Nie protestowałem przeciw pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, przeciwnie, argumentowałem - skoro nie Prezydent Polski, zmarły tragicznie w trakcie pełnienia urzędu - to kto?
Wyśmiewałem gdy tylko miałem okazję teorie, że to Lech Kaczyński jest winien tragedii, bo naciskał - bo od tego m.in. jest, żeby naciskać a psim obowiązkiem pilotów jest dowieźć go PRZEDE WSZYSTKIM bezpiecznie na ziemię - jeśli więc nawet założymy, że ulegli naciskom to wina leży tylko i wyłącznie po ich stronie.
Nie rozumiałem i dopytywałem się po co i dlaczego Prezydent zdecydował się przenieść krzyż, bo choć świrusy które go bronią ani trochę mi się nie podobają - to nadal nie widzę do przeniesienia krzyża ani jednego dobrego powodu (prowokacja wobec PiS nim nie jest!).
Nie podoba mi się ani trochę sposób wmontowania tablicy - zapewne organizatorzy bali się kolejnych demonstracji i prowokacji ze strony PiS i "obrońców" ale i tak mogli to zrobić w bardziej cywilizowany sposób.
Ale pomysł, żeby na Krakowskim Przedmieściu budować pomnik Lecha Kaczyńskiego (pod pretekstem upamiętnienia "wszystkich ofiar katastrofy") jest idiotyczny.
Po pierwsze pomnik powstaje już na warszawskich Powązkachi jest to miejsce znacznie lepsze.
Po drugie Lech Kaczyński był miernym Prezydentem, niesamodzielnym, całkowicie uzależnionym od brata bliźniaka i jego politycznego zaplecza, który nie wsławił się kompletnie niczym poza może jednym przemówieniem na placu w Tibilisi - tyle że nawet Wałęsa miał lepsze przed połączonymi izbami parlamentu USA.
Po trzecie zaspakajanie żądań świrusów i fanatyków nigdy nie kończy się dobrze - jeśli powstanie pomnik to i tak bedzie im za mało a prawdopodobnie usłyszymy też, że Komorowski się zgodził bo jest winny zbrodni i kolejne oszczerstwa i przeinaczania.
Pomniki stawia się nie tym, którzy zginęli tragicznie w przypadkowych katastrofach tylko mężom stanu, którzy zmienili bieg historii. Jeśli w ogóle któryś z Kaczyńskich zasługuje na pomnik to nie Lech Kaczyński tylko jego brat bliźniak.
e.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)