Żyjemy współcześnie w czasach zmierzchu metanarracji, wielkie gmachy metafizyk minionych epok przestały być dla nas przekonujące. Funkcjonują one jeszcze w dyskursach np. prawniczym czy też w dyskursie nauk szczegółowych, ale w filozofii ich czas przeminął. Jednocześnie z końcem metafizyk mamy doczynienia z kryzysem Prawdy, współcześni postmoderniści krzewią relatywizm, i uznają wszelkie mówienie o prawdzie za metafizyczną przemoc.Przemoc rozumu wobec człowieka, zniewolenie przez doktrynę. Nie sposób zresztą zwłaszcza po doświadczeniach dwudziestego wieku się nie zgodzić z niektórymi argumentami postmodernistów. Podobnie jak w totalitarnym komunizmie tak też i w większości metafizyk to co jednostkowe, było podporządkowane pojęciom bardziej ogólnym. Wiemy jak się skończyła ta ofiara złożona z tego co jednostkowe iniepowtarzalne na ołtarzu tego co ogólne. Jednocześnie jednak zbudowanie choćby na własne potrzeby moralności bez prawdy jest zadaniem dość kłopotliwym jeżeli niewykonalnym. Czy cośmożna zrobić z tą sytuacją gdy metafizycznie ugruntowana etyka nie ma już racji bytu? Może należałoby znaleźć jakąś niemetafizyczną filozofię, która jednakże nadal hołduje prawdzie. Ostatnią współczesną taką filozofią zdaje się być filozofią Martina Heideggera, która stara się dojść do prawdy, czy też lepiej powiedzieć stara się„wysłyszeć” prawdę Bycia, jednocześnie będąc niemetafizyczną. Heideggerowska krytyka metafizyki, jak i jego własne poszukiwania są o tyle cenne, że ukazują jak poprzez zapomnienie bycia czyli tego co nam w gruncie rzeczy najbliższe nieświadomie odeszliśmy od możliwości zadawania fundamentalnych pytań. Jak pisze Heidegger „wszystkie tytuły są już nieistotne”. Grozi nam więc z jednej strony demony straszących zza grobu metafizyk, a z drugiej miałkość bezwartościowej egzystencji. Filozofia Heideggera wyrosła na gruncie europejskim, jako swego rodzaju filozofia postmetafizyczna. I jak mi się zdaje „ostatni głos” prawdy. Jest to też myśl wychodząca poza skostniałe struktury podmiotu i przedmiotu, ogólnego i jednostkowego. Biorąc pod uwagę to, że żyjemy dzisiaj w tyglu kulturowym można by zapytać o to na ile Heidegger jest przetłumaczalny na język innych kultur, i na ile można tym sposobem doprowadzić jego myśl do (na ile to możliwe) uniwersalności. Jednym z ważniejszych partnerów dla europyw dzisiejszym międzykulturowym dialogu jest Azja. Jedną natomiast z najpoważniejszych religii Azji jest Buddyzm, który w wielu miejscach jest podobny jeżeli nie tożsamy z myślą Heideggera. Właśnie tymi punktami stycznymi chciałbym się zająć, pokazując jak dwa niemetafizyczne style myślenia z różnych czasów i miejsc „działają” w sposób zbieżny. Przejdźmy teraz do motta późnej (postmetafizycznej) filozofii Heideggera zawartego w jego „Przyczynkach do filozofii”:„Ten kto to wszystko kiedyś pojmie, nie potrzebuje mojej próby, musi bowiem sam torować sobie drogę. Musi posiąść taką umiejętność myślenia tej próby, aby uważał, że przybywa ona doń z daleka, jednak jest czymś najbardziej własnym, czemu on jest wydany jako ktoś wykorzystywany, kto z tego względu nie ma ani ochoty, ani sposobności do myślenia siebie”[1]. Zauważamy tu od razu podobieństwo do Buddyjskiej przypowieści o dharmie (buddyjskiej nauce) jako tratwie, która służy do przedostania się na drugi brzeg samsary, ale gdy się już tam adept przedostanie na brzegu nie potrzebuje już tratwy („ten kto to kiedyś pojmie”) całkiem podobnie jak z Witgensteinowską drabiną, którą po użyciu należy odrzucić. Widzimy też wezwanie do samodzielności myślenia do samodzielnego torowania sobie drogi, podobnież mówi Buddyjska Kalama Sutra: "Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym"[2]. Następnym podobieństwem jest niemyślenie samego siebie, wezwanie do porzucenia ksobnej perspektywy myślenia, którą to perspektywą skażona była cała zachodnia metafizyka już co najmniej od czasów Kartezjusza. Oznacza to też porzucenie myślenia w kategoriach podmiotowo-przedmiotowych tak zakorzenionego w naszych dziejach. Zupełnie podobnie buddyści starają się osiągnąć moment samej tylko świadomości czystej i nieskalanej perspektywą podmiotowo-przedmiotową: „26. Dopóki świadomość nie pozostaje w stanie samej tylko świadomości dopóki nie zanika ciążenie do dwóch pojęć [tj. podmiotu i przedmiotu].27.Albowiem nawet w następstwie postrzeżenia, że to [wszystko] jest samą tylko świadomością, stawiając coś na czele [jako przedmiot], nie utrzymuje się tej samej tylko [świadomości]28. Jeśli zaś świadomość nie ujmuje żadnej podpory, wtedy pozostaje trwalew samej tylko świadomości, ponieważ z braku czegoś do ujmowania nie jest on[= przedmiot] ujmowany”[3]. Może dlatego Heidegger mówi o tym, że próba przybywa doń z dala choć jest czymś najbardziej własnym. Jest to próba wymagająca nie lada wysiłku, wysiłku medytacyjnego w przypadku Buddyzmu i wysiłku myślenia w przypadku Heideggera. Oba te doświadczenia (medytacji i myślenia) spotykają się w jednym miejscu w milczeniu.Obaj jednak Heidegger i Budda coś mówili temu nie da się zaprzeczyć, mimo, iż Budda długo zastanawiał się czy ogłosić swoją naukę, a Heidegger do dzisiaj boryka się z błędnymi interpretacjami swojej myśli. Chodziło im jednak o „powiadanie z wnętrza milczenia”. Z jednej strony to milczenie w kwestiach metafizycznych jak np. Budda w przypowieści o pięciu liściach czy o strzale, gdzie mówi swoim uczniom, że przekazuje im tylko tyle ile jest im potrzebne do osiągnięcia oświecenia, czy też jak Heidegger mówiący, że metafizykę należy pozostawić jej samej. Z drugiej strony chodzi o istotną stronę milczenia leżącą u podwalin samego języka. To co milczane może być tak samo, albo bardziej nawet zrozumiałe, jak to co wypowiedziane, a to co istotnie wypowiedziane ma u swoich podstaw zawsze milczenie. Oto przykład tych obu ujęć milczenia : „Wędrowny mnich Waczczhagotta zwrócił się do Wzniosłego w te słowa: Jak się przedstawia ta sprawa czcigodny Gotamo, czy istnieje jaźń? Wzniosły zachował milczenie. Wtedy wędrownymnich Waczczhagotta powstał ze swego siedzenia i odszedł. Lecz czcigodny Ananda rzekł do Wzniosłego: Dlaczego o Panie Wzniosły nie dał odpowiedzi na pytanie wędrownego mnicha Waczczhagotty? O Anando, gdybym odpowiedział na pytanie wędrownego mnicha Waczczhagotty : Czy istnieje jaźń słowami: Jaźń istnieje to potwierdziłbym doktrynę samanów i braminów, którzy wierzą w nieprzemijalność. Gdybym, o Anando na pytanie wędrownego mnicha Waczczhagotty: Czy istnieje jaźń? Odpowiedział: Jaźni nie ma to bym potwierdził o Anando, doktrynę samanów i braminów którzy wierzą w unicestwienie.”[4]W tej przypowieści Budda (Wzniosły) milczy w odpowiedzi na oba pytania Waczczhagotty, jest to milczenie wobec metafizyki odpowiedź bowiem na pytanie czy istnieje jaźń ustawiła by go od razu jako zwolennika doktryny samanów i braminów czyli współczesnych Buddzie metafizyk. Zatem metafizyczne na metafizyczne pytania Budda odpowiada milczeniem pozostawia metafizykę jej samej. Odpowiada dopiero swojemu uczniowi Anandzie, który jest wstanie zrozumieć jego słowa, odpowiada mu z wnętrza milczenia zarówno z wnętrza milczenia wobec metafizyki, jak i z wnętrza milczenia doświadczenia medytacyjnego, które pozwoli Anandzie zrozumieć odpowiedź Buddy.
[1]Martin Heidegger „Przyczynki do Filozofii” str. 17 wydawnictwo Baran i Suszyński Kraków 1997
[3]"Wasubandhu: Trzydziestka strof -Uzasadnienie Wyłącznego istnienia Treści świadomości"w Michał Mejor :"Buddyzm zarys Historii Buddyzmu w Indiach" Str.299; Prószyński i S- kaWarszawa 2001
[4]„Buddyzm” str. 59 Biblioteka Pisma Literacko-Artystycznego Kraków1987
Komentarze
Pokaż komentarze (4)