Przeklęty 1 września
Zbliża się wrzesień. Już jego pierwszy dzień jest okupiony dramatami historycznymi. W 1939 roku zamiast dzwonka szkolnego usłyszeliśmy huk bomb, tumany kurzu i zobaczyliśmy śmierć. Nikt nawet nie przypuszczał, że wsparcie 17 września będzie przynosić ofiary przez lata. Liczone w milionach, w tysiącach i w setkach. Tych świeżych, nie wyjaśnionych. Tych wszystkich tak bolesnych, że nie zabliźniają głębokiej rany Polaka, bo ciągle rozdrapywana nie jest w stanie się zagoić.
1 września 2004.
Biesłan- Północna Osetii… gdzie? w Rosji. Łzy całego świata nie zmyły dramatu, bo żadne łzy nie są na tyle cudowne, żeby były w stanie pojąć- DLACZEGO DZIECI?!
Historia jest straszna i nie daj Bóg z powiedzeniem, że lubi się powtarzać. Nie taka historia!!!
Teraz też zbliża się 1 września
Pomimo pamięci jej najokrutniejszego oblicza ten termin ma też małe dramaty. Ma swoje małe ciche łzy polskiej biedy. Chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci, a wrzesień to czas rozpoczęcia nauki. Książki, bloki, zeszyty, ołówki, kredki i pusty portfel. Dzieci muszą wypocząć. Pojechały na wakacje ze zrzutki rodzinnej, ale na drugą jakże często nas nie stać. Kiedyś kupiłam synowi i dziewczynce, którą wychowuję w rodzinie zastępczej jeden podręcznik. Chodzili do tej samej klasy. Obiecałam, że w następnym miesiącu kupię drugi.
Zanim wpłynęła kolejna pensja dzieci zostały ukarane „pałą”. Nie za wiedzę, a za moje saldo.
Dlatego dla mnie 1 września pozostanie przeklętym. W dramacie historycznym i szarpaniem dnia codziennego. Historia nie może się powtórzyć, ale też nasz strach i lęk o edukację naszych dzieci nie może się pogłębiać. Nie może? Czas posadzić niektórych w oślej ławce:
Panie Tusk!
Nie odrobił Pan lekcji! Siadaj Pan! Pała!!! Bez możliwości „przekiblowania”
Ewa Gutek
Wakacje, jakże cudny czas odpoczynku, zasłużonego dla naszych pociech. Dla nas rodziców, hmmm, powtórka z rozrywki, za dwa miesiące znowu wrzesień, znowu wydatki, wyprawka do szkoły………
Połowa sierpnia nerwowe przeliczanie, analizowanie wydatków….
Książki, zeszyty, plecaki, obuwie, ubrania do szkoły niejednemu z rodziców spędza to sen z powiek. Ileż tym razem wydamy. W tym roku więcej, z pewnością więcej, ceny rosną, do tego VAT, który poprzednio na te wszystkie artykuły i ubrania oraz obuwie wzrósł do 23%. Więc dodatkowo jeszcze to.
Pół biedy jak oboje rodziców pracuje, dziecko jest jedno – dadzą sobie jakoś radę. A co z tymi wszystkimi, których budżet domowy domyka się z pierwszego do pierwszego. Mając nawet tylko jedno dziecko, maja spory problem z wygospodarowaniem kwoty rzędu ok. 1000,- zł i to na skromna wyprawkę dla dziecka do szkoły. Za co to wszystko kupić, który wydatek potraktować jako priorytetowy? Trudne, bardzo trudne. Zastanawiam się nad jednym, gdzie w tym momencie jest nasze państwo, co myślą rządzący i w którą stronę zmierzają?
Czyżby myśl, która od reformy edukacji w Polsce, cały czas mi przyświeca była realizowana?
A o czym mówię, chyba jasne, od wielu lat, nasza edukacja jest niszczona, zmiany w programie szkolnym, wszystkich trzech stopni edukacji są zatrważające. Czyżby zmierzano do tego aby społeczeństwo nie posiadało podstawowej wiedzy. Historia, geografia, język polski, biologia, programy tych przedmiotów są tak upraszczane, że na dzień dzisiejszy przeciętny maturzysta nie orientuje się w podstawach.
I tu druga myśl, kwestia pozostawienia rodziny samej sobie, brak pomocy i pomysłu na rozwiązanie problemu związanego z podręcznikami. Program zmieniany z roku na roku uniemożliwia przekazywanie książek z roku na rok. Każda z rodzin musi kupić nowe komplety, które później i tak wyrzuci. Pomoc socjalna jaką objęte są najuboższe rodziny nie wystarczy. Przy więcej jak dwójce dzieci, niestety jest to prawie niemożliwe, aby każde z nich mogło 1 września z pełnym wyposażeniem pójść do szkoły.
Nie będę wspominać o likwidacji szkół, a zaniku szkół zawodowych, co prowadzi de facto do wymierania zawodów rzemieślniczych w naszym kraju.
Cały system kształcenia ulega z roku na rok permanentnemu rozkładowi.
Pytam więc:
Komu przeszkadzały te 8 letnie podstawówki, w których nie było mowy o agresji takiej jaka się szerzy w gimnazjach?
Po co zmieniany jest stale program, okrajany, upraszczany?
Dlaczego rodzice przed każdym 1 września muszą drżeć o to czy stać ich będzie na zakup pełnego wyposażenia do szkoły dla ich pociech?
No właśnie, czyżby nie było to mądrze wykalkulowane, iż biednym, niedokształconym narodem, rządzi się łatwiej, łatwiej się manipuluje. Czarne myśli, choć coraz bardziej przekonana jestem iż mocno realistyczne. W ten sposób można również doprowadzić do zaniku wyznawania podstawowych wartości w społeczeństwie.
Scenariusz straszny, jednak z determinacją realizowany.
Kiedy wszyscy w końcu się opamiętamy?
Edyta Franczuk


Komentarze
Pokaż komentarze (10)