Zbliża się kolejna rocznica jednej z największych zbrodni PRL-u . Jedno jest pewne, że 28 lat temu w sposób wyjątkowo okrutny zakatowano kapelana „Solidarności”. Nie wiemy którego października, nie wiemy kto i nie wiemy z czyjego rozkazu. Niemniej jednak pokuszę się o wskazanie pośrednich sprawców przy pomocy których udało się zbrodniarzom nie odpowiedzieć za mord.
Dlaczego nie znamy prawdy?!
Nie dlatego, że jest ona nie do rozwikłania i nie do zbadania, ale dlatego, że została osłonięta płaszczem ochronnym.
W lipcu 1983 roku zapowiedź mordu padła z ust gen. Jaruzelskiego. Polecił szefowi MSW Czesławowi Kiszczakowi uciszenie księdza słowami:
-Zrób coś z nim, niech przestanie szczekać.
Kiszczak od tego momentu uznał sprawę za priorytetową. Formalnie przejął ją Wydział VI Departamentu VI MSW. Ten od dezinformacji, dezorganizacji i inwigilacji Kościoła. Szli w jednym kierunku. Kiszczak chcąc osiągnąć sukces operacyjny zaplanował, że zwerbuje kapelana, a następnie wyśle do Rzymu. Takie posunięcie wzmocniłoby jego pozycję w bloku komunistycznym. Nawet KGB nie posiadało wartościowego aparatu agenturalnego w Watykanie. Nikt inny tylko ks. J. Popiełuszko kapelan „Solidarności” miałby najlepszy dostęp do Jana Pawła II. Kiszczak był świadomy, że nie jest to łatwy plan, ale wkalkulował w to nawet doprowadzenie kapelana do stanu „bliskości śmierci”, aby w ten sposób złamać księdza.
W lutym 1984 roku do współpracy udało im się pozyskać osobistego kierowcę księdza. Waldemar Chrostowski został zarejestrowany jako „Desperat”.
To on przygotował grunt pod wydanie w ręce oprawców kapelana. Tak przygotowano prezent na urodziny Czesława Kiszczaka.
"Nadchodzi19 a oni chcą"
Taką notkę odnaleziono w kalendarzu gen. Zenona Płatka, przełożonego kpt Piotrowskiego.
„Desperat” pomimo zgrzytów i nieporozumień z księdzem wsiadł za kierownicę i ruszył w ostatnią drogę kapelana „Solidarności”. Wydał go w czasie jazdy w ręce oprawców. Sam w zaimprowizowanym zatrzymaniu odegrał rolę uprowadzonego. Jak rozliczono Chrostowskiego- vel „Desperat?! W 1987 roku na skutek ugody zawartej pomiędzy mecenasem Chrostowskiego, a Skarbem Państwa wypłacono mu kwotę 1 650.000 zł jako zadośćuczynienie za poniesione straty.
Nie wiemy dokładnie jak zginął i z czyich rąk ksiądz Jerzy Popiełuszko. Tych których skazano w procesie toruńskim można uznać za winnych katowania w celu złamania kapelana, ale winnych należałoby szukać na wyższym szczeblu. Wiemy, że w wyniku okrutnego torturowania śmierć nastąpiła pomiędzy 19, a 25 (może i później), ale gdzie, jak i kto nie wiemy do dziś.
Dlaczego?!
Zginął za prawdę i za „Solidarność”. On w to wierzył i siłę swojej wiary przekazywał swojej „owczarni”. Tylko, że „Solidarność” nie upomniała się o Niego, nie upomniała się o prawdę. Nie związek zawodowy, nie wszyscy, a Ci co zasiedli przy okrągłym stole podpisując porozumienie suto zakropione w Magdalence. To nie Kiszczak, to nie Jaruzelski- to Wałęsa osłonił płaszczem ochronnym zbrodniarzy najokrutniejszego mordu PRL-u. Walczył jak lew o to, żeby nikt za zbrodnie komunistycznego reżimu nie odpowiadał. Nie cofnął się nawet przed zdjęciem rządu Olszewskiego- ostatniej nadziei oczyszczenia i dojścia do prawdy. W ten sposób skąpał we krwi ruch w jaki Polacy wierzyli i za jaki zginął Błogosławiony Ksiądz Jerzy Popiełuszko.
Co dzisiaj mogę powiedzieć Wałęsie?! Powiem słowami księdza: Prawda kosztuje dużo, lecz wyzwala
Grupa „D”
Z auta wywlekli jak worek
Związali jak dzikiego zwierza
Bagażnik z hukiem się zamknął
Deparatment IV nad Wisłę zmierza
Czym im groził, że związany
Ostatnią stację miał przy Tamie
Siłą swego słowa im urągał
Do sznurów dostał wielki kamień
Jeszcze dyszał, gdy wrzucony
W toń, która krew z szat obmyła
Tak misternie związany, żeby ręce
Dla ratunku pętla na szyi zacieśniła
Nikt tym jednak ust nie zamknął
Krzyk się podniósł w całym świecie
Mamy wolność, mamy Polskę
I Błogosławionego- wiecie?!
Ewa Gutek 19.10.2011


Komentarze
Pokaż komentarze