Nowojorski maraton to znacznie więcej niż bieg na dystansie 42 kilometrów i 195 metrów. To wielkie sportowe widowisko, którego sceną są ulice pięciu dzielnic metropolii: Staten Island, Brooklynu, Queens, Bronksu i Manhattanu. Mosty, podbiegi, tłumy kibiców i słynna meta w Central Parku tworzą atmosferę trudną do porównania z jakąkolwiek inną imprezą.
Tegoroczna edycja przyniosła historię szczególną. W niedzielę 1 listopada 2026 roku zwyciężył Szwed Andreas Almgren, uzyskując czas 2:06:01. Co więcej, dokonał tego w swoim debiucie w maratonie i został pierwszym szwedzkim triumfatorem tego biegu. Trudno wymarzyć sobie lepsze wejście do elity maratońskiej.
Afrykańska dominacja — ale nie monopol
Współczesne biegi długodystansowe trudno sobie wyobrazić bez zawodników z Kenii i Etiopii. Ich sukcesy nie są dziełem przypadku. Stoją za nimi między innymi wieloletnia praca, silna konkurencja, rozbudowane środowiska treningowe i przygotowania na dużych wysokościach.
Nie oznacza to jednak, że maraton w Nowym Jorku był zamknięty dla reszty świata. Dominacja to nie monopol, a sportowa historia nie jest wyrokiem na przyszłość. Właśnie dlatego zwycięstwa przełamujące utrwalony układ sił budzą tak wielkie emocje.
Sensacja z Północy
Almgren nie wygrał dzięki samotnej szarży od pierwszych kilometrów. Jego sukces był rezultatem cierpliwego biegu, utrzymywania kontaktu z czołówką i skutecznej odpowiedzi na ataki rywali. Decydujący ruch wykonał dopiero na ostatniej mili, w Central Parku. Wtedy odskoczył przeciwnikom i rozstrzygnął rywalizację. [3]
Drugi finiszował reprezentant Włoch Yemaneberhan Crippa — 2:06:14. Trzecie miejsce zajął Kamohelo Mofolo z Lesotho — 2:06:26, wyprzedzając o sekundę ubiegłorocznego zwycięzcę, Kenijczyka Bensona Kipruto. Dwa pierwsze miejsca przypadły więc reprezentantom europejskich państw, a na podium znalazł się również zawodnik z afrykańskiego kraju, który znacznie rzadziej pojawia się w maratońskich nagłówkach.
Statystyki nie wbiegają na metę
W takich chwilach sport przypomina, dlaczego warto go oglądać. Można analizować wyniki, porównywać rekordy i wskazywać faworytów, ale ostatecznie to nie statystyki wbiegają do Central Parku. Biegnie konkretny człowiek — ze swoim przygotowaniem, taktyką i zdolnością do wytrzymywania presji.
Nie wyciągałbym z jednego zwycięstwa wniosku o końcu afrykańskiej dominacji. Byłoby to równie pochopne jak wcześniejsze przekonanie, że nikt nie może jej naruszyć. Triumf Almgrena pokazuje natomiast, że nawet w konkurencji o tak utrwalonej hierarchii wciąż jest miejsce na niespodziankę.
Oglądałem ten maraton z ogromną przyjemnością. Szwedzka flaga na najwyższym stopniu podium była pięknym zwieńczeniem widowiska. Faworyci mają swoje argumenty. Na szczęście sport zachowuje prawo do własnej odpowiedzi.
Eternity


Komentarze
Pokaż komentarze (6)