinny, czyli w komentarzach; niestety, są blokowane przez sztuczną inteligencję. Nie widzę najmniejszego powodu takiej aktywności, ale cóż, nikt nigdy nie pokonał maszyny, przynajmniej w takich sprawach.
Cyt:
Marta Kruszyńska
Nic dodać nic ująć. Poza gettem ławkowym numerus clausus, ataki na Żydów na ulicach, akcje polityczno/ekonomiczne pt. "Nie kupuj u Żyda", pisma i wydawnictwa antysemickie, w tym religijne, jak "Rycerz niepokalanej". Jedna uwaga - w czasie II wojny ratowało swoich sąsiadów niewielu. W Polsce znakomita większość Żydów zginęła, większość polskich Żydów, która przetrwała, uratowała się w ZSRR. Głównie byliśmy obojętni, a kolejna grupa to szmalcownicy, donosiciele czy zwyczajni mordercy. Największym mitem jest rzekoma liczba ponad 2.000 dzieci, uratowanych przez Irenę Sendlerową. Dobrze rozłożyła to na czynniki pierwsze Anna Bikont. W rzeczywistości dzieci była ca setka. Gdyby nie donosiciele byłoby ich więcej.



Komentarze
Pokaż komentarze (91)