Myśląc oresentymencie przypomina mi sięnieodmiennie refleksyjny wers z utworu Tori Amos[1]: „Why do we crucify ourselfs?”. Jest to jakże aktualne pytanie o kryjące się wewnątrz ludzkich dusz tendencję autodestruktywne, ciągoty do samoudręczenia się i poświęcania tego co każdej osobie najbliższe czyli jej samej. Jak to się dzieje? Skąd się ten mechanizm bierze? Czy jest to ukryty demon czyhający na dnie każdej ludzkiej duszy czy tylko niektórych? To są pytania na które Nietzscheański namysł nad resentymentem stara się odpowiedzieć.Sprawa resentymentu pozwala nam spojrzeć z innej perspektywy na Nietzschego. Nie jest on już tylko generałem ateizmu, „antychrześcijańskim” burzycielem kamiennych tablic, którego książki księża topią w wodzie święconej, a któremu z drugiej strony tabuny młodych ubranych na czarno posępnych młodych chłopców „metalowców”składają Hołd jako królowi buntowników.Widziany natomiast od strony resentymentu Nietzsche jawi się jako wnikliwy myśliciel, obserwator i znawca ludzkiej natury z całą jej złożonością i problematycznością. Taka perspektywa pozwala nam spojrzeć na naszego myśliciela, pominąwszy religijne spory (których końca nie widać i się na taki nie zapowiada) jako na wybitnego filozofa, antropologa, psychologa. Po tym krótkim wstępie możemy zacząć próbować odpowiedzi na nasze początkowe pytania. Zacznijmy od ostatniego jakie dusze, charaktery, jakie typy ludzi najbardziej są narażone na działanie resentymentu? Którzy ludzie są resentymentem przesiąknięci „do szpiku kości”, a którzy nie są na jego działanie narażenia lub też występuje u nich rzadko i nie czyni takiego spustoszenia psychicznego jak u innych?Trzeba przy tym powiedzieć o podziale ludzkości przeprowadzonym przez filozofa i wskazać co jest główną jego osią. Nietzsche dzieli ludzi na niewolników i ludzi silnych. Czyli na dusze dostojne, arystokratyczne i dusze liche, pospolite (przy czym nie ma to nic wspólnego ze stanem konta w banku). Dusze dostojne, szlachetne są odważne, spontaniczne, nie są pamiętliwe i charakteryzuje je lekkość w podejściu do świata jak i do siebie. Natomiast duszę niewolników są strachliwe, zakompleksione, zapamiętałe w wypominaniu dawno minionych ran i co ważne „reaktywne”. Właśnie gdzieś w tej „reaktywności” kryje się oś tego podziału, antagonizm aktywny-bierny staje się zaczynem podziału na panów i niewolników. Chociaż oczywiście dusza dostojna może sobie pozwolić na bierność, ale nie jest to jak u dusz „gminnych” bierność wyczekiwania, czekania na „cud”, poddania się czy też litościwego liczenia na pomoc gdzieś tam z skądś czyli przysłowiową „gwiazdkę z nieba”. Nie jest to przesiąknięta beznadzieją bierność przegranego, nasączona nienawiścią do tych którym się udało. Wręcz przeciwnie dusza dostojna gdy nie jest aktywna po prostu odpoczywa zgodnie z naturalnym rytmem czyn-zmęczenie-odpoczynek. Czyli odpoczywa by nabrać sił do dalszej spontanicznej aktywności, która ją charakteryzuje, a nie w zwątpieniu w siebie samą „nic ze swoim życiem nie robi” pozostając zawieszona w biernej beznadziei.Ta różnica między aktywnością, a biernością powoduję też powstanie różnych moralności czy mówiąc inaczej, interpretując Nietzschego różnych nastawień do życie i podejść do moralności. Tak o tym pisze nasz filozof: „Moralność niewolników, by powstać, potrzebuje, fizyologicznie mówiąc, zewnętrznych podniet, by w ogóle działać, - jej akcyja jest z gruntu reakcją. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości. Działa ona i rośnie spontanicznie, wynachodząc jeno swoje przeciwieństwo by się z tem większą wdzięcznością, tem radośniej potwierdzić.”[2]. Ta różnica pomiędzy aktywnością samoistną, a aktywnością będącą już tylko reakcją jest podstawą rozróżnienia na panów i niewolników. Panom jest dobrze samym ze sobą, mogą na sobie samych jak i swojej spontanicznej naturze polegać,nie boją się wyzwań jakie niesie świat. Natomiast niewolnicybojąc się żyć samodzielnie potrzebują wspólnoty, reguł i co ważne wroga, od których są w równym stopniu zależni. Jak pojawia się resentyment? Niewolnik, czyli ten który nie miał odwagi żyć samodzielnie, nie czuje się sam ze sobą dobrze szuka pomocy na zewnątrz, próbuje sam siebie skonstruować za kimś/czymś lub oraz wbrew komuś/czemuś. Konstruuje swoje „ja” dzięki zewnętrznym bogom i diabłom. W tym sensie resentyment jest deformacją naturalnego instynktu samozachowawczego. Niepodjęcie samodzielnego życia w konsekwentnej i radykalnej formie oznaczałoby po prostu samobójstwo. U słabych resentyment jest reakcją obronną życia, nie stać ich na życie w pełni, więc utrzymują się przy życiu już tylko dzięki „protezom” w postaci ślepego poddaństwa wobec „wielkich” przewodników i pamiętliwą nienawiścią wobec „wiecznych” wrogów. Warto zauważyć przedrostek re w słowach reakcja i resentyment, obie są już tylko wtórne, pierwsze wobec czynu, drugie wobec życia jako takiego. Zapalczywość, pamiętliwość i chytrość słabych stanowi mierną imitację namiętności, zdecydowania i pewność siebie silnych. Swój strach i chęć odwetu ukrywają pod maską „kamiennych tablic” i „szatanów” na które się zdają, zamiast godnie podjąć swoje życie. Dla takich lichych dusz, życie jest wiecznym zagrożeniem, pułapką, oszustwem a w najlepszym razie mordęgą, od którego starają się uciec lecz nie mają na tyle charakteru i szczerości, żeby targnąć się na swoje życie więc zatruci jadem zawiści wiodą je byle jak pod dyktando różnych „autorytetów”. „<<Dobrze urodzeni>>czuli się właśnie <<szczęśliwymi>>; nie musieli dopiero przez spojrzenie, skierowane na swych wrogów, sztucznie konstruować swojego szczęścia, w pewnym stopniu wmawiać, wkłamywać (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentimentczynić zwykli). I umieli również, jako zupełnie, siłą uposażeni, stąd z konieczności czynni ludzie, nie oddzielać działania od szczęścia – być czynnym wliczają z k o n i e c z n o ś c i do szczęścia […] – wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do <<szczęścia>> na szczeblu bezsilnych, uciskanych, owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi, u których występuje ono zasadniczo jako narkoza, oszołomienie, spoczynek, pokój, <<sabat>>, odprężenie umysłu i wyciągnięcie członków, słowem b i e r n i e. Kiedy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą […] to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczerym ani naiwnym, ani z samym sobą uczciwym i otwartym. Jego dusza z e z u j e.”[3]. Stąd też życie „niewolników” jest ciężkie i kręte niczym droga czołgu w lesie, w przeciwieństwie do życia silnych, które bardziej przypomina lot orła po nieboskłonie. Czy we wszystkich duszach może pojawić się resentyment? Nietzsche dopuszcza pojawienie się resentymentu w duszach „dostojnych” lecz właśnie w tych duszach resentyment pojawia się bardzo rzadko i właśnie „pojawia się” by za chwilę zniknąć ustępując pola innym namiętnością palącym żywym ogniem duszę dostojną. Natomiast u słabych resentyment jest głównym jeżeli nie jedynym motorem ich psychicznej i fizycznej egzystencji. „Nawet ressentimentdostojnego człowieka, jeśli się pojawia w nim spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcji, dlatego nie z a t r u w a.”[4]Tutaj kryje się zasadnicza różnica, można by powiedzieć, że dostojni są szczęśliwi sami ze sobą i ze światem z którym odważnie się mierzą, natomiast słabi są „resentymentalni”, żyją wyolbrzymionymi wspomnieniami doznanych uraz i niewykorzystanych szans, zafałszowanych w formy czyhających na nich bezustannie piekielnych ogni i wyczekiwanych niebiańskich rozkoszy. Jak powszechnie wiadomo Nietzsche był „walczącym” ateistą i uważał wszelkie religie, a w szczególności chrześcijańską z jej „kamiennymi tablicami” za wytwór słabych, wręcz za usankcjonowany i zlegalizowany w formie przykazań, nakazów i rozkazów chrześcijańskiej moralności resentyment. Jednakże powiedzieliśmy, że potraktujemy kwestie resentymentu niezależnie i jakby obok „sporu o istnienie Boga” jak to można zrobić? I co może nam dać namysł nad resentymentem człowiekowi wierzącemu? Wyobraźmy sobie silnego ducha i przy tym autentycznie religijnego chrześcijanina, żyda czy muzułmanina (Nietzsche taką ewentualność wykluczał).Czymże będzie się on różnił od ducha lichego tego samego wyznania? Człowiek prawdziwie religijny będzie nim ponieważ w sobie znalazł wiarę, sam w sobie czuje, że Bóg istnieje i powinien w niego wierzyć. Taki człowiek nie odsądza tak szybko od czci i wiary inaczej myślących jak to czynią „oazowi parafianie” i słuchacze radia M….. Co to nam dzisiaj daje? Na ile jeszcze myśl Nietzschego może być nam do czegoś więcej przydatna niż bulwersowanie księdza na kolędzie? A właśnie myślę, że może być przydatna. Resentyment(pomijając ciemne meandry amerykańskiej polityki zagranicznej)może być jednym z kluczy do zagadki islamskiego fundamentalizmu. „Prawdziwy” muzułmanin odnajduję autentyczną wiarę w swoim wnętrzu i to mu w zupełności wystarcza natomiast fundamentalista jako człowiek „resentymentalny” potrzebuje jak jedzenia i picia swojego „wielkiego proroka” osamy jak i swojego „wielkiego szatana” ameryki.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)