Nie ma na świecie idealnego systemu opieki zdrowotnej, ale to nie jest też wytłumaczenie dla bałaganu w naszym Kraju. Liczne reformy i przekształcenia w mojej ocenie nie tylko nie usystematyzowały, ale i wręcz schaotyzowały nie tylko spojrzenie ze strony personelu medycznego, ale i samego pacjenta.
W krajach europejskich składka na ubezpieczenie zdrowotne wynosi ok. 15%, a w Polsce 9%. Wiem, że zarabiamy mało w porównaniu do Krajów Unii Europejskiej, ale wiem, że to właśnie zdrowie jest dobrem nadrzędnym. Dlatego nie podnosiłabym larum jeżeli chodzi o wzrost składki, bo i tak kwotowo nie będzie taka jak u zachodniego sąsiada. Do każdej zmiany w systemie zdrowotnym należy przygotować się tak, żeby nie mieć najmniejszych wątpliwości co do ich słuszności. W tym ostatnim palącym problemie „recept” zabrakło dobrego przygotowania. Należało zacząć nie od recept, leków i przerzucania się odpowiedzialnością za uszczelnianie systemu pomiędzy Ministerstwem, lekarzem, aptekarzem i najważniejszym ogniwem (bo ten na tym cierpi)pacjentem tylko od elektronicznych kart ubezpieczeniowych, wprowadzenia sytemu do ich odczytu, koszyka świadczeń gwarantowanych i podniesienia niestety składki. Wtedy na takim gruncie można coś wprowadzać. Ostatnie wydarzenia są dla mnie próbą sił. Mamy ustawę, obwieszczenie i ma tak być…ale nie jest. Nie pokuszę się o szukanie winnego, ale wskażę ofiarę- pacjenta- czyli potencjalnie każdego z nas.
Fundusze z podniesienia składki zdrowotnej pozwoliłyby na oszczędzenie środków ministerialnych i tu szczególny nacisk należy położyć na powrót medycyny do szkół, ale nie takiej wybiórczej, a pełnej. Jak zadbamy o to, aby nasze dzieci nie były „szczerbate”, „ślepe”, krzywe to w przyszłości mniej wydamy na ich leczenie i rehabilitację- nie wspominając o rentach.
Kolejki do specjalistów? Karta! Tak! Karta! Na której mamy elektronicznie zapisaną całą historię choroby. Z autopsji wiem, że jak coś nam dolega to do profesora, ale często wystarczy lekarz rodzinny lub specjalista innej dziedziny. Jak nie zgadzamy się na to- to i tak idziemy do gabinetu prywatnego. Dodatkowo podniesienie wysokości składki pozwoli na ulokowanie środków zwiększających limity.
Wiem, że oberwę, ale obecnie w Polsce marzymy o mercedesie jeżeli chodzi o opiekę zdrowotną, a nie jeździmy nawet maluchem.
Dużym problemem jest samo zaufanie do medyków, ale tego nie zmieni żadna litera prawa, a zdrowa konkurencja. Dlatego lobby na kształcenie w danej dziedzinie specjalistki jest dużym problemem. Dialog i kompromis z samorządami (lekarskimi i pielęgniarskimi) jest tu podstawowym narzędziem do osiągnięcia celu.
Reasumując uszczelnienie systemu, podniesienie składki, edukacja zdrowotna i dbałość o młode pokolenie mogą przynieść efekty. Kroić uparcie na ledwie żywym organizmie nie można, bo wtedy się dobija- PACJENTA!
Zobaczcie jak medialnie i szumnie podnosi się najniższą średnią krajową- bo to jest „gest”, ale jak trudno zapewnić przyzwoitą opiekę zdrowotną, bo będzie krzyk o wzrost składki. Później czytamy dramatyczne apele, listy i patrzymy na tragedię. To jest polityka, bo najniżej uposażonych mamy bardzo dużo, a chorych w dramatycznej sytuacji dużo mniej. W dodatku Ci drudzy może się do urn nie dowloką, a przecież walczy się nie o nasze zdrowie, a o elektorat


Komentarze
Pokaż komentarze (3)