W Europie i Ameryce wiedza o ogromie zbrodni komunistycznych uległa upowszechnieniu dopiero w połowie lat siedemdziesiątych. Wcześniej wieści o ludobójstwie komunistycznym przyjmowano na Zachodzie z niedowierzaniem, najczęściej traktując jako propagandowy element zimnej wojny. Przełomem stało się wydanie "Archipelagu Gułag" Aleksandra Sołżenicyna. Dopiero dzięki jego książce światowa opinia publiczna zdała sobie sprawę z ogromu rozmiarów ludobójstwa dokonanego przez komunistów.
Na progu trzeciego milenium, w dużym stopniu za sprawą amerykańskich środowisk żydowskich, upowszechnianiu wiedzy o zbrodniach komunistycznych zaczęło towarzyszyć nagłaśnianie przestępstw drugiego z totalitarnych systemów - narodowego socjalizmu.
Ponieważ oba systemy mają na swoim sumieniu trudne do zliczenia miliony niewinnych ofiar, wydawało się, że wszelkie dyskusje o tym, który z nich był bardziej zbrodniczy prowadzą do nikąd, są niecelowe. Stąd najczęściej stawiano je obok siebie. Wybitny polski pisarz, Józef Mackiewicz stanowisko to tłumaczył następująco: "W masie zbrodni popełnionych w okresie minionej wojny dwie wyróżniają się najbardziej; 1) pod względem i ilościowym, i jakościowym - zbrodnia wymordowania milionów cywilnej ludności żydowskiej‚ gazowania i palenia jej wraz z kobietami i dziećmi; 2) pod względem jakościowym - zbrodnia wymordowania 15 tysięcy internowanych oficerów polskich‚ zastrzelonych pojedynczo wystrzałem w tył głowy‚ w Katyniu i w dwóch nieustalonych jeszcze miejscowościach w Sowietach. W obydwu wypadkach mordowani byli ludzie nie za ich czynność‚ lecz za ich istnienie. W pierwszym wypadku z pobudek rasowych‚ w drugim z pobudek klasowych. Ponieważ nie ma takiego prawa boskiego ani moralnego‚ które by mordowanie za przynależność do pewnej rasy uważało za zbrodnię większą od mordowania za przynależność do pewnej klasy (względnie światopoglądu‚ religii itd.)‚ przeto pomiędzy obydwoma tymi zbrodniami‚ w każdym wypadku z punktu widzenia Kościoła katolickiego‚ powinien być postawiony jakościowy znak równania (...)".*
*Podaję za "Józef Mackiewicz - groźny świadek zbrodni", Grzegorz Eberhardt, Rzeczpospolita, 14-04-2007
Przez kilka lat wydawało się, że ocena zbrodni komunistycznych i nazistowskich oparta na argumentacji Mackiewicza nigdy nie zostanie poddana w wątpliwość. A jednak…Pod koniec lat dziewięćdziesiątych „znak równania” przestał obowiązywać. Światowe media dzięki zmasowanej propagandzie Elie Wiesela porzuciły tezę o „równości ofiar wobec zbrodni”. W to miejsce zaczęto mówić o niecodziennej wyjątkowości ludobójstwa dokonanego przez nazistów na Żydach. I pomniejszać wagę komunistycznych mordów.
W Polsce wolcie tej przewodził Michnik. Powielając Wieselowską kalkę pisał:"Czyż Żydzi - w hitlerowskiej Zagładzie i w późniejszych pogromach antyżydowskich - nie byli mordowani na zupełnie innych zasadach niż wszystkie inne narody? Czyż nie spotykało ich to wszystko tylko dlatego, że byli Żydami? Czy poprzez milczenie o tym, co się zdarzyło podczas Zagłady, poprzez zacieranie różnicy losów, nie odbiera się Żydom prawa do ich własnego, z niczym nieporównywalnego nieszczęścia?"*
'Adam Michnik, Pogrom kielecki. Dwa rachunki sumienia (II), GW, 2006-06-10
Pytał i pytał, tak jakby można było unieważnić słowa Hannah Arendt:Holokaust będąc zbrodnią na Żydach, był przede wszystkim zbrodnią przeciw ludzkości!
Inne tematy w dziale Kultura