Przed chwilą dotarła do mnie wiadomość o śmierci Remigiusza Muś. Chorążego- technika pokładowego Jaka- 40. Tego, który na godzinę przed dramatem smoleńskim oczekiwał wraz z dziennikarzami przylotu TU 154 M.
To właśnie Remigiusz Muś był jednym z najważniejszych świadków tego co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Jego zeznania odbiegały od podawanych nam oficjalnych wersji.
Poświadczył, że otrzymał komendę zejścia na wysokość 50 metrów z rosyjskiej wieży kontrolnej. Identyczną komendę przekazano załodze Prezydenckiego TU 154 M. Było to conajmniej dziwne, ponieważ wydanie komendy pozwalającej na zejście poniżej przepisowej wyskości wydaje się jedynie w przypadku pozwolenia na lądowanie wtedy kiedy warunki w pełni na to pozwalają. Komendę słyszał trzykrotnie i nie mógł źle jej zinterpretować, ponieważ biegle posługiwał się rosyjskim. W związku z Jego pewnością dotyczącą wydanych komend zapis jej wydania winien znajdować się na czarnych skrzynkach TU 154 M. Z dotychczaswych ustaleń wynika, że Kapitan Protasiuk zachował się zgodnie procedurą i utrzymał maszynę odchodząc na drugi krąg na wysokości 100 metrów.
Remigiusz Muś oczekując na lądowanie TU 154 M słyszał dwa wybuchy, ale nie wskazał ich źródła.
O śmierci Remigiusza Musia poinfomowała w nocy jego żona. Była godz. 23.30, a ciało znalezione zostało w piwnicy. Jedyne co podaje w tej chwili prokuratura to informacja, że ze wstępnych oględzin wyklucza się udział osób trzecich.
Dla mnie dziwna jest tak szybka informacja o wykluczeniu udziału osób trzecich w zaledwie kilka godzin od śmierci. W sprawie słynnej Katarzyny W. śledztwo trwało kilka miesięcy zanim ustalono, że mała Madzia nie zginęła przez przypadek.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)