Hanna Lis „wzorowo” wywiązuje się ze swych zadań. I chyba nikt nie ma żadnych wątpliwości, że „pod Tuskiem” pracy nie straci. Ciekawe tylko, czy towarzysz Jaruzelski na wzór jej męża w uznaniu zasług założy koszulkę z napisem „Towarzyszko, jestem z ciebie dumny”. Chyba powinien.
Hanna Lis siebie samą uważa za osobę niezwykle „profesjonalną”. Dowód tego „profesjonalizmu” złożyła już parę lat temu a ostatnio po raz kolejny go potwierdziła. Oto 10 lipca prowadziła główne wydanie „Panoramy”. Tego dnia ten współczesny dziennik telewizyjny podjął temat rozwodu gwiazdy Hollywood Toma Cruise’a – członka jednej z najgroźniejszych sekt na świecie – Kościoła Scjentologicznego. Materiał ostrzegał przed sektami jako takimi i przywoływał ich zgubny wpływ na ludzi. – „Są w stanie zwerbować każdego. (…) W Polsce działają sekty religijne, terapeutyczne, nawet ekonomiczne” czytał lektor „Panoramy” a widzowie oglądali w tym momencie ludzi zgromadzonych na pielgrzymce Radia Maryja przed jasnogórskim szczytem.
Zdaniem medioznawców zasugerowanie przez autorów materiału widzom, że Radio Maryja jest sektą, nie podlega żadnej wątpliwości. Ich zdanie potwierdzają zresztą komentarze rzeszy lemingów, którzy na forach internetowych dosłownie wyją z zachwytu nad „odwagą Panoramy”. Rzeczywiście – na tego typu „odwagę” nie pozwolili sobie nawet komuniści, którzy walczyli z Kościołem latami, ale nie odważyli się w głównych wydaniach programów „informacyjnych” nazywać go „sektą”.
Jasna Góra to centrum dla sekt?
TVP wyjaśnienia rozpoczęła od wyjątkowo głupiego, żeby nie powiedzieć – kretyńskiego – tłumaczenia, w którym „uprzejmie wyjaśnia”, że „zdjęcia z pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę wykorzystane przez nas w materiale o rozstaniu Toma Cruise’a i Katy Holmes posłużyły nam tylko i wyłącznie jako ilustracja dużego zbiorowiska ludzi. Na zdjęciach nie ma symboli religijnych, podobnie jak nie widać twarzy uczestników zgromadzenia”.
Tłumaczenie dla debili, bo skoro TVP potrzebne były jakiekolwiek zdjęcia tłumów, to mogła pokazać „radosną młodzież” z przystanku Woodstock albo z koncertu Madonny, czy innej „gwiazdy”. A może tak Żydów pod Ścianą Płaczu albo muzułmanów w Mekce? A może kongres PO? W końcu skoro chodziło o „zgromadzenie ludzi” wszystko jedno jakie, to można było zastosować każdą z tych możliwości. Chyba że było to działanie świadome i celowe – wówczas wszystko staje się jasne. Najwyraźniej komuś w TVP nie wystarczyła manipulacja przy informacji o pielgrzymce Radia Maryja sprzed dosłownie kilku dni. Trzeba było bardziej dokopać znienawidzonej rozgłośni i obrazić nie tylko jej słuchaczy, ale wszystkich inteligentnych ludzi w Polsce.
Czyżby wytyczne „z góry”?
Dopiero po kilku godzinach, kiedy sprawy pod dywan zamieść już się nie dało, szefowie Hanny Lis zdecydowali się na bardziej radykalne zmiany – zostali zawieszeni: sekretarz redakcji „Panoramy” oraz osoba odpowiedzialna za wydanie z wtorku 10 lipca (jej nazwiska nie podano). Stanowisko obiecała zająć także Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Rada Etyki Mediów, która w ciągu trzech dni po emisji materiału w „Panoramie” otrzymała dwie skargi na ten temat.
Hanna Lis oczywiście pracy nie straciła. Mało tego – w rzadkie informacje na temat tej telewizyjnej hańby już został wpleciony przekaz, że Hanna Lis nie miała wpływu na treść materiału o sektach, bo pojawił się on „w ostatniej chwili”. (To znaczy w momencie, kiedy eks-Kedajówna była już na wizji?). Co ciekawe – pracy (a może kontraktu na współpracę) nie straciła także autorka materiału – Justyna Majewska. Wygląda więc na to, że przy jego pomocy nie tylko dopuszczono się skandalicznej manipulacji, ale i dokonano kolejnej czystki na Woronicza.
Profesjonalna manipulatorka?
Informowanie, że Hanna Lis o niczym nie wiedziała, wygląda na szyte równie grubymi nićmi, jak pierwsze wyjaśnienia o zilustrowaniu gniota autorstwa pani Majewskiej zdjęciami spod Jasnej Góry jako pierwszego lepszego dużego zgromadzenia ludzi. Żona Lisa jest nazywana dziennikarką, a z tym wiążą się określone obowiązki. Teraz nagle okazuje się, że jej rola kończy się na przeczytaniu z kartki tego, co na niej napiszą, a więc dziennikarką owa pani zdecydowanie nie jest. Skoro tak, to po co telewizja płaci jej za te kilka minut lektury tak ciężkie pieniądze? Podobno jej kontrakt wynosi 30 tys. zł miesięcznie. Przecież to niemożliwe, żeby w prawie czterdziestomilionowym narodzie nie było ani jednej blondynki umiejącej czytać. Na pewno jest i to niejedna. I z przyjemnością przeczyta to samo, co Lis, równie ładnie i za dużo mniejsze pieniądze. No chyba że chodzi o wybiórczą umiejętność czytania. Tę akurat Hanna Lis istotnie posiadła w stopniu profesjonalnym. Wystarczy przypomnieć, że poprzednio pracę w TVP straciła właśnie przez próbę manipulacji. A właściwie kilku manipulacji. W 2008 roku samowolnie usunęła z prowadzonych przez siebie „Wiadomości” materiał o zaniechanej przez rząd reprywatyzacji. Podobno jej zdaniem materiał ten miał być nieprzychylny ekipie Donalda Tuska. Potem, także samowolnie, dodała do materiału o Lechu Wałęsie wypowiedź wybielającą go z kontaktów z SB – na antenie ogłosiła, iż „dokument znaleziony w archiwum mówi o niewinności Lecha Wałęsy”, podczas gdy w rzeczywistości historycy interpretowali go zupełnie inaczej. „Dziennikarka” dodała także, że jeszcze trudniej będzie wykazać agenturalną przeszłość byłego prezydenta. Za to została zawieszona w obowiązkach. Cierpliwość ówczesnego kierownictwa TVP wyczerpała się kiedy bez wiedzy przełożonych, w materiale o raporcie Instytutu Spraw Publicznych (ISP) na temat europosłów przychylnym PO, pominęła informację, że szefową ISP była Lena Kolarska-Bobińska, wówczas kandydatka PO do europarlamentu. Wtedy władze TVP uznały, że Lis dopuściła się „poważnego naruszenia zasad rzetelności dziennikarskiej oraz współpracy”. Lis pożegnała się gmachem na Woronicza i zajęła się bywaniem na stołecznych bankietach. Po kilku latach posuchy spotkała ją w końcu nagroda w postaci kontraktu w ramach którego co miesiąc dostaje więcej pieniędzy niż niejeden Polak zarobi przez rok. Jak widać, kierownictwu TVP to się opłaciło – Hanna Lis „wzorowo” wywiązuje się ze swych zadań.
I chyba nikt nie ma żadnych wątpliwości, że „pod Tuskiem” pracy nie straci. Ciekawe tylko, czy towarzysz Jaruzelski, na wzór jej męża, w uznaniu zasług, założy koszulkę z napisem „Towarzyszko, jestem z ciebie dumny”. Chyba powinien. W końcu takiej manipulacji nie było w TVP od dawna.
Aldona Zaorska – http://slaskagazeta.eu/


Komentarze
Pokaż komentarze (2)